Reklama

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych

Prawo publiczne – a taki charakter mają wszystkie procedury – nieprzypadkowo jest wobec koncepcji orzeczeń nieistniejących bardzo ostrożne. Masowe i rozszerzające stosowanie instytucji sententia non existens może prowadzić do niepożądanych, anarchizujących system skutków

Publikacja: 23.01.2026 08:11

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych

Foto: PAP/Łukasz Gągulski

Sąd Rejonowy w Giżycku wydał postanowienie oddalające wniosek o podział majątku wspólnego małżonków. Uznał, że wyrok w ich sprawie rozwodowej nie istnieje, ponieważ wydał go tzw. neosędzia, czyli sędzia powołany przy udziale KRS ukształtowanej na podstawie nowelizacji ustawy o KRS z 8 grudnia 2017 r. (tzw. neo-KRS).

Orzeczenie powyższe niewątpliwie nawiązuje do uchwały siedmiu sędziów SN z 24 września 2025 r.; III PZP 1/25. W jej myśl wyrok Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego wydany w składzie z udziałem sędziego powołanego na wniosek tzw. neo-KRS należy uznać za wyrok niebyły (nieistniejący) jako wydany przez sąd niespełniający wymogów sądu z art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE, art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 45 ust. 1 Konstytucji RP.

Czytaj więcej

Wiadomo, kiedy Sejm zajmie się flagowymi projektami Waldemara Żurka

Wyrok w sprawie rozwodowej nie istnieje. I co dalej?

Uchwała ta z kolei nawiązuje do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 4 września 2025 r., C-225/22 uznającego, że skoro IKNiSP SN z udziałem osób powołanych na wniosek tzw. neo-KRS nie spełnia wymogów dotyczących niezawisłości, bezstronności i uprzedniego ustanowienia na mocy ustawy (…), wydane przez taki organ orzeczenie należy uznać za niebyłe, gdy taka konsekwencja jest z punktu widzenia danej sytuacji procesowej nieodzowna dla zagwarantowania pierwszeństwa prawa Unii.

Cechą wspólną tych orzeczeń jest rdzeń oparty na koncepcji orzeczeń nieistniejących (sententia non existens). Na gruncie procedury cywilnej nie przewidziano rozwiązań, które by odnosiły się do nieważności samego orzeczenia, jako „produktu” postępowania, przewidziano natomiast nieważność postępowania. Dlatego też doktryna i orzecznictwo prawa procesowego ograniczają stosowanie koncepcji sententia non existens do oczywistych i najdalej idących uchybień.

Reklama
Reklama

Zasadniczo przyjmuje się, że wyrokiem nieistniejącym jest:

1) wyrok wydany nie przez sąd;

2) wyrok wydany w nieistniejącym postępowaniu;

3) wyrok niezawierający jakiegokolwiek rozstrzygnięcia;

4) wyrok, którego sentencja nie została spisana.

Istotą nieistnienia orzeczenia jest brak jakiegokolwiek rozstrzygnięcia. Koncepcja orzeczeń nieistniejących traktowana jest jako niezwykle wąska. Ostrożne podejście do tej koncepcji uzasadnione jest tym, że konsekwencje nieistnienia orzeczeń mogą być trudne do zaaprobowania w normalnie funkcjonującym i spójnym systemie sądowym.

Reklama
Reklama

Wyroki tzw. neosędziów. Co wynika z orzecznictwa TSUE i Sądu Najwyższego?

Trzeba jednak wyraźnie wskazać, że o ile zarówno wyrok TSUE i uchwała SN (III PZP 1/25) ograniczały możliwość potraktowania orzeczenia IKNSP jako niebyłego do sytuacji nieodzownych dla zagwarantowania pierwszeństwa prawa Unii, o tyle postanowienie Sądu Rejonowego w Giżycku oparte jest na podejściu powszechnym – dotyczącym każdego orzeczenia wydanego przez tzw. neosędziego sądu powszechnego lub Sądu Najwyższego.

Czytaj więcej

Nie ma rozwodu, bo orzekał neosędzia. Minister Żurek: coś bardzo niepokojącego

Podobne podejście widoczne było w postanowieniu Sądu Najwyższego (Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych; II PUO 2/24) z 10 stycznia 2024 r., uznającym, że „IKNSP SN nie jest sądem w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, a to oznacza, że czynność dokonana w tej Izbie 5 stycznia 2024 r. w sprawie I NSW 1267/23 (…) nie jest orzeczeniem Sądu Najwyższego w rozumieniu art. 250 Kodeksu wyborczego oraz art. 45 ust. 1 Konstytucji RP (nie jest aktem stosowania prawa)”, a nieco później w postanowieniu z 31 lipca 2024 r. (VII Ko 34/24) Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków a także w niektórych innych orzeczeniach.

Trzeba dostrzec, że prawo publiczne – a taki charakter mają wszystkie procedury – nieprzypadkowo jest wobec koncepcji orzeczeń nieistniejących bardzo ostrożne. W prawie publicznym dominuje założenie, że w razie ewentualnego wystąpienia poważnych naruszeń przez organy władzy publicznej, ich zakwestionowanie możliwe będzie po stwierdzeniu przez kompetentny, działający zgodnie z regułami właściwy organ. Taką konstrukcję przewidziano w art. 379 w zw. z art. 378 kodeksu postępowania cywilnego i 439 kodeksu postępowania karnego, co znalazło odzwierciedlenie w uchwale trzech Izb SN: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20).

Jeśli sędziowie gubią rozsądek, brnąc w niemożliwą do społecznego zaakceptowania koncepcję, tracą zarazem odpowiedzialność

Zagadnienie właściwej, adekwatnej i proporcjonalnej sankcji wobec czynności konwencjonalnych podjętych przez organy władzy publicznej z powodu działania na podstawie ustawy niezgodnej z konstytucją wymaga skomplikowanej i ostrożnej analizy, uwzględniającej, że chodzi nie tylko o odejście od przywołanej uchwały, lecz o koncepcję trudną do umieszczenia w obowiązujących procedurach. Aprioryczne przyjęcie podejścia opartego na masowym i rozszerzającym stosowaniu instytucji sententia non existens może prowadzić do niepożądanych, anarchizujących system skutków. Przy szerokim stosowaniu prowadzić musi do destabilizacji systemu orzeczniczego, nieprzewidywalności i przypadkowości sądownictwa. Jeśli jej efektem byłoby masowe zakwestionowanie istnienia orzeczeń sądowych, na podstawie których ludzie uzyskują rozwód, nabywają składniki majątkowe, dzielą majątki, nabywają spadki, tworzą, łączą i dzielą spółki, odbywają kary pozbawienia wolności itp., istnieje ryzyko wywołania wstrząsów społecznych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Sędzia sięgnął po orzeczniczą broń atomową. To precedens

Tu bowiem spór wokół wymiaru sprawiedliwości wkracza do ludzkiego życia wprost i w niezwykle niepożądany sposób. Zawód sędziego jest piękny, bo odpowiedzialny. Jeśli sędziowie gubią rozsądek, brnąc w niemożliwą do społecznego zaakceptowania koncepcję, tracą zarazem odpowiedzialność. Bo orzeczenia nieistniejącego nie można w żaden sposób sanować.

Czy sędziowie mogą swoimi orzeczeniami wymusić działania na politykach?

I nawet jeśli u podstaw tej koncepcji spoczywa wyraz sprzeciwu wobec nieuporządkowania i nienaprawienia problemu wadliwości powołań sędziowskich, trzeba wyrazić wątpliwość, czy ów sprzeciw nie ma charakteru ekscesywnego z perspektywy kompetencji orzeczniczych sądów oraz przeciwskutecznego z perspektywy założonych koncepcji sanacyjnych. Założenie zaś, że sędziowie mogą swym orzecznictwem wymusić na politykach realizację określonego działania, wydaje się zbyt mało realne, by można było w nie wierzyć.

Zresztą, nawet jeśli intencje byłyby chwalebne, nie one stanowią podstawę orzeczeń sądowych. A w tym przypadku, chyba zbyt daleko znaleźliśmy się od prawa.

Autorzy są profesorami i adwokatami

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Łukasz Wydra: Anarchia w sądach
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Są niezależni, niezawiśli, bezstronni i nie czują żenady
Opinie Prawne
Ziobro przed Trybunałem Stanu? Adwokat o „legalnym fortelu”
Opinie Prawne
Marzena Tabor-Olszewska: Ustawa w „zamrażarce”, a psy nadal na łańcuchach
Opinie Prawne
Karol Ligarski: Rękojmia po upadłości dewelopera bywa iluzją
Opinie Prawne
Katarzyna Batko-Tołuć: Media samorządowe? A miało być inaczej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama