W polemice z zaprezentowanym przez nas stwierdzeniem, że generalna sankcja nieistnienia każdego orzeczenia z udziałem tzw. neosędziego sądu powszechnego jest zbyt daleko idąca i nie powinna być stosowana w orzecznictwie sądów powszechnych, zwłaszcza wobec sądów instancyjnie wyższych, gdyż nie znajduje oparcia w przepisach prawa i pociąga za sobą niemożliwe do zaakceptowania konsekwencje społeczne, pan sędzia Piotr Mgłosiek wskazał cztery zasadnicze zastrzeżenia. Po pierwsze „odwracanie pojęć, potrząsanie kompasem aksjologicznym, by nie pokazywał właściwego kierunku”. Po wtóre, że pomyliła nam się przyczyna ze skutkiem, bo chaos i anarchia powstały w wyniku systemowych naruszeń praworządności w okresie 2015–2023. Po trzecie, że prawidłowo powołani sędziowie znajdują się ze względu na te naruszenia „w nadzwyczajnej sytuacji wymagającej sięgnięcia po ekstraordynaryjne środki”. Po czwarte, orzeczenia oparte na koncepcji nieistnienia stanowią wyraz stosowania adekwatnych środków służących do przywracania praworządności, uzasadnionych aksjologicznie. Mamy jednak nieodparte wrażenie, że w podstawowym przynajmniej zakresie rozumiemy aksjologię, a i przyczyny ze skutkami rzadko nam się mylą. My po prostu pisaliśmy o prawie, a nie o polityce przywracania praworządności przez sądy.
Czytaj więcej
Prawo publiczne – a taki charakter mają wszystkie procedury – nieprzypadkowo jest wobec koncepcji...
Kto odpowiada za chaos w sądownictwie?
To, że za chaos w sądownictwie odpowiada Zjednoczona Prawica, jest oczywiste. Przynajmniej w świetle kilkuset naszych tekstów pisanych w czasach, w których nie cierpieliśmy na klęskę obfitości konkurentów gotowych swe zdanie dobitnie przedstawić. Rzecz jednak w tym, że przyczyna stanu zapaści nie zwalnia prawidłowo powołanych sędziów od obowiązku orzekania na podstawie prawa (a nie życzeń) i stosowania sankcji właściwej, adekwatnej i proporcjonalnej. Sankcja nieistnienia orzeczeń taka nie jest, bo sama w sobie prowadzi do destabilizacji systemu i go anarchizuje. Pogłębia zło, którego dokonała Zjednoczona Prawica naruszając reguły prawnounijne, konwencyjne i konstytucyjne.
Ale pójdźmy na chwilę tropem pana sędziego Mgłośka i Sądu Rejonowego w Giżycku (który zakwestionował wyrok rozwodowy wydany z udziałem tzw. neosędziego – red.). Zapomnijmy o uchwale trzech izb Sądu Najwyższego, w której wyraźnie powiedziano: „Zagadnienie prawne rozstrzygane przez skład połączonych Izb Cywilnej, Karnej, Pracy i Ubezpieczeń Społecznych nie zmierza do rozwiązania problemów ustrojowych z określeniem statusu osób, które po przeprowadzeniu postępowań ukształtowanych ustawą z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa zostały powołane na urzędy sędziowskie przez Prezydenta RP, gdyż niewątpliwie osoby te uzyskały formalnie status sędziów”.
Zapomnijmy o wieloletnim dorobku doktryny ujmującej sententia non existens jako pozór sądu, bez jego jakichkolwiek cech. Uznajmy, że każde orzeczenie, na każdym szczeblu sądownictwa z udziałem tzw. neosędziego jest non existens.