Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która miała wprowadzić możliwość pozasądowego rozwiązania małżeństwa. Czy to dobra wiadomość?
To nie jest dobra wiadomość nie tylko dla sądu, ale przede wszystkim dla obywateli. To im miała służyć ta ustawa. Rozwód pozasądowy miał stworzyć dogodniejsze i łatwiejsze warunki przeprowadzania procedury rozwodowej. Chodziło przede wszystkim o to, żeby obywatel miał lepszy dostęp do organu decydującego o rozwodzie. Mamy w Polsce 2297 urzędów stanu cywilnego, natomiast sądów okręgowych jest jedynie 47. Wynika z tego, że zarówno termin, jak i miejsce uzyskania rozwodu byłyby dla małżonków bardziej dogodne. Co ważne, małżonkowie mogliby sami zaplanować termin stawienia się w urzędzie stanu cywilnego. W procedurze sądowej to sąd wyznacza termin rozprawy nierzadko dosyć odległy. W procedurze urzędniczej małżonkowie mogliby uniknąć też niemałego stresu, który towarzyszy rozprawie rozwodowej oraz mieliby okazję zmienić nazwisko niemalże od ręki.
Czytaj więcej
W ostatnim dniu kwietnia prezydent Karol Nawrocki podpisał trzy nowelizacje ustaw. Dwie zawetował. To nowelizacja Kodeksu wyborczego oraz nowelizac...
Zawetowana nowela dopuszcza możliwość rozwiązania małżeństwa przez urzędnika stanu cywilnego. Dotyczy to tych par, których małżeństwo trwa dłużej niż rok, nie mają wspólnych małoletnich dzieci oraz są zgodni co do rozstania. Jak pani ocenia te rozwiązania?
Uważam, że są to bardzo dobre i przemyślane rozwiązania. Ustawa ta usprawnia procedurę, ale nadmiernie jej nie upraszcza. Uniemożliwia uzyskanie szybkiego rozwodu pod wpływem emocji, bez zastanowienia, który może wynikać z potrzeby chwili. Po to właśnie małżonkowie występujący o rozwód, zgodnie z zawetowaną ustawą, muszą stawić się w urzędzie stanu cywilnego dwukrotnie. Podczas pierwszej wizyty składają zapewnienia potwierdzające istnienie przesłanek rozwiązania małżeństwa, którymi są jego zupełny i trwały rozkład. Po upływie co najmniej miesiąca, ale przed upływem 6 miesięcy składają ostateczne oświadczenie o rozwiązaniu małżeństwa. Ten tryb ustanowiono właśnie po to, żeby małżonkowie mieli jeszcze chwilę na zastanowienie się, czy ich decyzja nie jest pochopna i czy rzeczywiście chcą rozwodu. Dopiero podczas tej drugiej wizyty urzędnik stanu cywilnego dołącza do aktu małżeństwa wzmiankę dodatkową o rozwiązaniu małżeństwa.
Według Karola Nawrockiego ta nowelizacja to nie zmiana techniczna, ale zmiana obniżającą rangę małżeństwa – instytucji, którą chroni konstytucji. - Ochrona nie polega na ułatwianiu rozstania. Ochrona polega na wspieraniu trwałości pomimo różnych trudności – argumentuje prezydent. Co pani na to?
Procedura uzyskania bezspornego rozwodu w sądzie, bez małoletnich dzieci, nie jest skomplikowana. Rozprawa w takich sprawach trwa w zasadzie do 30 minut. Sąd nie prowadzi pogłębionego postępowania dowodowego, krótko przesłuchuje strony i jeżeli małżonkowie zgodnie zeznają o rozpadzie małżeństwa, to sąd na pierwszej rozprawie wydaje wyrok. Są to sprawy na tyle merytorycznie nieskomplikowane, że nie ma potrzeby, by w każdej z nich musiał orzekać sąd. Poza tym małżonkowie w takich przypadkach nie tworzą już de facto rodziny, bo nastąpił rozkład więzi. Co do zasady nie mieszkają razem, mają odrębne życie i nierzadko nowego partnera. Ten rozwód jest swoistym sformalizowaniem istniejącego stanu faktycznego. Dlatego nie zgadzam się z tym, że proponowany rozwód pozasądowy to obniżenie rangi małżeństwa.
- Decyzja sądu o zakończeniu małżeństwa to nie jest formalność. To gwarancja, że decyzja o rozwodzie jest przemyślana, rzeczywista i niekrzywdząca dla żadnej ze stron. W realnym życiu istnieją różne okoliczności: zależności ekonomiczne, presja psychiczna, nierównowaga sił. Sąd może te sytuacje dostrzec i reagować. Urzędowy formularz: nie – mówił Nawrocki. Czy uważa to pani za trafny argument?
Nie jest to trafny argument. Przesłuchanie dowodowe w sprawach małżonków, którzy zgodnie oświadczają, że żądają rozwodu i nie mają małoletnich dzieci, jest bardzo uproszczone i trudno jest takie okoliczności wychwycić. Urzędnik stanu cywilnego, tak samo jak sąd, mógłby powziąć jakieś wątpliwości i odmówić zarejestrowania rozwodu. Co więcej, nowelizacja przewiduje możliwość wystąpienia z powództwem o unieważnienie rozwodu pozasądowego. Może do tego dojść, jeżeli w chwili składania oświadczenia o rozwiązaniu małżeństwa małżonek działał w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, jeżeli wyrażenie woli odbyło się pod wpływem bezprawnej groźby drugiego małżonka lub osoby trzeciej, pod wpływem błędu wywołanego podstępnie przez drugiego małżonka. Mamy więc w procedurze pozasądowej takie uregulowania, które chronią małżonka przed tym, aby nie doszło do rozwodu, który jest niezgodny z jego wolą.
Czy sądzi pani, że urzędnik stanu cywilnego posiada kompetencje, które pozwalają mu rzetelnie oceniać czy doszło do zupełnego i trwałego rozkład pożycia małżeńskiego?
Urzędnik nie oceniałby tego. Tę przesłankę mieliby deklarować na piśmie małżonkowie, a urzędnik tylko miałby ją przyjąć. On nie ma prawa do oceniania ani wypytywania, czy na pewno do tego doszło. To jest rola sądu, który docieka tego w ustnym przesłuchaniu.
Czytaj więcej
Nie po 12 miesiącach od publikacji, lecz 1 stycznia ma wejść w życie ustawa, która umożliwi uzyskanie rozwodu nie tylko przed sądem okręgowym, ale...
Czy spotyka się pani z przypadkami, w których para podczas postępowania rozwodowego postanowiła pozostać razem? Jak często do tego dochodzi?
Są one incydentalne. W ciągu dwunastu lat spotkałam się z kilkoma takimi przypadkami. W znakomitej większości małżonkowie przychodzący do sądu po rozwód są co do tego zdecydowani. Co więcej, w takich sytuacjach nastąpił już rozpad więzi, a małżonkowie prowadzą dwa odrębne życia i dobrze wiedzą, że z ich małżeństwa już nic nie będzie.
Jak często małżonkowie, którzy nie mają dzieci chcą się rozstać w zgodzie?
Z 57 tys. rozwodów, które miały miejsce w 2024 r. i 2023 r. 24 tys. spraw dotyczyło par nieposiadających dzieci.
Jaka część rozwodów mogłaby zostać dokonana w urzędzie stanu cywilnego, gdyby nowelizacja jednak weszła w życie?
Ciężko mi powiedzieć, ponieważ nie każde postępowanie rozwodowe par nieposiadających dzieci spełnia przesłanki do pozasądowego rozwiązania małżeństwa. Orzekanie w takich prostych, nieskomplikowanych sprawach zajmuje mi pół wokandy na siedem – osiem wyznaczonych w danym miesiącu, reszta to postępowania trudniejsze, bardziej złożone, tam, gdzie występują małoletnie dzieci lub jest orzekanie o winie.
Czy rozwody pozasądowe rzeczywiście i zauważalnie odciążyłyby polskie sądy?
W skali kraju mógłby to być pewien krok naprzód. Nie uważam jednak, że byłby to przełom, który pozwoliłby na znaczne odciążenie sędziów. Sprawy rozwodowe małżonków bez dzieci, którzy chcą rozstać się w zgodzie nie blokują sądów, bo zabierają sędziom relatywnie niewiele czasu. Zmiana ta byłaby jednak niezwykle korzystna dla obywateli, ponieważ na termin rozprawy rozwodowej nie czekaliby długimi miesiącami i zaoszczędziliby przy tym dużo stresu. A na taką rozprawę trzeba oczekiwać obecnie od około czterech do sześciu miesięcy. Terminy w tych nieskomplikowanych sprawach staram się jednak wyznaczać szybciej.
Czytaj więcej
Małżonek zmuszony do rozwodu przed urzędnikiem stanu cywilnego może w efekcie zostać pozbawiony prawa do alimentów – zwraca uwagę prof. Marcin Wiącek.
Póki co o rozwiązaniu małżeństwa decyduje wyłącznie sąd. Jakie mankamenty w obowiązującej procedurze pani dostrzega?
Mankamenty, które dostrzegam nie dotyczą samej procedury, ale funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Mam na myśli przede wszystkim obciążenie sędziego zbyt dużą liczbą spraw. Nawet przy dużym nakładzie pracy sędziowie nie są w stanie zakończyć większej liczby spraw, niż otrzymują nowych. To z kolei powoduje, że nie są w stanie nadrobić zaległości i skrócić kolejki spraw oczekujących. Swoistą wadą, którą widzę w przepisach kodeksu rodzinnego jest możliwość dochodzenia winy w rozpadzie małżeństwa. W takich przypadkach sąd prowadzi bardzo szeroko zakrojone postępowanie dowodowe, przesłuchuje szereg świadków i biegłych, gromadzi dokumenty. W rezultacie na prawomocne zakończenie takiej sprawy rozwodowej potrzeba zazwyczaj pięciu, sześciu terminów rozpraw i postępowania odwoławczego, co sprawia, że jej rozstrzyganie trwa kilka lat.
Jak zatem usprawnić postępowania rozwodowe?
W pierwszej kolejności należałoby zapewnić optymalny poziom obciążenia sędziów sprawami, bo wówczas znacznie skróciłby się czas ich trwania. Do tego jednak należy uzupełnić luki kadrowe w sądach. Natomiast drugim wyjściem, najmniej kosztownym dla Skarbu Państwa , byłaby zmiana przepisów kodeksu rodzinnego właśnie poprzez likwidację rozwodów z orzekaniem o winie, bo to właśnie ustalanie winy przez sąd najbardziej przedłuża postępowanie. Przy tym niezwykle trudno jest wykazać wyłączną winę w rozpadzie małżeństwa. Jeśli bowiem sąd ustali nawet niewielkie przyczynienie się drugiego małżonka do rozpadu małżeństwa, to wina leży po obu stronach. To zaś powoduje rozczarowanie małżonków wyrokiem sądu. Z kolei nawet uzyskanie korzystnego wyroku w postaci wyłącznej winy drugiego małżonka nie rekompensuje poniesionych kosztów takiego postępowania i nie mówię tylko o finansach. Konsekwencją są zazwyczaj zdegradowane więzi rodzinne i koleżeńskie, ponieważ szereg osób z otoczenia małżonków musi stawić się w sądzie, złożyć zeznania określonej treści, które na pewno któremuś z nich się nie spodobają. Jednak największe koszty ponoszą małoletnie dzieci, których rozwój emocjonalny zostaje całkowicie zaburzony w wyniku długo toczącego się postępowania i narastającego konfliktu rodziców. Podkreślić też trzeba, że rezygnacja z rozwodów z orzekaniem o winie, które stanowią obecnie 25 proc. wszystkich spraw, nie byłaby rewolucyjna, gdyż takie rozwiązanie funkcjonuje w większości państw UE.
Resort sprawiedliwości rozważał też umożliwienie rozwiązania małżeństwa przed notariuszem, również par posiadających małoletnie dzieci. Co pani sądzi o tym rozwiązaniu?
Uważam takie rozwiązanie za korzystne. Zresztą z powodzeniem funkcjonuje ono już w innych krajach Unii Europejskiej. Wiele małżeństw, które się rozpadło, chce ugodowo i z wysokim poszanowaniem wzajemnych praw uregulować kwestie zarówno majątkowe, jak i dotyczące małoletnich dzieci. I właśnie w takich przypadkach rozwód mógłby być przeprowadzany przed notariuszem. Co ważne, Konstytucja RP nie zabrania rozwiązania małżeństwa poza sądem, bowiem w artykule 48 stwierdza się, że jedynie do ograniczenia lub pozbawienia praw rodzicielskich może dojść na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. A zatem takie porozumienie małżonków nie mogłoby ingerować w prawa rodzicielskie. Należałoby również w jakiś sposób zagwarantować interes małoletnich dzieci. Takie rozwiązania gwarancyjne funkcjonują chociażby we Francji i we Włoszech. Jestem przekonana, że przy zapewnieniu podobnych zabezpieczeń rozwody u notariusza spełniłyby swoją rolę i odciążyły sądy rodzinne.
Aneta Szwedowska – sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, przewodnicząca wydziału cywilnego rodzinnego odwoławczego
Czytaj więcej
Notariusze chcieliby móc rozwodzić i przekonują, że są do tego przygotowani. MS nie wyklucza tego w przyszłości, ale nie planuje zmian w najbliższy...