– Przeciętny polski przedsiębiorca jest bardzo ostrożny, skrócił swój horyzont planistyczny i decyzyjny – mówi Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Analitycy banku są – wraz z Grupą PTWP, organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego – współautorami raportu „Jak wzmocnić potencjał polskich firm. Biznes wobec presji demograficznej i globalnej konkurencji”.

Ekonomiści podkreślają, że polskie firmy dostrzegają potencjał do systematycznego wzmacniania kompetencji własnych pracowników. Są jednak też nad wyraz kreatywni w próbach utrwalania status quo w postaci modelu wzrostu opartego na taniej pracy. – Przeciętny polski przedsiębiorca woli ściągnąć taniego pracownika na sześć miesięcy na sezonowy szczyt – nawet z tak dalekich destynacji jak Ameryka Południowa czy daleka Azja – niż przyjąć na siebie bardziej długoterminowe zobowiązanie w postaci projektu inwestycyjnego i postawić na nowe inwestycje zastępujące ludzi – mówi Benecki.

Czytaj więcej

Grubszy portfel polskiego studenta

W ciągu ostatnich lat koszty pracy w Polsce wyraźnie wzrosły względem UE. O ile jeszcze w 2012 r. średni koszt pracy w Polsce stanowił raptem 32 proc. unijnej średniej, a dekadę później 41 proc., o tyle w 2025 r. podrósł już do 55 proc. To wynik m.in. szybkiego wzrostu płacy minimalnej oraz, w ślad za nią, przeciętnego wynagrodzenia. Dodatkowo, na relatywny koszt zatrudnienia w Polsce wpłynęło umocnienie się złotego.

Jak przyznają autorzy raportu, polskie firmy dobrze radzą sobie w krótkim okresie, ale ich strategia często jest reaktywna, a nie rozwojowa. Podkreślają m.in. niewielki stopień robotyzacji w przemyśle (około 80 robotów na 10 tys. pracowników, przy unijnej średniej blisko trzykrotnie wyższej) czy niemal najwolniejsze w UE (i skoncentrowane przede wszystkim w większych przedsiębiorstwach) wdrażanie sztucznej inteligencji.

Firmy jak litera K

Benecki mówi też o K-kształtnej strukturze zbiorowości polskich przedsiębiorstw. To porównanie służy wskazaniu, że część firm rozwija się (idzie do góry jak górne ramię litery), ale część zalicza regres (jak dolne ramię). – Z jednej strony mamy mnóstwo rozdrobnionych, małych firm, które były siłą rozwojową gospodarki przez wiele lat. Ale one skróciły swój horyzont planistyczny z wielu powodów, jednocześnie są mniej produktywne i coraz częściej ich modele biznesowe trzeszczą w szwach – zauważa główny ekonomista ING BŚ. Ale z drugiej strony są i innowatorzy: firmy odważnie wychodzące poza Polskę, które nie boją się też korzystania z kanału kredytowego. – Oni mają też często trochę mniej problemów ze znalezieniem pracowników. Uważam, że przed nami są ważne zmiany strukturalne w gospodarce: przesunięcia zasobów pracy, a może i kapitału, między tymi dwoma grupami – mówi Benecki. Jak dodaje, najodważniejsze firmy przyznają, że kluczową przewagą konkurencyjną jest skalowanie działalności firmy. – Mam nadzieję, że zmiany pójdą w tym kierunku – mówi.

Ekonomiści zwracają uwagę na duży odsetek jednoosobowych, małych i średnich firm w Polsce. Tam możliwości inwestycyjne i rozwojowe są mniejsze. Jak wynika z raportu ING-EEC, czynnikiem „wspierających” tę rozdrobnioną strukturę jest polityka gospodarcza. – Jest dużo więcej wsparcia dla firm mikro i MŚP, niż dużych. Dodatkowy klosz nakładają też środki unijne. Wśród ankietowanych firm pojawiały się wręcz takie, które rozdrabniały swój biznes na kilka spółek, aby mieć dostęp do grantów i pomocy przeznaczanej dla małych i średnich przedsiębiorstw – przyznaje Benecki.

Awersja do ryzyka

Poza strukturą polskiego biznesu, brakiem spójnej strategii rządu i „krótkoterminowego” myślenia wielu firm, wyzwaniem jest też niepewność geopolityczna. – W ostatnich latach, kiedy mieliśmy kilka czarnych łabędzi – pandemia, inflacja, wojna w Ukrainie, wojna w Iranie – awersja do ryzyka jeszcze rosła – zaznacza Benecki. – Nie zapominajmy także o tym, że awersja do inwestowania to opóźniony efekt psucia instytucji demokratycznych i rynkowych, niepewności regulacyjnej i przeregulowania gospodarki – dodaje. Mówi też o dużym lęku przed popełnieniem błędu u polskich przedsiębiorców i pracowników.

Swoistym odbiciem obaw jest niewielki stopień wykorzystania kredytu bankowego. W połowie 2025 r. zadłużenie przedsiębiorstw niefinansowych wynosiło około 12 proc. PKB i było niemal najniższe w UE, w porównaniu do ponad 40 proc. we Francji czy Austrii, 25-30 proc. np. w Niemczech czy Hiszpanii, czy ponad 18 proc. w Czechach i Słowacji.

Jak czytamy w raporcie, gospodarka skorzystałaby na odwróceniu dzisiejszych proporcji, gdy polski sektor publiczny inwestuje (m.in. plasując obligacje obejmowane przez banki), to sektor prywatny charakteryzuje się wysoką skłonnością do oszczędzania.

Firmy meldują, że o ile dostępność finansowania raczej nie jest problemem, o tyle jego koszty w złotych (ewentualnie: ryzyko walutowe) – już tak.

– Firmy odczuwają presję na marże. W ostatnich latach koszty pracy skoczyły, stopy procentowe wzrosły, a strona popytowa nie jest taka mocna jak w ostatnich latach. Oszczędności szuka się więc wszędzie, a dzisiaj różnica w stopach między Polską a strefą euro jest większa niż przed pandemią – zauważa Benecki. – Przy trudniejszych warunkach do prowadzenia działalności, przy presji chińskiej w wielu branżach, te blisko dwa punkty procentowe robią różnicę – dodaje.

Konkurencja z Chin

Z raportu ING-EEC wynika, że chińska konkurencja wręcz zaskoczyła polskie firmy tempem, zasięgiem i jakością swoich produktów. – Chińczycy mają rozpędzone moce produkcyjne na ogromną skalę, od samochodów przez sprzęt dla gospodarstw domowych – dziś mają już 50 proc. europejskiego rynku AGD. Do tego elektronika czy meble – wylicza Benecki.

W obliczu 30-procentowego spadku chińskiego eksportu do USA oraz utrzymującego się słabego popytu krajowego w Chinach, Europa jest skazana na zalewanie przez azjatycką produkcję. – Nawet wprowadzanie ceł jest już mało skuteczne. W niektórych sektorach - np. produkcji AGD – europejskie moce spadły na tyle, że nawet gdyby wprowadzono cła, to europejscy producenci nie byliby w stanie szybko zasypać dziury po Chińczykach, skończyłoby się więc podwyżkami cen – mówi główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Zauważa jednak przy tym, że obszarami, w których konkurencja ze strony Azji wciąż się jeszcze w Polsce nie rozwinęła, są m.in. cyberbezpieczeństwo i obronność.