Obecnie obowiązująca konstytucja nie ma wielu obrońców. Prawie wszyscy chcą ją zmienić. O tyle to dziwne, że pod jej rządami weszliśmy do NATO i UE, podnieśliśmy standard życia Polaków (zbliżamy się do średniej unijnej) i staliśmy się dwudziestą gospodarką świata. Niezły dorobek.
Tych, którzy chcą zmiany ustawy zasadniczej szczególnie irytuje niejasny (ich zdaniem) podział kompetencji pomiędzy premierem i prezydentem. Wskazują, że dwugłowa egzekutywa jest poważnym problemem i należałoby w końcu rozstrzygnąć, kto ponosi odpowiedzialność za rządzenie państwem.
Jeśli ktoś mnie pyta, dlaczego w Polsce polityka nie wygląda tak, jak w Norwegii czy Szwajcarii, odpowiadam, że to dlatego, iż w Polsce mieszkają Polacy, a nie Norwegowie czy Szwajcarzy.
Zwolennicy zmiany chcą jasnej decyzji czy będziemy mieli system prezydencki czy kanclerski. Bo ów podział władzy wykonawczej jest rzekomo największą zmorą naszego systemu politycznego i najpoważniejszą wadą konstytucji.
Przewaga ciężko wynegocjowanych kompromisów
A może jednak jest jej najdonioślejszą zaletą? Może konieczność negocjowania spraw państwowych pomiędzy dużym i małym pałacem jest dla nas zbawienna, bo pozwala korygować ewidentne błędy jednej ze stron? Może zmuszenie do dialogu i kompromisu różnych ośrodków władzy jest tym, czego potrzebujemy i tym, co w dłuższej perspektywie jawić się powinno jako dobre dla państwa?
Oczywiście, że spory pomiędzy prezydentem wywodzącym się z innego środowiska niż premier rodzą wiele napięć i spowalniają procesy polityczne, ale czy aby na pewno pośpiech w sprawach państwowych jest najważniejszy? Czy ciężko i mozolnie wypracowane kompromisy nie są lepsze, niż szybko podejmowane decyzje jednego wiodącego ośrodka władzy wykonawczej?
Czytaj więcej
Prezydent powołał Radę Nowej Konstytucji. Ma ona pracować nad nową ustawą zasadniczą szykowaną na 2030 rok. Choć członkowie Rady wywodzą się rzekom...
Prędkość podejmowania decyzji nie gwarantuje ich jakości
Zwolennicy jasnego wskazania w nowej konstytucji tego podmiotu, który ma prawie całą moc wykonawczą, są jak mechanicy podrasowujący silnik samochodu i – jednocześnie – wymontowujący z niego pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, systemy kontroli trakcji, ABS i inne mechanizmy chroniące pasażerów. Taki pojazd na pewno będzie szybki, ale także mniej bezpieczny.
Czy aby na pewno tego właśnie chcemy od ustawy zasadniczej? By koncyliacyjność, wypracowane kompromisy i dialog między ośrodkami władzy zostały zastąpione przez błyskawicznie podejmowane decyzje prezydenta lub premiera? Mam wątpliwości.
Czytaj więcej
Prezydent RP Karol Nawrocki powołał skład Rady Nowej Konstytucji przy Prezydencie RP. To pierwsze powołania do Rady. „Żyjemy w momencie, w którym k...
To nie konstytucja decyduje o dobrobycie obywateli
Bądźmy szczerzy – dobrostan obywateli w małej mierze zależy od tego, jaki w danym kraju obowiązuje ustrój. Dobrze radzą sobie państwa z systemem prezydenckim (jak USA), semiprezydenckim (jak we Francji) czy kanclerskim (przykład Niemiec). Gdyby była silna zależność między danym modelem konstytucyjnym a bogactwem demosu, już dawno ów model obowiązywałby w każdym kraju na świecie. Na szczęście (przynajmniej dla politologów) taka korelacja nie istnieje. Są czynniki ważniejsze dla sukcesu państwa, niż kształt ustawy zasadniczej – kultura polityczna, pamięć instytucjonalna, silne media, aktywne społeczeństwo obywatelskie, model gospodarki, uwarunkowania geopolityczne itp.
Czy ciężko i mozolnie wypracowane kompromisy nie są lepsze, niż szybko podejmowane decyzje jednego wiodącego ośrodka władzy wykonawczej?
Jeśli ktoś mnie pyta, dlaczego w Polsce polityka nie wygląda tak, jak w Norwegii czy Szwajcarii, odpowiadam, że to dlatego, iż w Polsce mieszkają Polacy, a nie Norwegowie czy Szwajcarzy. Niby banalne, ale prawdziwe. Jeśli chcemy, by procesy polityczne odbywały się z mniejszym natężeniem agresji, przemocy werbalnej, hejtu, kłótni, sporów politycznych i trybalizmu, to wybierajmy (a potem kontrolujmy) polityków. Zmiana konstytucji nie rozstrzygnie o tym, czy Polska będzie rosła w siłę, a ludziom będzie się żyło dostatnio.