„Program partii, programem narodu”. Kto pamięta hasła z dziurawych płotów fabryk, wie, że z czasem zaczęła zza nich wyglądać II Rzeczpospolita. Im bardziej rozpadał się PRL, tym chętniej idealizowano dawne czasy. Rok 1989 odbywał się zatem w symbolice II RP. Orłu przywrócono koronę. W Zachęcie, zamiast pokazywać awangardowe dzieła malarstwa, urządzono wystawę portretów rodziny Piłsudskich. To był zrozumiały odruch. Po dekadach nędzy i propagandowych kłamstw komunizmu wszystko wydawało się lepsze.
Sto lat od zamachu majowego
W tym roku upływa sto lat od zamachu majowego. Od historii Polski jedni oczekują mitów. Inni pytają, jak było naprawdę. Nie pamiętam, kiedy zdałem sobie sprawę, że Józef Piłsudski wcale nie był sympatycznym „dziadkiem” z portretów. A rok 1926 to rocznica najważniejsza. Stawia przed Polakami niezmiennie aktualne pytanie: czy dla haseł uratowania ojczyzny warto poświęcić demokrację?
Czytaj więcej
Po 30 latach wolnej Polski powinniśmy się uważnie przyjrzeć naszym kodom kulturowym.
Właśnie tak było przed stu laty. Czasy niespokojne. Psychopata, zresztą we wspomnianej Zachęcie, zastrzelił prezydenta. Partie polityczne zdawały się być źródłem chaosu. Wierzono w siłę wodza i armii, która przecież pobiła bolszewików. Wielu rodaków zatem przymknęło oczy na zamach 12 maja – w imię legendy Piłsudskiego.
Rezultaty są dobrze znane. W 1926 Polacy strzelali do Polaków. Zginęło niemal 400 osób. Później dyktatura znęcała się nad opozycją. Zdemoralizowano sądownictwo. Proces brzeski był pokazówką. Powstał obóz okrucieństwa w Berezie. Zantagonizowano mniejszości. Jednocześnie, gdzie się dało, stawiano pomniki marszałka, szkoły i ulice nazywano jego imieniem. „Polska jest potęgą”, pisano.
Mit Piłsudskiego przykrył prawdę
Gdy w 1989 rozpadała się upokarzająca wszystkich komuna, tamtego „oprogramowania” bardzo potrzebowano. „Dziadek” wrócił na pomniki. Narodowe mity są jednak jak mocny alkohol, utrudniają trzeźwe widzenie spraw. Mobilizują do działania, jednak uniemożliwiają wydobywanie się z pętli złych nawyków. A mit Piłsudskiego przykrywał inne prawdy. Polacy potrafią sobie sami zgotować piekło i łamać konstytucję – nie tylko w państwie podległym Moskwie, ale także w państwie w pełni suwerennym.
Gdybyśmy byli konsekwentnymi demokratami powinniśmy rozważyć usuwanie lub poprzesuwanie pomników Piłsudskiego
„Zbawienie” kraju przez dyktaturę okazało się wielkim kłamstwem. Zniszczenie demokracji w 1926 nie ocaliło II RP. W 1939 wojna była przegrana militarnie, zanim jeszcze weszli Rosjanie. Autorytaryzm w praktyce osłabiał państwo tam, gdzie powinno się je wzmacniać: w zdolności do budowania więzi w czasach pokoju oraz planowania długofalowego działania do skutecznej obrony. W 1939 elita sanacyjna, niczym po balu w „Adrii”, uciekła z kraju.
Hołd należny staremu koledze
Nie mam temperamentu ekstremisty. Jednak w trakcie pisania przyszło do głowy, że – gdybyśmy byli konsekwentnymi demokratami – powinniśmy rozważyć usuwanie lub poprzesuwanie pomników Piłsudskiego. Na pewno lepiej aktualizować najlepsze tradycje demokratyczne Rzeczpospolitej Obojga Narodów niż flirtować z cieniem sanacyjnej dyktatury. Na cokołach powinien znaleźć się raczej prezydent Wojciechowski.
Sto lat temu – na moście warszawskim postawił się staremu koledze – w imię obrony polskiej demokracji. Gdy po kilku dniach walk nad krajem zawisła groźba wielkiej wojny domowej, ustąpił. Prawdziwy mąż stanu. Wniosek na 2026? Prawdziwym testem patriotyzmu nie jest puste gadanie o obronie państwa za wszelką cenę, lecz obrona demokracji. Nawet wtedy, gdy wydaje się ona komuś słaba.