– Chcemy zakładać rodziny. Obecna władza nie gwarantuje nam realizacji naszych ambitnych planów. Czy ma pan jakiś pomysł na politykę mieszkaniową? Według danych Eurostatu mieszkania w Polsce drożeją najszybciej – zapytał Przemysława Czarnka młody wyborca. A dalej było jak w skeczu Monty Pythona: „Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze”. Bo kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera odpowiedział: – Nie czekajcie na to, co będzie, tylko zakładajcie rodziny. Bez rodzin nie przeżyjecie, choćbyście mieli sześć mieszkań (...) Gdyby nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie odkładali decyzję o założeniu rodzin i urodzeniu nas, bo nie mają mieszkania i stałej pracy, to prawie nikogo by na tej sali nie było.

Reklama
Reklama

Na końcu każdego odcinka kreskówki „Scooby-Doo, gdzie jesteś” pies wraz z ekipą ściąga maskę protagoniście. Tym razem – jak na memie – pod maską Przemysława Czarnka ukrył się Bronisław Komorowski z niesławnym „Zmień pracę, weź kredyt”.

OZE już nie sroze. Przemysław Czarnek nie ściągnie paneli z własnego dachu

A bronkizacja PiS-u postępuje. W rozmowie z Wirtualną Polską kandydat na premiera zaproponował interwencyjny skup nieruchomości, których nikt nie chce kupić. Wypowiedź robi kolejne okrążenie po internecie i jest już znana jako „Rudera plus”. Ale Przemysławowi Czarnkowi idzie znakomicie, to Polacy się nie znają, czy – jak dosłownie napisał w serwisie społecznościowym X poseł PiS Kacper Płażyński – „wyją”.

Czytaj więcej

Walka o rząd dusz klasy średniej pomiędzy Mateuszem Morawieckim a Konfederacją? To nie takie proste

Gdyby tego było mało, OZE nie jest już sroze. Tym „mocnym” hasłem kandydat PiS okrasił swoje wystąpienie w hali Sokoła, kiedy okazało się, że będzie liderem kampanii prawicy. W momencie, w którym dziennikarze ustalili, że sam korzysta z paneli fotowoltaicznych, ogłosił, że ściągnie je z dachu, choć inwestycja właśnie zaczynała mu się zwracać. Miała być z tego nawet transmisja. Ale – nawiązując do innego klasyka, tym razem z „Alternatywy 4” – „Kabaretu nie będzie. Będzie chór”. Bo raptem kilka dni temu Przemysław Czarnek powiedział, że „nie zdejmie paneli, dopóki nie będzie taniego prądu w Polsce”. – My, paneliści, założyliśmy je z powodu coraz większej drożyzny i nadpłaciliśmy za prąd na kilka lat z góry. 

Kandydat PiS zapowiada również likwidację KSeF, który wprowadziła jego własna partia. Kolejne wystąpienia Przemysława Czarnka wyglądają mniej więcej tak: – Panie kandydacie na premiera: opowiada się pan za chwalonym przez część użytkowników systemem czy jednak chce likwidacji KSeF? – Tak.

Przemysław Czarnek nie jest odpowiedzią na pytanie o przyszłość prawicy

PiS jest więc pogubiony. I widać to wyraźnie, kiedy Przemysław Czarnek wyciąga „kartę Niemca”, ogłaszając: „Polska potrzebuje premiera, który myśli o naszym bezpieczeństwie, a nie stawia się w roli wicekanclerza Niemiec”. W 2023 r. prawica przegrała, nie rozpoznając aspiracji Polaków i serwując im „für Deutschland” w TVP Jacka Kurskiego. 

Kandydatowi PiS na premiera idzie tak dobrze, że nie wiem, kto uwierzy w moją teorię: Jarosław Kaczyński postawił na Przemysława Czarnka, by go wyeliminować. Żarty jednak na bok: jeśli prezes PiS po prostu chciał zakończyć konflikt maślarzy z harcerzami, to może mu się udać, kiedy maślarza będzie musiał wymienić na harcerza. O ile wcześniej nie dojdzie do rozłamu w partii. Istota problemu pozostaje niedotknięta, a jest nią tożsamość partii. Przemysław Czarnek nie jest przyszłością prawicy. To jej przeszłość – chichot historii polega na tym, że ma twarz obciachowego i zaliczającego wtopę za wtopą Bronisława Komorowskiego.