„Dom chłopaków” to nazwa słynnego domu pomocy społecznej dla niepełnosprawnych dzieci, prowadzonego od dziesięcioleci w Broniszewicach (woj. wielkopolskie) przez siostry dominikanki. Tymczasem planowana reforma deinstytucjonalizacji zmierza do likwidacji DPS-ów dla dzieci i młodzieży. Ośrodek ma zostać „wygaszony” – ku rozpaczy sióstr i wspierającej je społeczności. W mediach pojawiają się zarzuty bezmyślności urzędników, a nawet działań wrogich Kościołowi.

Od kilku dni próbuję zrozumieć, o co chodzi w tym sporze – ale jest to trudne, bo artykuły na ten temat są jednostronne. W końcu uznałam, że bez socjologii ani rusz. Wyjaśnić ten spór może Max Weber, teoretyk racjonalizacji i biurokratyzacji.

Czytaj więcej

Opieka w domach pomocy społecznej pod kontrolą

Dwie logiki, dwa języki

Max Weber opisał nowoczesne biurokratyczne społeczeństwo, tworzące rzeczywistość uporządkowaną, mierzalną, porównywalną – świat procedur, standardów i przewidywalności. Obok niego widział działania spontaniczne: zakorzenione w tradycji, wspólnocie i charyzmie. I te – jego zdaniem – przegrywają w starciu z biurokracją.

Przekładając to na Broniszewice: z jednej strony mamy urzędników odpowiedzialnych za system jako całość. Muszą podejmować decyzje, które da się uzasadnić formalnie i zastosować szerzej. Z drugiej – wypracowane przez dekady dzieło opieki nad dziećmi z najcięższą niepełnosprawnością. Siostry, które nie mówią o „pacjentach”, tylko o „chłopakach”. Które stworzyły im nie placówkę, a dom.

Czytaj więcej:

Administracja Kto za kilka lat zaopiekuje się starzejącym społeczeństwem?

Pro

Łatwo oskarżyć jednych o brak wrażliwości, drugich o opór wobec zmian. Ale problem jest głębszy: jak pogodzić równość i standaryzację z relacją i indywidualnością? Dla wielu ludzi logika systemu jest niepojęta: skoro coś działa dobrze, dlaczego to zmieniać? Odpowiedź brzmi: reforma dotyczy całości, nie wyjątków. Ma być równo, sprawiedliwie, mierzalnie. Tyle że w tej logice konkret przegrywa z projektem. Dobrze działające rozwiązanie uznaje się za „niepasujące do nowej struktury”. Jakby struktura była ważniejsza niż dobro, które się w niej dokonuje.

Wskaźniki i korelaty miłości

Na prowadzonym przez siostry Facebooku można zobaczyć coś, co wygląda jak „królestwo Boże na ziemi”. W Broniszewicach hasło „każde życie jest cenne” przestaje być frazesem. Ciężko chore dzieci są zadbane, pięknie ubrane, przytulane przez uśmiechnięte siostry. Szanowane i ważne. Ale to są przecież rzeczy niemierzalne.

I odwrotnie: nawet najgorsze ośrodki na papierze wyglądają świetnie, jeśli tylko spełniają kryteria. Bo w której tabeli zapiszemy brak spojrzenia w oczy, żartów, czułości? Jednak gdy te „niemierzalne” rzeczy znikają, jakość opieki spada – nawet jeśli infrastruktura jest lepsza. Tego ryzyka nie da się łatwo wykazać danymi. Ale praktycy je znają.

No ale „Dom chłopaków” jest DPS-em, a to nie jest dobre miejsce dla dzieci. Mają powstać lepsze ośrodki. Dlaczego więc siostry stawiają opór? Dlaczego nazywane są przez niektórych „siostrami z betonu”?

„Beton” w języku reform oznacza kogoś, kto blokuje zmianę. Ale sprzeciw sióstr nie wynika z lęku przed nowością. Wynika z doświadczenia: wiedzy, że opieka nad osobami z najgłębszą niepełnosprawnością nie jest sumą procedur. Z tej perspektywy siostry patrzą sceptycznie na „nowe ośrodki” tworzone od zera. Wiedzą też dobrze: ich chłopaków nikt nie zabierze do domu, jak zakłada reforma.

Czytaj więcej

NIK alarmuje o katastrofalnej sytuacji finansowej DPS-ów

Siostry są też niepoprawne politycznie. W czasach deinstytucjonalizacji nie boją się mówić, że opieka nad dziećmi głęboko niepełnosprawnymi często przekracza możliwości rodzin. Dlatego właśnie biorą ją na siebie – z ogromem serca, czasu i kosztów.

Wygaszanie, czyli utrata doświadczenia

Siostry dowiedziały się, że ośrodek zostanie „wygaszony”. Oznacza to brak nowych przyjęć – obecni podopieczni mogą zostać. Ale przecież owo wygaszanie oznacza niepewność, odpływ części personelu, ograniczenie rozwoju. Formalnie ośrodek działa, w praktyce zaczyna się jego powolny rozpad.

Wygaszenie to nie tylko zmiana adresu – to również utrata modelu i rozproszenie kompetencji, których nie da się przenieść administracyjną decyzją! Reformy niosą obietnicę postępu. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmiana struktury uznawana jest za gwarancję jakości. Co z tego, że powstaną nowe rozwiązania, skoro tracimy to, co działa tu i teraz?

Reforma, która nie ma planu transferu wiedzy praktycznej, jest niekompletna. Doświadczenie sióstr wydaje się nieocenione zwłaszcza w przypadkach trudnych, które nie mieszczą się w standardowym modelu opieki nad niepełnosprawnymi.

Czytaj więcej

Kto płaci za pobyt w DPS? Duże zmiany w kluczowym kryterium w 2025 roku

Dlaczego więc nie przekształcić „Domu chłopaków” w jednostkę specjalistyczną – miejsce dla najtrudniejszych przypadków i jednocześnie zaplecze kompetencyjne dla nowych placówek?  To nie zablokowałoby zmiany, ale uzupełniłoby ją o to, czego sama nie wytworzy w krótkim czasie: doświadczenie.

Czy dwa języki – biurokracji i relacji – mogą się spotkać?

Ten spór nie jest więc kwestią dobrej czy złej woli urzędu albo sióstr. To raczej kwestia zrozumienia, że w jednym państwie istnieją dwie kultury: odgórna, biurokratyczna, i oddolna, wspólnotowa. I że mówią one różnymi językami.

Byłoby dobrze, gdyby jeden tłumaczono na drugi: gdyby uczestnicy debaty publicznej decydowali się na komunikację międzykulturową, a więc próbę wyjścia poza własną bańkę i zrozumienia Innego – we własnym kraju.

Tylko w takim spotkaniu można by stworzyć język, w którym relacja i godność nie są „miękkimi dodatkami”, lecz elementem jakości opieki – a urzędnicze parametry nie są bezdusznością, tylko również formą troski.

Wtedy mogłoby się okazać, że system jest potrzebny praktykom – a praktycy systemowi.

Dagmara Jaszewska, kulturoznawczyni i medioznawczyni z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w

Dagmara Jaszewska

Dagmara Jaszewska, kulturoznawczyni i medioznawczyni z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Foto: materiały prywatne