Pozornie premier Donald Tusk ma coraz mniej zmartwień. Może pochwalić się nawet sukcesem, jakim bez wątpienia (dla wszystkich zaangażowanych) jest uwolnienie Andrzeja Poczobuta. W ostatnich miesiącach rosną też notowania rządu. W kwietniowym sondażu przygotowanym przez CBOS po raz kolejny liczba popierających rząd wzrosła (z 32 proc. do 35 proc.), a przeciwników spadła (z 42 proc. do 39 proc.). Nagłówki portali mówią nawet o „wiosennym odbiciu”.

Reklama
Reklama
Ocena rządu (CBOS 9-19 kwietnia 2026)

Ocena rządu (CBOS 9-19 kwietnia 2026)

Foto: PAP

Dlatego też głosowania nad odwołaniem minister Hennig-Kloski oraz szefowej resortu zdrowia Joanny Sobierańskiej-Grendy zapowiadają się na formalność. Polacy podczas majówki, przy grillu, będą rozmawiać nie o tym, że rząd się rozpadł, a o tym, że koalicja nadal istnieje.

Odwołanie Pauliny Hennig-Kloski jest mało prawdopodobne zwłaszcza po tym, jak szefowa resortu klimatu spotkała się 28 kwietnia wieczorem z politykami jej dawnego klubu, czyli Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Za wnioskiem o jej odwołanie z partii koalicyjnych może zagłosować jedynie poseł Bartosz Romowicz, poseł Polski 2050.

O tym, że sprawa jest praktycznie przesądzona – jak wynika z naszych rozmów – świadczy fakt, że przed czwartkowym głosowaniem nie jest planowane żadne nadzwyczajne spotkanie koalicyjne. Jednak nikt w koalicji nie jest przekonany, że to koniec napięć i realnych problemów premiera. Dlaczego? 

Adam Szłapka ostrzega Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Andrzej Domański w trudnej sytuacji  

Jeszcze przed spotkaniem minister klimatu z klubem Polski 2050 nasi informatorzy z Koalicji Obywatelskiej byli przekonani, że nie dojdzie do realnego koalicyjnego przesilenia na tle próby odwołania minister klimatu i środowiska. W sejmowych korytarzach odnotowane zostało za to ostrzeżenie, które pod adresem liderki Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz skierował rzecznik rządu, Adam Szłapka. Chodziło o ustawę podnoszącą drugi próg podatkowy, który kilka tygodni temu złożył klub Polski 2050. – Minister wyszła przed szereg – przyznał Szłapka. I zaznaczył, że sprawa dotycząca projektów z zakresu finansów państwa powinna być wcześniej konsultowana z ministrem finansów i rozwoju Andrzejem Domańskim. - Każdy minister ma swoje obszary kompetencji i dobrze by było, żeby się ich trzymał – powiedział Szłapka. 

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Dług Polski przekroczy w tym roku unijny próg ostrożnościowy

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz kilka dni temu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przekonywała, że bez wychodzenia ze strefy komfortu nie ma żadnych zmian, w tym podatkowych. – Trzeba ją zaproponować, tłumaczyć, argumentować, czasem stanąć bardzo stanowczo. I wtedy ona się zdarzy. Siedząc w marazmie, w strefie komfortu – nie zdarzy się nic – mówiła o swojej propozycji podwyżki drugiego progu. 

Dla Polski 2050 podwyżka drugiego progu jest flagowym projektem, który ma pokazać partię jako formację, która zabiega o sytuację materialną klasy średniej. Problem Donalda Tuska i Koalicji Obywatelskiej polega na tym, że to częściowo rdzeń wyborców KO, bez których mobilizacji trudno wyobrazić sobie – mimo aktualnie korzystnych badań – sukces wyborczy za ponad rok, niezależnie od konfiguracji samych list. Symboliczne dla zwycięskich wyborów w 2023 r. Jagodno po prostu może tym razem zostać w domu. Zwłaszcza na tle grzęźnięcia koalicji w kolejnych tematach, jak ochrona zdrowia (dostęp do lekarzy specjalistów czy badań obrazowych), regulacje związane ze zdrowiem publicznym (tzw. metoda salami i legislacyjny chaos np. z e-papierosami opisywanymi w „Rzeczpospolitej” i braku nowych, faktycznych inicjatyw, jeśli chodzi o ograniczenie dostępu do alkoholu), problemy w oświacie, mieszkalnictwie czy demografii.

To wszystko jak na dłoni widać w ostatnich tygodniach – nie tylko w mediach, ale też w Sejmie. Pełczyńska-Nałęcz ma więc temat, który może potencjalnie mobilizować wyborców – ale na rzecz jej partii, a nie tylko KO. I to sprawia, że głosowanie w czwartek będzie najpewniej całkowicie nieważne niezależnie od zarzutów opozycji, które padną w czwartek. I niezależnie od tego, czy ktoś z koalicji, poza posłem Romowiczem, się w czwartek wyłamie. Skrajny scenariusz – odwołanie minister Hennig-Kloski – jawi się w tym momencie jako coś nieprawdopodobnego. To jednak problemu Donalda Tuska z mobilizacją klasy średniej na rzecz Koalicji Obywatelskiej nie rozwiązuje. 

Czytaj więcej

„Bzdury i brednie”. Paulina Hennig-Kloska komentuje zarzuty wobec siebie

Co dalej z koalicją rządzącą? Przetestują ją kolejne głosowania 

Sytuację koalicji paradoksalnie  można  odnieść do tego, co dzieje się w PiS. Były premier Mateusz Morawiecki buduje się w partii, a obawy przed politycznymi efektami rozłamu już teraz sprawiły, że Jarosław Kaczyński musiał go uznać za „drugie płuco” prawicy. Z kolei w rządzie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przejęła temat zmiany drugiego progu podatkowego i w ten sposób wzięła Donalda Tuska jako politycznego zakładnika – co w pewnym sensie potwierdzają niedawne słowa Adama Szłapki o tym, że wyszła przed szereg.  

Jeżeli Donald Tusk rozbije klub Polski 2050, zbuduje alternatywną większość i wyrzuci minister funduszy z rządu, to Pełczyńska-Nałęcz będzie mogła mówić, że stało się tak ze względu na jej chęć wspierania klasy średniej. To z kolei otworzy jej szanse do nowych porozumień wyborczych w 2027 r. np. z Adrianem Zandbergiem i partią Razem.

Jeśli Donald Tusk tego nie zrobi – a może spróbować w każdej chwili, o czym szepczą kuluary w Sejmie –  to Pełczyńska-Nałęcz będzie dalej budować swoją markę wewnątrz rządu w kontekście spraw klasy średniej (to poza wyższym progiem podstawowym także np. kwestia najmu krótkoterminowego) i tym samym prowadzić alternatywną wobec Tuska politykę. I to wydaje się właśnie kluczową kwestią, jeśli chodzi o sytuację wewnątrz koalicji, która nie ma nic wspólnego z minister Hennig-Kloską.

Wspomniany wcześniej najem krótkoterminowy to kolejny poważny sprawdzian dla koalicji. Przypomnijmy, że w Sejmie są obecnie dwie ustawy: jedna rządowa, druga poselska złożona przez polityków Polski 2050. Jednak najpoważniejszy test szykuje się przed koalicją pod koniec roku w związku z głosowaniem ustaw budżetowych. Może być to trudne, zwłaszcza gdy do tego czasu Donald Tusk nie znajdzie dobrego rozwiązania problemu z coraz bardziej trzeszczącą koalicją.