Proszę spróbować się nie popłakać, oglądając materiały przygotowane przez brytyjskie media i rodzinę królewską z okazji setnych urodzin sir Davida Attenborough. Kiedy oglądałam je 8 maja – bo wtedy świętował wielki przyrodnik – pomyślałam, że wyłania się z nich obraz jednostki nadającej kształt epoce i człowieka-instytucji. Widać – zresztą nie tylko tego dnia – ile sir David Attenborough znaczy dla Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków. To serce narodu i kraju. Oraz marka. 

Reklama
Reklama

Co chcemy opowiedzieć innym o sobie? I jak chcemy to zrobić?

Wkrótce w „Rzeczpospolitej” przeczytają Państwo moją rozmowę z Markiem Magierowskim, byłym ambasadorem Polski w Tel Awiwie i Waszyngtonie. „Argentyńczycy mają piłkę nożną i tango, my także powinniśmy mieć cztery-pięć tematów” – mówi mi Magierowski o pomyśle na promocję Polski.

W książce „Niedyplomatycznie” (Port, 2026) pisze zaś: „Polska dyplomacja publiczna miota się między martyrologią i nowoczesnością, choć nie ma nic zdrożnego w próbach poszukiwania złotego środka. Opowiadanie o Polsce za pośrednictwem Paderewskiego, Skłodowskiej-Curie, rotmistrza Pileckiego czy grupy Ładosia (...) nie musi być gorsze i mniej skuteczne od opowiadania o Leszku Możdżerze, Idze Świątek czy polskiej kuchni. Problem nie polega na wyborze postaci i tematów, lecz na języku i – mówiąc brutalnie – wizerunkowym marketingu”. Bo – uzasadnia były dyplomata – „żadna z najsłynniejszych polskich postaci historycznych nie jest »samograjem«”, a „jednym z balastów w promocji Polski na arenie międzynarodowej jest przemożna chęć opowiedzenia wszystkiego, o wszystkim, z takim samym przekazem skierowanym do każdego odbiorcy”, podczas gdy powinien być on zróżnicowany i punktowy.

Co więc chcemy opowiedzieć innym o sobie? I jak chcemy to zrobić? Jaki prezent podaruje z okazji 80. urodzin Prezydentowi Stanów Zjednoczonych Donaldowi Trumpowi Prezydent Polski Karol Nawrocki? Co mu przywiezie z Polski?

Polska jest silna czy słaba? 

„Nie ma takiego miesiąca w Czechach czy na Słowacji, żeby nie wychwalano polskiego cudu rozwojowego, stawiając nasz kraj za przykład” – zauważa w „Plusie Minusie” Krzysztof Dębiec z Ośrodka Studiów Wschodnich. Ale kiedy pisałam tekst o kryzysie w relacjach polsko-ukraińskich, zastanawiając się nad tym, co robić, towarzyszył mi dysonans: czy aby na pewno Polska jest tak słaba, jak ją widzę.

Na platformie społecznościowej X odniósł się do niego Anthony Bartaway, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych korespondent z Kijowa: „Zauważyłem fascynującą rzecz: w sporze o Wołyń również poważni Polacy wierzą, że są postrzegani jako słabi, zbyt elastyczni i występujący w roli petenta”. O ile z innymi jego spostrzeżeniami chciałabym polemizować, ten wniosek postrzegam jako interesujący. Może więc zapytam: słaba sama w sobie jest Polska, czy nasza reakcja na uprawiany przez Wołodymyra Zełenskiego kult UPA?