Awantura wokół lodziarni w Pszczynie znana jest chyba wszystkim. Dla przypomnienia jednak – Rzecznik Praw Dziecka wystosowała list do właścicielki owej lodziarni, by zaprzestała wieloletniej praktyki rozdawania za darmo lodów uczniom, którzy otrzymali świadectwo z „czerwonym paskiem”. Tłumaczyła to tym, iż w takim działaniu można doszukać dyskryminacji pozostałej młodzieży, która nie może poszczycić się aż tak dobrymi wynikami w nauce.

Reakcja RPD została dość powszechnie wyśmiana. W moim przekonaniu słusznie. I nie warto byłoby do niej wracać, gdyby nie to, że jest ona doskonałą egzemplifikacją nieoczywistego podziału polskiej sceny politycznej na, z jednej strony, lewicę, a z drugiej liberałów i prawicowców. Brzmi to może dziwnie, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by nasz krajobraz partyjny określać jako podzielony między ugrupowania liberalno-lewicowe oraz prawicowe (inne opisy w stylu „demokraci kontra populiści” czy „kosmopolici versus obóz patriotyczny” są już formą walki politycznej i nie warto się nimi zajmować). I w dużej mierze odpowiada to prawdzie – z jednej strony mamy KO i Nową Lewicę, a z drugiej PiS i dwie Konfederacje.

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Rzecznik praw dziecka kontra lodziarnia. Jak problemy szkoły sprowadzić do gałki lodów

Sprawa lodziarni w Pszczynie przyniosła jednak pewne novum, bo połączyła wyborców partii Donalda Tuska z wyborcami prawicy. Jestem pewien, że lider KO – gdyby tylko mógł – kpiłby z pisma RPD tak samo mocno, jak Sławomir Mentzen czy inni przedstawiciele PiS i Konfederacji Korony Polskiej. Choćby z tego względu warto przyjrzeć się bliżej starciu, do którego tu doszło.

Dlaczego w „aferze lodowej” tylko Lewica stanęła po stronie Rzecznika Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak

Cała afera pokazała, jak bardzo różni się światopogląd lewicy oraz – z drugiej strony – liberałów i prawicy. Ta pierwsza stawia sobie za zadanie niewykluczanie nikogo oraz wysoki dobrostan każdego. Dlatego uważa, że mieszkanie jest prawem, a nie towarem; stara się o dobre samopoczucie słabszych (bezdomnych, bezrobotnych, gorzej uczących się i materialnie sytuowanych). Lewica idzie dalej w tej filozofii myślenia – osobom otyłym wmawia, że nic nie muszą ze sobą robić. Młodym ludziom z problemami tożsamości seksualnej podpowiada, że mogą zmienić płeć, jeśli tylko czują, że to by im pomogło. Uczestników różnego rodzaju konkursów czy zawodów przekonuje, że zwycięstwo nie ma znaczenia, bo wszyscy są zwycięzcami itd.  

Czytaj więcej

„Źle rozumiana równość”. Nowacka o interwencji ws. akcji „lody za pasek”

Taka ideologia może śmieszyć lub oburzać (do wyboru), ale jest jakoś spójna. Może nie słuszna, ale właśnie koherentna i zrozumiała. I dlatego właśnie środowiska lewicowe jako jedyne broniły działania RPD. Bo wpisywało się ono w toposy i fundamenty współczesnej lewicy.

Inaczej sprawa się miała z liberałami i prawicowcami, którzy nagle znaleźli wspólny język. Ich heurystyki mówią bowiem coś zupełnie innego, niż te przypisane lewicy. Uważają oni bowiem, że kształtowanie młodego człowieka polega na nagrodach i karach, które od zawsze służyły wychowaniu. Nie chodzi o skinnerowską klatkę, ale o oczywisty dla nich mechanizm modelowania dzieci i młodzieży, u których kora przedczołowa nie ukształtowała się ostatecznie.

Liberałowie i prawicowcy chcą konkurencji, także wśród najmłodszych, bo są przekonani, że tylko w ten sposób dokonuje się postęp – w nauce, w biznesie, w życiu społecznym. Uważają prawo własności za „święte”, dlatego krzywo patrzą na to, że lewicowcy postrzegają chęć posiadania mieszkania lub stałej pracy jako przysługujące każdemu prawo. Sprzeciwiają się ingerencji państwa w sprawy osobiste – seksualne, rodzicielskie, socjalne. Wierzą w sprawczość jednostki w dbaniu o własne interesy.

Lody za czerwony-pasek. Sprawa pokazuje, że rywalizacja partyjna nie pokrywa się z podziałami ideologicznymi

To oczywiście obraz malowany grubą kreską. Ale chyba jest prawdziwy. Te dwa imaginaria (lewicowe i liberalno-prawicowe), a raczej sprzeczność między nimi, rzadko objawia się w naszej rzeczywistości politycznej, bo została ona zdominowana przez rywalizację partyjną, w ramach której dominującą dychotomią naszej polityki jest podział na stronę liberalno-lewicową (dziś reprezentowaną przez rząd) oraz prawicową (obejmującą PiS i obie Konfederacje). Ale awanturka w Pszczynie ujawniła, że ideologicznie liberałom czasami bliżej jest do prawicy, niż do lewicy.

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: A może zlikwidować świadectwa szkolne?

Jakie wnioski płyną z tej konstatacji? Takie, że obecne podziały partyjno-polityczne są silniejsze, niż ideologiczne i że obecna konfiguracja w Sejmie jest tyleż zrozumiała, co niekoniecznie trwała. Dowiedzieliśmy się tego dzięki pewnej pani lodziarce. Czyż nie jest to ostateczny dowód na to, że rzeczywistość, którą postrzegamy jako oczywistą, rzadko taką w istocie bywa? I że „czarne łabędzie” niekiedy objawiają się w postaci białych lodów z truskawkową polewą?