W tym roku lodziarnia „Pod Dębem” w Pszczynie nie będzie rozdawała lodów tym, którzy uzyskali świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Właścicielka poinformowała, że wycofała się z tej wieloletniej akcji ze strachu przed rzecznikiem praw dziecka Moniką Horną-Cieślak, która wysłała do niej pismo, tłumacząc, dlaczego takie działania mogą być szkodliwe dla dzieci.
Działanie rzeczniczki wywołało powszechne oburzenie. A oliwy do ognia dolał wpis szefowej resortu edukacji Barbary Nowackiej, która stanęła w opozycji do rzeczniczki. „Litości... Pracowitość, ambicje i talent uczniów i uczennic warto zauważyć i nagradzać. To motywuje też inne dzieci do nauki i pracy” – napisała Nowacka w serwisie X.
Po pierwsze – czy rzeczniczka przekroczyła swoje kompetencje? Według ustawy, rzecznik praw dziecka stoi na straży praw dziecka określonych w konstytucji i międzynarodowych konwencjach. W swojej pracy „kieruje się dobrem dziecka oraz bierze pod uwagę, że naturalnym środowiskiem jego rozwoju jest rodzina”. Nie jest jednak jej rolą bezpośrednie ingerowanie w sposób prowadzenia biznesu, ale działanie na rzecz rozwiązań systemowych na rzecz dzieci.
Czy jest nad czym pracować? Zdecydowanie tak, bo tego typu akcje pojawiają się regularnie, a już w przeszłości Komisja Etyki Reklamy podobne akcje oceniła jako „niezgodne z zasadami etyki”. Nie wiem, czy Monika Horna-Cieślak rozmawiała o tym z Barbarą Nowacką, ale sądząc po ostatnim wpisie ministry na X raczej nie. A powinna.
Czy powinno się nagradzać za wyniki, czy także za pracę?
Inną sprawą jest nagradzanie dzieci za wyniki w nauce. Z pewnością dziecko, które solidnie pracowało cały rok, zasługuje na docenienie. Ale czy powinna przysługiwać ona tylko za wyniki, a nie za pracę, przekraczanie własnych granic? Jak daleko powinniśmy pójść w prostym myśleniu o dziecku, że słabsze oceny to zawsze skutek lenistwa? Czy na pewno leniem jest dziecko często lub poważnie chorujące? Albo takie, które zmaga się z żałobą? Albo dziecko hejtowane, dla którego pobyt w szkole to strach przed kolejnym atakiem? Czy wreszcie dziecko z neuroróżnorodnością, które oceny ma dobre, ale nie ma paska z uwagi na obniżoną ocenę zachowania?
Czytaj więcej
Wygląda na to, że przed zbliżającymi się wyborami czujne polityczne oko Koalicji Obywatelskiej skierowało się w stronę oświaty. Tyle że przyjęta pr...
Spójrzmy również na „ucznia paskowego”. Większość z nich to zdolni, pracowici i inteligentni młodzi ludzie. Ambitni, dla których szkoła i nauka mają ogromną wartość, a wysoka średnia to powód do dumy. I swoje dobre oceny uzyskują uczciwie.
Czy łatwo jest zdobyć pasek?
Dodajmy do tej beczki miodu łyżkę dziegciu. Pasek uzyskują uczniowie ze średnią co najmniej 4,75. Była ona wysoka w czasach, gdy szóstki dziecko otrzymywało w naprawdę wyjątkowej sytuacji, np. za wysoką notę w olimpiadzie. Dziś to ocena za opanowanie całości materiału w szkole i stawiana dość często – więc i jej waga jest inna.
Kolejną kwestią jest ściąganie, które w polskiej szkole jakoś nigdy nie było traktowane jak poważne przewinienie, nieetyczne i nieuczciwe działanie. Według badań CBOS z 2015 r. aż 58 proc. ankietowanych nie widziało w tym niczego złego. Tylko 28 proc. ostro się temu sprzeciwia.
Kar za to działanie praktycznie nie ma, czasami nauczyciel zabierze kartkę i wyśle na poprawę. W czasach AI jest to niezwykle proste, bo wystarczy dyskretnie zrobić zdjęcie telefonem czy zegarkiem, wrzucić do internetu i po kilku sekundach mieć gotowy wynik.
Czytaj więcej
Centra egzaminacyjne, zagłuszarki, nadzorowanie egzaminów z wykorzystaniem kamer i dronów – Centralna Komisja Egzaminacyjna głowi się, w jaki sposó...
Pokazują to choćby dane uzyskane z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, które niedawno opisywaliśmy w „Rzeczpospolitej”. Wynika z nich, że w tym roku aż 91 zdającym unieważniono egzamin z powodu korzystania z urządzeń elektronicznych. W zeszłym roku takich przypadków było 72.
Szkoła szkole też nierówna. W jednej o dobre oceny łatwiej, w innej trzeba się napracować. Pojawiają się opinie, że w jednej szkole dyrektor i nauczyciele bardziej przejmują się groźbami rodziców, że „złożą skargę do kuratorium” (opowiadają o tym w mediach sami nauczyciele) i podnoszą ocenę, w innej tego nie robią. A jeszcze w innej, często w małych miejscowościach, wpływowy rodzic w ogóle nie musi fatygować się do szkoły, bo każdy wie, że lepiej z nim nie zadzierać.
I wreszcie zasobność portfela rodzica – w szkołach dramatycznie brakuje kadry, a poziom obniża się. Kogo stać, wysyła dziecko na korepetycje – z ubiegłorocznego raportu e-korepetycje.net wynika, że korzysta z nich co trzecie dziecko. A wartość samego rynku szacuje się na miliard zł. Bez pieniędzy rodziców być może niektóre z „paskowych” dzieci nie osiągnęłyby wysokich wyników, bo czasami nie jest to tylko kwestia wiedzy, ale także tzw. klucza, według którego ocenia się w szkole. Kto go pozna, jest o kilka punktów do przodu.
Czytaj więcej
Stworzyliśmy system egzaminów maturalnych oparty na rozsądnych założeniach. Problem w tym, że nie potrafimy tych egzaminów rzetelnie przeprowadzić.
O świadectwach i paskach mówimy w czerwcu co roku. Przed wyborami Polska 2050 zaproponowała różnokolorowe paski, mówiąc o konieczności uhonorowania dzieci wyróżniających się działalnością społeczną, np. w ramach wolontariatu, za koleżeństwo, działalność ekologiczną czy artystyczną. Nic z tego nie wyszło. Wiadomo, słowo tęcza to w Polsce łatwy sposób na awanturę.
W jaki sposób nagradzać wszystkich uczniów?
Jestem zdania, że zakończenie roku szkolnego powinno być świętem szkoły, a nie szybkim odbieraniem papierowego świadectwa. Może fetą na boisku dla całej szkoły jako nagroda za trud dziesięciu miesięcy pracy?
Czytaj więcej
Co roku rozmawiamy o paskach na szkolnych świadectwach. A może powinniśmy zacząć rozmawiać o tym, czy papierowe świadectwa na zakończenie każdej kl...
Zresztą – papierowe świadectwa też tak naprawdę, poza maturalnymi czy tymi na zakończenie ósmej klasy, nie są do niczego potrzebne. Promocja do następnej klasy nie zależy od wydrukowanego świadectwa, a od decyzji Rady Pedagogicznej. Świadectwo na zakończenie innego niż kluczowy rok nauki może istnieć w wersji elektronicznej, łatwej do wydrukowania z e-dziennika (od 2027 r. ma być państwowy) lub nawet z e-obywatela. To byłyby znacznie mniejsze koszty niż drukowanie ich przez szkoły, w których brakuje często mydła i papieru toaletowego.
Do czasu tzw. afery lodowej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo Polacy, zwłaszcza starsze pokolenie, są przywiązani do tradycyjnych świadectw. W tej sytuacji raczej nie ma mowy o likwidacji papierowych świadectw czy biało-czerwonych pasków i zastąpieniu ich przez dokumenty elektroniczne. Ale przynajmniej zmieńmy system edukacji na taki, by nikt nie miał wątpliwości, czy zostały one uzyskane w uczciwy i transparentny sposób.