Idea wydaje się być słuszna – matura ma być realną przepustką na studia, a jej wyniki są brane pod uwagę podczas rekrutacji. Stąd też sam egzamin zorganizowany jest w szczególny sposób – szkoły są zamykane, prace kodowane, by nie kusić wcześniejszym otwieraniem, Centralna Komisja Egzaminacyjna przesyła do szkół arkusze w paczkach z nadajnikami, a zdający nie może mieć telefonu. Ma być uczciwie i transparentnie.
Tyle teorii. W praktyce arkusz egzaminacyjny z języka polskiego ukazał się w sieci osiemnaście minut po rozpoczęciu egzaminu. Z języka angielskiego zaledwie pięć minut od startu. Rozwiązania, gotowe do przepisania, pojawiły się w internecie chwilę później. Tylko brać i spisywać.
Problem z Maturą 2026. Smartfon ukryty w szkolnej toalecie
Jak to się mogło stać? Oczywiście za sprawą smartfonów. CKE podaje, że codziennie z tego powodu zostaje unieważniony egzamin kilkunastu osobom. Nie wiadomo, ilu osób nie złapano. Zwłaszcza że co bardziej zapobiegliwi maturzyści ukrywali telefon w szkolnej toalecie i spisywali odpowiedzi na rękę. Ot, nowa wersja kanapki ze ściągą zamiast sałaty.
– To jest pieśń na razie przyszłości, ale będą musiały być centra egzaminacyjne, w których nie ma dostępu do internetu – mówiła w radiu RMF wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer. A w serwisie X doprecyzowała: „ale to jeszcze nie za rok czy nawet dwa”.
Tylko na co tu czekać? Skoro postawiliśmy na taki właśnie system egzaminów, skoro wiemy, że zbyt często dochodzi do nieprawidłowości, to trzeba je jak najszybciej usunąć. Centra egzaminacyjne wydają się być dobrym, choć kosztownym pomysłem.
Dlaczego? Bo to może pomóc nie tylko wyeliminować nieprawidłowości, ale także nie trzeba będzie zamykać szkół praktycznie na cały maj, by móc te egzaminy przeprowadzić. A uczniowie młodszych klas będą mogli się normalnie uczyć, zamiast snuć się po okolicy.
Inną sprawą są komisje, w których zasiadają nauczyciele. Ale nie jestem przekonana, czy do pilnowania porządku na egzaminie zdawanym prawie zawsze przez dorosłych ludzi powinni być wysoko wykwalifikowani pedagodzy wypełniający tę rolę z poczucia misji. W czasie strajku nauczycieli w 2019 r. rządzący nie mieli problemu, by uznać, że mogą to robić m.in. leśnicy i siostry zakonne. Tyle że dla komisji trzeba by znaleźć pieniądze. Nauczyciele robią to nieodpłatnie.
W polskiej szkole od lat na ściąganie przymyka się oko
Zarówno CKE, jak i MEN podkreślają, że ściąganie na egzaminie to kwestia etyki. Trudno się z tym nie zgodzić, ale przecież mamy system, w którym oceny są najważniejsze. A wysokie noty osiąga się na różne sposoby – w tym także za pomocą ściąg i AI. I jakoś przez lata nauki nikt nie robi z tego większych dramatów.
Czytaj więcej
Ściąganie na maturze, chociaż zabronione, niektórym zdającym wydaje się warte uwagi. Okazuje się jednak, że jest ono bardzo nieopłacalne. Korzystan...
Nie jest także straszakiem groźba skierowania sprawy do prokuratury przeciwko tym, którzy fotografują arkusze, bo sprawy te są masowo umarzane. Ani fakt unieważnienia egzaminu, do którego można ponownie podejść już za rok.
Jeśli więc chcemy mieć uczciwe i miarodajne wyniki egzaminów maturalnych, musimy zbudować system egzaminacyjny z prawdziwego zdarzenia. Nawet jeśli to kosztuje.