Polityka to sztuka bycia skutecznym – nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze do tej racji przekonać innych, żeby mieć wpływ na rzeczywistość. Tę prostą zasadę przez lata ignorował ojciec-założyciel środowiska, z którego wywodzi się Nowa Nadzieja, czyli Janusz Korwin-Mikke.

Korwin-Mikke stał na stanowisku, że to nie jemu powinno zależeć na poparciu Polaków, tylko Polakom na tym, by wynieść go do władzy. W efekcie zwykł mówić to, co myślał, nie gryząc się w język i szokując opinię publiczną stwierdzeniami takimi jak np. to, że Unia Europejska buduje autostrady na kredyt jak Adolf Hitler, więc nie ma jej za co chwalić. Oczywiście po takiej wypowiedzi wszyscy zwracali uwagę już tylko na obecnego w tym egzotycznym porównaniu Hitlera.

Czytaj więcej

Sławomir Mentzen skrytykował szefa Sztabu Generalnego. Krzysztof Bosak: Obraźliwe i niezgodne z prawdą

Dlaczego słowa Sławomira Mentzena o gen. Wiesławie Kukule nie mogły wywołać innej reakcji, niż wywołały

Z wypowiedzią Sławomira Mentzena o gen. Wiesławie Kukule jest podobnie. W momencie, gdy Mentzen stwierdził, że szef Sztabu Generalnego jest „nienormalny” dalsza część jego wypowiedzi siłą rzeczy została zepchnięta w cień. I Mentzen, jako człowiek inteligentny, nie powinien się temu dziwić. Skoro bowiem lider trzeciej siły w polskim parlamencie w czasie, gdy za wschodnią granicą Polski toczy się wojna, która – według słów premiera Donalda Tuska – może rozlać się i na nasz kraj, mówi o najwyższym rangą polskim generale takie słowa, musi to wywołać reakcję taką, jaką wywołało: słowa oburzenia i potępienia. Nie dlatego, że szefa Sztabu Generalnego nie można krytykować, ale dlatego, że nie można krytykować go w taki sposób.

Tak jak prezydent jest reprezentantem majestatu całego polskiego państwa, tak szef Sztabu Generalnego, w związku z zajmowanym stanowiskiem, reprezentuje całą polską armię. A ta, w tak niespokojnych czasach, musi cieszyć się szacunkiem i zaufaniem Polaków. Określenie najważniejszego polskiego generała mianem osoby „nienormalnej” armię z tego szacunku odziera. Na tym polega problem z wypowiedzią lidera Nowej Nadziei i z jego brnięciem w nią stwierdzeniami takimi jak to, że powinien był użyć nawet mocniejszych słów i sugestiami, że jeśli szef Sztabu Generalnego nie jest niepoczytalny, to musi być „idiotą albo zdrajcą”, bo i takie słowa z ust Mentzena już padły.

Nawet jeśli Sławomir Mentzen w swojej krytyce ma rację, to teraz nikt jej nie zauważy

„Kto wie, gdyby nas lepiej i piękniej kuszono” – pisał Herbert i to też Mentzen powinien wziąć sobie do serca. Bo wiele rzeczy, na które zwraca uwagę, powinno być przedmiotem dyskusji: to, jaki jest stan rezerw osobowych armii; kwestia naszych zdolności do produkcji amunicji; czy zasady ekonomiki wojny, które jednoznacznie wskazują, że słowa generała Kukuły o tym, że będziemy strzelać do dronów z tego, co mamy, niezależnie od kosztów, były pewnym rodzajem populizmu, który miał pewnie podnieść morale Polaków po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, ale nie ma raczej nic wspólnego z rzeczywistością. Ale jeśli Mentzen chciał, abyśmy o tym rozmawiali, to zrobił wszystko, aby do takiej rozmowy nie doszło, poprzez formę, w jakiej to zrobił.

Dlatego nie dziwi reakcja Krzysztofa Bosaka, lidera Ruchu Narodowego, który widzi, że Konfederacja nie rzuci wyzwania PiS-owi w walce o rolę wiodącej siły na polskiej prawicy, jeśli będzie uprawiała politykę w stylu wspomnianego Korwin-Mikkego: poprzez głośne, szokujące wypowiedzi, które odbiją się szerokim echem, ale w taki sposób, iż Konfederacja będzie odbierana jako organizatorzy politycznych happeningów, a nie poważna partia polityczna gotowa do wzięcia na siebie odpowiedzialności za kraj. Bo Bosak wie, że dziś z wypowiedzi Mentzena najbardziej cieszy się Jarosław Kaczyński, który może mieć nadzieję, że po takich słowach część prawicowych wyborców może nabrać wątpliwości czy aby postawili na dobrego konia.