Pierwsze i podstawowe pytanie brzmi: kogo Amerykanie chcą wycofać z Niemiec. Na ten temat pojawiły się co najmniej dwie teorie.
Pierwsza zakłada, że dotyczy to jednostek, które zgodnie z niemiecko-amerykańskim porozumieniem z 2024 r. miały obsługiwać rozmieszczone w Niemczech systemy rakietowe Tomahawk oraz SM-6. Te ostatnie to wielozadaniowe pociski, które w roli antybalistycznej zwalczają cele w końcowej fazie lotu. Ich bliską krewną w polskim systemie obrony przeciwrakietowej jest pocisk SM-3, stanowiący trzon stacjonarnej bazy Aegis Ashore w Redzikowie.
Przesuwanie systemów typu SM-6 dalej na wschód jest o tyle kontrskuteczne, że z czysto technicznych powodów po przemieszczeniu z Niemiec do Polski nie byłyby one w stanie skutecznie chronić polskiego terytorium przed atakiem rakietowym ze strony Rosji. Paradoksalnie lepszy parasol ochronny dla Polski zapewniają one z głębi Niemiec niż z naszych własnych baz.
Polska dyplomacja powinna zabiegać nie tyle o ściąganie kolejnych amerykańskich jednostek na własne terytorium, ile o realne wzmocnienie wschodniej flanki NATO jako całości.
Druga wersja mówi o wycofaniu z Niemiec 2. Pułku Kawalerii USA. To jednostka zmotoryzowana wyposażona w Strykery, czyli pojazdy z tej samej kategorii co nasze Rosomaki. Mimo że w nazwie ma słowo „pułk”, siłą bojową dorównuje europejskiej samodzielnej brygadzie. Jest zdolna do działań rozpoznawczych, osłonowych i manewrowych, dysponuje własnymi pododdziałami walki, wsparcia i zabezpieczenia. Pododdziały pułku bazują na batalionach (szwadronach) Strykerów różnych wersji. Są to zarówno wersje Stryker Dragoon z armatą 30 mm, jak i warianty uzbrojone w pociski przeciwpancerne Javelin.
Z dostępnych informacji wynika, że Amerykanie wycofani z Niemiec mogliby trafić na wschodnią flankę NATO. Pod uwagę brane są Polska, kraje bałtyckie oraz Rumunia. Nie są to jednak informacje potwierdzone. Bazują bardziej na sugestiach amerykańskich senatorów niż na komunikatach Pentagonu. Niemniej takiego wariantu nie da się wykluczyć.
Dlaczego przerzucenie wojsk amerykańskich na Litwę, Łotwę lub do Estonii zwiększyłyby bezpieczeństwo Polski?
W Polsce, zgodnie z naszą narodową tradycją, pojawili się od razu zarówno gorący zwolennicy, jak i przeciwnicy przyjęcia dodatkowych jednostek amerykańskich. Podstawowy argument przeciwników to koszty. Zwyczajowo koszty pobytu wojsk amerykańskich pokrywa kraj gospodarz. Polska już dziś finansuje w ten sposób stacjonowanie u nas około 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Nie uważam jednak, by ten argument był istotny. W zestawieniu z budżetem polskiego MON, który przekroczył już 4 proc. PKB, koszty stacjonowania kolejnej amerykańskiej jednostki to wartość niemal symboliczna. Wartość odstraszania jest w tym przypadku nieporównywalnie wyższa niż związane z tym koszty.
Czytaj więcej
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że musi zaakceptować to, że prezydent Donald Trump nie podziela jego poglądów, aby móc współpracować ze...
Są jednak ważniejsze powody, dla których w interesie Polski powinno być, by wycofane z Niemiec wojska amerykańskie trafiły nie do nas, lecz na terytorium Litwy, Łotwy lub Estonii. Stała obecność tak silnej amerykańskiej jednostki w tym regionie stanowiłaby istotny element odstraszania Rosji nie tylko przed agresją na państwa bałtyckie, ale także przed uderzeniem z północy przez Litwę w kierunku obwodu królewieckiego. Czyli przed zajęciem słynnego „przesmyku suwalskiego” po jego litewskiej stronie.
Przesmyk suwalski
Litwy ma bronić pancerna brygada z Niemiec. Ale dodatkowa jednostka amerykańska wzmocniłaby obronę przesmyku suwalskiego
NATO ma w tym przypadku inną strategię i bezpieczeństwo Litwy opiera przede wszystkim na niemrawo powstającej pancernej brygadzie niemieckiej. Nie jest to jednak żadna przeszkoda. Przesunięcie w to miejsce dodatkowej jednostki amerykańskiej dobrze zabezpieczyłoby rejon „przesmyku suwalskiego”, zwiększając liczebność rozlokowanych tam wojsk NATO do pięciu brygad: trzech litewskich, jednej brygady pancernej z Niemiec i 2. Pułku Kawalerii USA. Od południa system ten domyka polska 16. Dywizja Zmechanizowana z czterema brygadami ogólnowojskowymi i brygadą artylerii.
Każdy amerykański ruch w jej kierunku Kreml odczyta jako bezpośrednie zagrożenie.
Taka dyslokacja byłaby bardzo korzystna z punktu widzenia obronności Polski. Niestety jest moim zdaniem mało prawdopodobna z uwagi na niechęć administracji Trumpa do drażnienia Putina. Litwa różni się tu od Polski w sposób fundamentalny. Co prawda, tak jak Polska, graniczy bezpośrednio z Białorusią i obwodem królewieckim, jednak w doktrynie rosyjskiej traktowana jest jako element „bliskiej zagranicy”. Każdy amerykański ruch w jej kierunku Kreml odczyta jako bezpośrednie zagrożenie. Stałe wzmocnienie sił amerykańskich na Litwie z pewnością spotkałoby się więc z natychmiastową reakcją Rosjan. A tego administracja w Waszyngtonie unika dziś za wszelką cenę. W tej sytuacji oczywiste jest, że byłoby mimo wszystko lepiej, gdyby Amerykanie trafili do Polski, a nie na przykład do Rumunii czy też wrócili do ojczyzny.
Amerykańskie wojska w Niemczech
Jakie problemy mogłyby się pojawić przy przerzucaniu żołnierzy USA z Niemiec do Polski lub do państw bałtyckich?
Dlaczego? Wbrew pozorom nie z powodów czysto wojskowych. Potrzebujemy, podobnie zresztą jak kraje bałtyckie, zwiększenia amerykańskiej obecności jako czytelnego sygnału, że atak na Polskę jest atakiem na Stany Zjednoczone. I dokładnie tę rolę miałby do spełnienia amerykański pułk stacjonujący na wschód od Odry (abstrahując już od tego, że z Polski jest i tak bliżej do miejsca potencjalnej konfrontacji Rosji z NATO niż z Rumunii). To także ważny sygnał gospodarczy. Amerykańska obecność wojskowa to gwarancja dla ich inwestycji.
W zestawieniu z budżetem polskiego MON koszty stacjonowania kolejnej amerykańskiej jednostki to wartość niemal symboliczna.
Warto jednak pamiętać, że z punktu widzenia dyslokacji Amerykanów z Niemiec do Polski lub do któregoś z krajów bałtyckich istotnym problemem jest infrastruktura. Amerykanie mają w tym przypadku swoje oczekiwania. Po pierwsze, swoje garnizony lubią lokować w małych miejscowościach. Po drugie, wymagają pełnej infrastruktury, a zatem nie tylko koszar dla żołnierzy, lecz także domów dla ich rodzin, szkół, sklepów i tak dalej. Tworzenie takiej infrastruktury nie jest ani proste, ani tanie. Wiedzą o tym Litwini, którzy budują ją obecnie na potrzeby brygady z Niemiec, oraz Polacy, którzy przez długi czas nie byli w stanie zapewnić dobrych warunków bytowych dla jednostek przebywających w Polsce na zasadzie rotacyjnej.
Czytaj więcej
– Naszą intencją jest, aby zwiększać zdolności amerykańskie w Polsce i na wschodniej flance. Myślę, że tego typu sposób myślenia znajduje zrozumien...
Wniosek z tego jest prosty. Polska dyplomacja powinna zabiegać nie tyle o ściąganie kolejnych amerykańskich jednostek na własne terytorium, ile o realne wzmocnienie wschodniej flanki NATO jako całości, a w szczególności państw bałtyckich. Bo nasze bezpieczeństwo zaczyna się dziś nie nad Wisłą, lecz nad Niemnem i Narwią. Im trudniej Rosji zaatakować Litwę, Łotwę czy Estonię, tym mniej prawdopodobna staje się agresja na Polskę. Każdy żołnierz amerykański wysłany do Wilna czy Tallina pracuje na bezpieczeństwo Warszawy równie skutecznie, a może i skuteczniej, niż jego kolega w Powidzu czy Poznaniu.