Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie zmiany zaszły w skuteczności i zastosowaniu ukraińskiego pocisku dalekiego zasięgu?
- Jaki wpływ na autonomię działań Ukrainy ma rozwój własnych systemów rakietowych?
- Z jakimi wyzwaniami technicznymi i taktycznymi borykał się ten pocisk?
- Jak ewoluował zasięg i cele atakowane przez Flaminga?
- Jakie perspektywy i ograniczenia wiążą się z produkcją i strategicznym znaczeniem tego uzbrojenia?
W noc na 5 maja pocisk trafił rosyjskie zakłady zbrojeniowe w Czeboksarach, ponad tysiąc kilometrów od granicy z Ukrainą.
– Należy przyznać, że Rosjanie włożyli wiele wysiłku w to, by ochronić główne struktury tego przedsiębiorstwa przed naszymi dronami. Ale tym razem przyleciała rakieta – mówił nie ukrywając zadowolenia ukraiński ekspert lotniczy Władisław Selezniow.
Czytaj więcej
Ukraińskie pociski manewrujące dalekiego zasięgu FP-5 Flamingo zaatakowały obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego w Czeboksarach w europejskiej c...
Flaming ma głowicę bojową zawierającą tonę ładunku wybuchowego. Skutki uderzenia w przedsiębiorstwo produkujące urządzenia do określania dokładnej pozycji rosyjskich rakiet jeszcze nie są znane. Ale biorąc pod uwagę wielkość ładunku, muszą być znaczne.
Był to pierwszy sukces Flaminga po długim ciągu zniechęcających porażek.
Zniechęcające początki ataków
„Ogólnie w ciągu całego tego czasu odnotowano 23 starty rakiet „Flaming”. Analitycy zidentyfikowali sześć, które doleciały do celu, ale tylko dwie trafiły w wyznaczone obiekty. Jeszcze jedno trafienie jest sporne” – pisał pod koniec kwietnia ukraiński portal Oboronka.
„Cały ten czas” oznacza okres od końca sierpnia ubiegłego roku, gdy pojawiły się pierwsze informacje, że Ukraina posiada własną rakietę balistyczną – a właściwie pocisk manewrujący.
Czytaj więcej
Ukraińska armia stara się wyprodukować pociski, które sięgną głębokiego rosyjskiego zaplecza. Rosjanie bagatelizują te wysiłki, ale na wszelki wypa...
– Były przeprowadzone udane testy tego pocisku. Jak dotąd to jest nasz najskuteczniejszy pocisk – ma zasięg 3 tys. kilometrów, to ważne. Ale nie sądzę, byśmy mogli dużo o nim mówić, dopóki nie będziemy w stanie użyć setek tych pocisków – tak wtedy przedstawił Flaminga prezydent Wołodymyr Zełenski.
Wiadomo jedynie, że producentem jest Fire Point, który już w obecnym roku wsławił się dronami dalekiego zasięgu FP-2. Flaminga eksperci zidentyfikowali jako modyfikację rakiety FP-5 brytyjskiej Milanion Group. Dalej jednak zapadła cisza.
Flaming lata coraz dalej, ale nie trafia
Analitycy z trzech ukraińskich grup teraz ustalili, kiedy pierwszy raz użyto tego pocisku. Było to 31 sierpnia ubiegłego roku. Wystrzelono wtedy trzy Flamingi na budynki zajmowane przez rosyjską policję polityczną FSB w Armiańsku, na mierzei, przez którą prowadzi droga w głąb okupowanego Krymu – zaledwie 120 km od frontu. Z trzech pocisków do zarządzanej przez FSB dawnej „strefy filtracji” (przez którą uciekali przed walkami mieszkańcy terenów obwodu zaporoskiego, tam byli przesłuchiwani i bici) doleciał tylko jeden, który jednak nie trafił, lecz wpadł do pobliskiego morza.
W sumie do marca ukraińska armia sześć razy używała Flamingów i tylko dwa razy odnotowała sukces. Ale eksperci zastrzegają, że dysponowali jedynie publicznymi danymi o wystrzeleniach, a ich skutki obserwowali na zdjęciach satelitarnych. Możliwe, że część startów (być może nawet większość) ukraińska armia utrzymała w tajemnicy, stąd i stosunek wystrzeleń do trafień w rzeczywistości może być inny.
Czytaj więcej
Ukraińcy rozpoczęli używanie pocisków FP-5 Flaming przeciw celom w Rosji informuje „The Economist”. Obecnie Ukraina ma produkować trzy takie pocis...
Kolejnym zidentyfikowanym po Armiańsku był atak na elektrociepłownię w mieście Orieł (ok. 200 km od Ukrainy). Analitycy podejrzewają, że wszystkie cztery pociski zostały zestrzelone przez rosyjską obronę przeciwlotniczą. Można jedynie zauważyć, że z każdym kolejnym zidentyfikowanym startem Ukraińcy próbowali trafić cele leżące coraz dalej.
Pierwsze sukcesy po miesiącach porażek
– Ukraiński producent nie ścigał się, by omijać środki walki radioelektronicznej (przeciwnika): potrzebny był najprostszy możliwy pocisk rakietowy dalekiego zasięgu. (…) Ale musiał on przecież pokonywać obronę powietrzną wroga – ukraiński ekspert Paweł Łakijczuk tłumaczył wtedy nieco zawoalowanie, dlaczego Flamingi tak łatwo zostały zestrzelone.
Przerwa do lutego w używaniu pocisku mogła być spowodowana koniecznością ulepszenia go, również w celu przebijania się przez rosyjską obronę powietrzną. W styczniu zaatakowano rosyjski kosmodrom i poligon rakietowy Kapustin Jar (w obwodzie astrachańskim, ok. 900 km od Ukrainy). Próbowano trafić platformę służącą do wystrzeliwania najnowszego rosyjskiego pocisku Oresznik. Ale z co najmniej czterech ukraińskich tylko jeden doleciał, a i tak upadł na zewnątrz ogrodzenia poligonu.
Czytaj więcej
Ministerstwo Obrony Rosji podało, że w nocy z 8 na 9 stycznia Rosjanie dokonali zmasowanego ataku powietrznego na Ukrainę w odwecie za domniemany a...
W końcu jednak udało się i 12 lutego jeden z sześciu wystrzelonych pocisków trafił w arsenał artyleryjski w Kotłubaniu, 500 km od linii frontu. Przebił się do bunkra z amunicją i zdetonował tam, powodując ogromne zniszczenia. Kolejne uderzenie wymierzono pod koniec lutego w leżące w Wotkińsku w Udmurcji – na wschód od Uralu, aż 1,5 tys. km od Ukrainy – zakłady rakietowe. Znów sukces.
Kapryśny, nieprzewidywalny, ale uniezależniający od zachodniej kurateli
Ale miesiąc później nastąpiła kolejna porażka. Nie udał się atak na znajdujące się w Czapajewsku zakłady produkujące komponenty ładunków wybuchowych. Z trzech pocisków doleciały dwa, ale upadły obok budynków fabrycznych. Eksperci podejrzewają, że mogły zahaczyć o instalację piorunochronową, co źle by świadczyło o ich konstrukcji. – Tu nie ma miejsca na kaprysy broni high-tech: byleby była taka, która może trafić w głąb terytorium przeciwnika – tłumaczył Łakijczuk.
Teraz jednak wszystkie kłopoty przyćmiło uderzenie na Czeboksary.
Pytaniem pozostaje, ile tych pocisków jest w stanie wyprodukować Ukraina, czy rzeczywiście „setki”, jak chciał prezydent Zełenski. Można w to jednak wątpić, dlatego – na razie – nie wpłyną znacząco na przebieg walk. Jeśli jednak dalej będą tak trafiać w cele, jak w Czebokasarach, to przynajmniej w pewnym stopniu uniezależnią Kijów od kapryśnych dostaw brytyjsko-francuskich pocisków Storm Shadow/Scalp i amerykańskich ATACMS.
– Najważniejsze, że (te pociski) nie są ograniczone zachodnimi żądaniami uzgadniania celów – sądzi analityk Oslo Nuclear Project Fabian Hoffman.