„Wielka Brytania jest państwem totalitarnym. Prawdopodobnie, gdybym miał w planach jakieś publiczne spotkanie, nie wpuściliby mnie. Ktoś uznał, że prewencyjnie należy odmówić mi wjazdu do kraju, bo możliwe, że powiem coś, czego nie powinno się tu mówić. Mają tu prewencyjną cenzurę polityczną. Ale tylko niektóre poglądy są cenzurowane” – napisał Mentzen opisując, jak został arbitralnie zatrzymany na lotnisku w Londynie po donosie bliżej niesprecyzowanej organizacji, której nie podobają się głoszone przez lidera Nowej Nadziei poglądy. I – tu pełna zgoda z Mentzenem – jest to oburzające.
Czytaj więcej
Rafał Ziemkiewicz dołączył do listy konserwatystów, których obawiają się brytyjscy politycy i tamtejsze służby.
To, co spotkało Sławomira Mentzena na lotnisku w Londynie, nie spotkałoby go w Berlinie, Paryżu czy Rzymie
Ani Mentzen, ani Nowa Nadzieja czy – szerzej – Konfederacja, nie głoszą poglądów, które usprawiedliwiałyby takie działania. Wolność słowa jest jedną z fundamentalnych wartości, na których opiera się nasza cywilizacja i dopóki ktoś nie wykorzystuje jej do tego, by usprawiedliwiać prześladowania, nienawiść lub fizyczne rozprawianie się z tymi, których uważa za innych, ma prawo do korzystania z niej. Różnego rodzaju autorytaryzmy i totalitaryzmy zaczynają się – tu też zgoda z Mentzenem – tam, gdzie wolność słowa zostaje ograniczona.
Czytaj więcej
Jeżeli polityk ma konkretne zarzuty do generała Kukuły, to powinien je przedstawić ministrowi obrony narodowej, zwierzchnikowi sił zbrojnych i doma...
Warto jednak przy okazji zauważyć, że taka nieprzyjemna sytuacja nie spotkałaby Mentzena ani w Berlinie, ani w Paryżu, ani w Rzymie – tam bowiem na lotnisku nikt by go nie kontrolował, ponieważ lider Nowej Nadziei poruszałby się w przestrzeni, w której swoboda przepływu towarów, usług i osób jest jedną z podstawowych wartości. Co więcej – w żadnej z tych stolic rządzący nie mogliby arbitralnie decydować, że teraz zaczną arbitralnie zatrzymywać obywateli innych państw tworzących wspomnianą przestrzeń, bo nie pozwalają na to reguły, na które wszystkie państwa ją tworzące się zgodziły. Brytyjczycy uznali jednak, że nie będą im w obcych językach mówić, jak mają się zachowywać. Warto zresztą przypomnieć, że jednym z argumentów za brexitem było to, iż mieszkańcom Albionu nie podobało się, iż ktoś im mówi, że nie mogą zatrzymać na granicy Mentzena, Janusza Korwin-Mikkego czy Rafała Ziemkiewicza, jeśli będą mieli taką ochotę. No i w imię swojej wolności ograniczają dziś wolność Mentzena. A Unia Europejska, która im wolność ograniczała, wolności poruszania się Mentzena ograniczać nie pozwala. Tak to się czasem dziwnie układa.
Albo dążymy do tego by móc swobodnie stawiać płoty na swojej miedzy, albo do tego, aby istniejące płoty przewracać
Jeśli każdy kraj powinien mieć swobodę w decydowaniu, kogo u siebie gościć, to Sławomir Mentzen nie powinien się oburzać
Oczywiście lider Nowej Nadziei przyznaje, że „każdy kraj powinien mieć swobodę w decydowaniu, kogo u siebie chce gościć”, ale jest w tym umiarkowanie konsekwentny, skoro wcześniej przez kilkanaście akapitów oburza się na to, że Wielka Brytania z tego prawa korzysta.
Bo albo ma prawo – i wtedy nie ma niczego oburzającego, że zatrzymuje akurat Mentzena, a nie – cytując lidera Nowej Nadziei – „Afrykańczyków przypływających na pontonach”, albo jednak takiego prawa mieć nie powinno i wtedy oburzenie jest zasadne. Albo marzymy o świecie, w którym każde państwo podejmuje arbitralne, niezależne od wszystkich innych decyzje – i wara całej reszcie świata od tego. Albo uznajemy, że więcej wolności jest w świecie, w którym są prawa wyższego rzędu, krępujące taką arbitralność – prawa człowieka chronione przez wspólnotę wykraczającą poza wąskie granice państwa narodowego. Albo dążymy do tego, by móc swobodnie stawiać płoty na swojej miedzy, albo do tego, aby istniejące płoty przewracać. Uznanie bowiem, że każdy powinien mieć prawo decydować, kogo u siebie chce gościć, pod warunkiem, że z tego prawa dobrze korzysta, to jest jak z tymi demokratycznymi wyborami, o których w serialu „Alternatywy 4” mówi Stanisław Anioł, których wyniki są akceptowane, jeśli są zgodne z oczekiwaniami.