Dzień przed wojskową paradą na moskiewskim Placu Czerwonym, której przeprowadzenia tak Kreml się obawiał z powodu ukraińskich dronów, Donald Trump poinformował, że Ukraina i Kijów zgodziły się na zawieszenie broni na trzy dni. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że ten rozejm pozwolił Władimirowi Putinowi przyjąć paradę swoich wojsk, z których znaczna część walczyła przeciw Ukrainie.

Siedział więc na trybunie chwilami nawet zadowolony, uśmiechał się.

Ukraina decydowała, czy Władimir Putin spokojunie przeprowadzi paradę w Moskwie

Jako bonus rosyjski lider otrzymał dyplomatyczny zysk w postaci zwiększenia liczby zagranicznych gości na trybunach. Kilku przywódców uspokojonych interwencją USA zdecydowało się przyjechać, nie bojąc się już możliwego nalotu ukraińskich dronów i ewentualnej panicznej ewakuacji z placu.

Sytuacja wydaje się więc taka, do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić od chwili objęcia urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa: Ukraina musi ustępować przed jego żądaniami. Teraz jednak pojawił się nowy element.

Czytaj więcej

Trump ogłasza rozejm w wojnie Rosji z Ukrainą. Jest reakcja Zełenskiego

Prezydent Wołodymyr Zełenski zgodził się rzecz jasna na wymuszony rozejm, ale w ostatniej chwili opublikował swój dekret zezwalający na... przeprowadzenie defilady w Moskwie na dokładnie określonym geograficznie terytorium Placu Czerwonego. Ukraina ryknęła śmiechem, przyjmując to jako dowcip dawnego aktora i komika. Podobnie zrozumiał to Kreml – przynajmniej oficjalnie – nazywając dekret „głupim dowcipem”.

Ale żart dobrze pokazał, jak naprawdę wyglądała sytuacja. To od Kijowa zależało, czy Putin spokojnie przeprowadzi paradę. Dość zaskakujący efekt czterech lat wojny Kremla z Ukrainą.

Czytaj więcej

Szef estońskiego wywiadu: tym razem to Ukraina ustali warunki parady w Moskwie

Sama publikacja żartobliwego dekretu była jednak policzkiem nie tylko dla rosyjskiego lidera, ale i amerykańskiego. Zełenski przypomniał obu, że to od jego decyzji wszystko zależało. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jest coraz mniej uzależniony od amerykańskiego wsparcia i jest górą na froncie – przynajmniej na razie.

Donald Trump może zostać odsunięty na boczny tor

Do postępującego usamodzielnienia ukraińskiego przywódcy doprowadził sam Trump, blokując wszelką pomoc wojskową Ukrainie. Pozbawił się w ten sposób możliwości wpływania na Kijów, który jest teraz uzależniony od Europy, a nie USA i to europejskich polityków słucha, a nie amerykańskich.

Odebranie Ukrainie amerykańskiego wojskowego wsparcia doprowadziło też do budowy tam własnego potencjału np. pocisków średniego i dalekiego zasięgu, które tak nastraszyły Kreml przed paradą 9 maja. Trumpowi pozostało już tylko prosić Kijów, by zgodził się na rozejm. Ten posłuchał Amerykanina, bowiem jest mu on potrzebny jako pośrednik w rozmowach pokojowych z Rosją. Ale w Europie szykują się już do podjęcia rozmów z Putinem. Jeśli do tego dojdzie Trump otrzyma w sumie to, do czego dążył – zostanie odsunięty na boczny tor europejskiej polityki.