Zgłaszam propozycję referendum. Pytanie: „Czy należy odsunąć idiotów od polityki?” Spodziewany efekt? Bez wątpienia 90 proc. głosujących byłoby za. Inny pomysł? „Czy jesteś za tym, by żyło nam się lepiej, dłużej i przyjemniej?” Efekt? 100 proc. za. Można by jeszcze spytać: „Czy chciałbyś otrzymywać 13., 14., 15., 16. i 17. wynagrodzenie (lub emeryturę) w roku?” Też mało byłoby takich, którzy by nie chcieli. Inne pomysły? Otwieram pulę. Emerytura w 50. roku życia? Bardzo proszę. Co jeszcze? Darmowy samochód dla każdego?  Benzyna po 2,20 zł...

Nie raz na tych łamach buntowałem się przeciw bałamutnym referendom. I zrobię to raz jeszcze.

Pomysłów naprawdę nie zabraknie, a jak wypowie się naród, łatwo przewidzieć. I właśnie na tle takiej oszalałej ferii twórczych pomysłów widać najlepiej obłudę referendalnego pomysłu Karola Nawrockiego. Prezydent chce, by Polacy odpowiedzieli na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?” Cóż. Tylko dureń nie chciałby, by koszty życia obywateli były niższe. Podobnie jak ceny energii czy prowadzenie działalności gospodarczej i rolniczej. A durniem nikt być nie chce, więc pan prezydent może pewnie w planowanym referendum liczyć na pełne poparcie.

Oszustwo referendów w świetle faktów

Z referendami bywa tak. Proste pytanie wymaga prostej odpowiedzi. O ile jednak bywają proste odpowiedzi, trudniej jest z pytaniami. Otóż naprawdę poprawna odpowiedź na zaproponowane przez prezydenta pytanie musiałaby być warunkowana dokładnym i pełnym omówieniem kwestii, której dotyczy pytanie.

Chodzi  wyłącznie o politykę; niestety na poziomie „OZE-SROZE”; udowodnienie, że prezydent ma rację, a nie realizujący europejską agendę rząd

Po pierwsze, czym jest unijna polityka klimatyczna? Jakie są jej zasady, jakie cele, jakie postulaty, jakie przyczyny? W kwestii cen benzyny dotyczy na przykład nie tylko stopniowego ograniczania korzystania z paliw kopalnych, ale także rezygnacji z zakupu ropy naftowej z Rosji. Odpowiedź, której spodziewa się prezydent (odrzucenie unijnej polityki klimatycznej) musiałaby więc oznaczać nie tylko postulat powrotu do paliw kopalnych, ale przede wszystkim ponowne otwarcie się na import ropy od Putina (w Europie zasoby ropy są bardzo ograniczone).

Co więcej, jeszcze ważniejsze są przesłanki prowadzenia takiej, a nie innej polityki. Jeśli rzeczywiście – w przeciwieństwie do profesora od „OZE-SROZE” – wierzymy, że nadmierna emisja dwutlenku węgla na dłuższą metę szkodzi planecie i wywołuje tragiczne zmiany klimatu, to redukcja emisji, nawet jeśli podniesie ceny energii o kilka złotych, wydaje się konieczna i zbawienna.

Podobnie jest z zasobami wody. Jeśli w istocie nasza część Europy wysycha (stepowieje), to należy robić wszystko, by wodę chronić, np. budując zbiorniki retencyjne (przy okazji można budować elektrownie pompowo-szczytowe), i ograniczając te dziedziny wytwarzania energetyki, które pochłaniają tej wody nadmiar. To też część europejskiej polityki klimatycznej i też proces kosztowny. Warto o tym wszystkim mówić codziennie, a zwłaszcza dziś, kiedy Polska doświadcza nadzwyczajnej suszy i szaleją niespotykane do niedawna pożary (patrz powiat biłgorajski).

Nie o ceny energii chodzi, a o politykę

Mam świadomość, że prezydentowi nie o to chodzi. Wszystkie te szczegóły są mu do niczego niepotrzebne. Chodzi mu wyłącznie o politykę, niestety na poziomie „OZE-SROZE”, udowodnienie że on ma rację, a nie realizujący europejską agendę rząd. Przy okazji o realizację wyborczej obietnicy, że w epoce Nawrockiego Polacy będą żyli lepiej, dłużej i przyjemniej.

Czytaj więcej

Europa ociepla się najszybciej na świecie. Upały i coraz mniej chłodnych dni

Nieraz na tych łamach buntowałem się przeciw bałamutnym referendom. I zrobię to raz jeszcze. Propozycja prezydenta to tani populizm. Wyłącznie szkodliwy. Podszyty obietnicą gruszek na wierzbie. Przestrzegam przed takim prostackim uprawianiem polityki, mając nadzieję, że do referendum nie dojdzie.