Gen. Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego:
Nie liczy się wartość rakiety, liczy się wartość tego, co ten dron może zniszczyć. Jeśli to ma być życie Polaka, to ono nie ma ceny. Użyjemy sto razy droższej rakiety, jeśli uratujemy życie choć jednego Polaka”.
„Fakty po Faktach” TVN24, 10 września 2025 r.

Sławomir Mentzen, jeden z liderów Konfederacji:
„Ten człowiek jest nienormalny, w sensie (że) on nie ma kompetencji, żeby być kapralem. On nigdy niczym tak naprawdę nie dowodził. Wziął się z tej jednostki specjalnej z Lublińca i nigdy niczym nie dowodził, a teraz ma całą naszą armię”.
„Nasze wojsko jest jak armia lwów dowodzona przez barana, którą cywilnie kontrolują świnie”.
Elbląg, 5 maja 2025 r. 

„Rzeczpospolita”: Sławomir Mentzen skrytykował w Elblągu gen. Wiesława Kukułę za słowa, że użyjemy nawet rakiet, by bronić życia choćby jednego Polaka.

Gen. Roman Polko: Atakujmy problemy, a nie ludzi. Nie będę bronił ścieżki kariery generała Kukuły, bo ona się broni sama. Dowodził jednostką komandosów, był w Iraku, tworzył Wojska Obrony Terytorialnej – i tutaj akurat Antoni Macierewicz bardziej mu przeszkadzał niż pomagał. Ale zbudował je świetnie, i to jest na pewno jego największa zasługa.

Czytaj więcej

Sławomir Mentzen skrytykował szefa Sztabu Generalnego. Krzysztof Bosak: Obraźliwe i niezgodne z prawdą

Porównajmy to choćby z dorobkiem p.o. szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego generała Andrzeja Kowalskiego, którego akurat Mentzen nie atakuje. Ten człowiek ma wykształcenie pedagogiczne, nie ma żadnego wojskowego. W sprawie dronów mamy personalny atak na szefa Sztabu Generalnego, ale przecież w imieniu ministra obrony narodowej za obronę przestrzeni powietrznej odpowiada nie szef Sztabu, ale Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. Natomiast szef Sztabu odpowiada za strategię.

Gen. Wiesław Kukuła

Ukończył studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu, a także w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, podyplomowe – z polityki obronnej – w Akademii Sztuki Wojennej. Służył m.in. w 1. pułku specjalnym komandosów w Lublińcu, a w latach 2003–2004 w Polskim Kontyngencie Wojskowym na misji w Iraku. Od 2006 r. był szefem wydziału dowodzenia i łączności w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. W latach 2012-2016 był dowódcą jednostki komandosów w Lublińcu, po czym został wyznaczony przez ówczesnego ministra obrony Antoniego Macierewicza na dowódcę Wojsk Obrony Terytorialnej. W listopadzie 2016 r. z rąk prezydenta Andrzeja Dudy odebrał szlify generalskie. Po kilku następnych awansach jest obecnie jednym z dwóch czterogwiazdkowych generałów w Wojsku Polskim. Ostatni awans – w październiku 2023 – zbiegł się z mianowaniem na Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wcześniej, od początku stycznia do października 2023 r. na mocy decyzji prezydenta Andrzeja Dudy był Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych.

Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych mówiąc o tym, dlaczego samoloty strącały drony, które pojawiły się w polskiej przestrzeni powietrznej w nocy z 9 na 10 września 2025 r., powiedział, że aktualnie obowiązujące procedury na czas pokoju nie pozwalają na wykorzystanie naziemnych zestawów obrony przeciwlotniczej, ponieważ politycy nie wypracowali tych procedur. Warto przedyskutować ten problem, a nie obrzucać się kolejnymi inwektywami, bo z tego nic konstruktywnego nie wyniknie.

Kolejna rzecz dotyczy rezerw. Wielokrotnie o tym mówiłem, że to rezerwy wygrywają wojny, krytykując też generała Kukułę na przykład za to, że wysłał 10 tys. żołnierzy na tory, żeby je kontrolowali „od tego miejsca aż do tamtego dnia”. Otóż to kompletny absurd, marnotrawienie wysiłku. Tylko jest pytanie, kto mu to zlecił? Polityk, minister obrony narodowej, który z wojska czyni taką ochotniczą straż pożarną, która buduje mu popularność. Na tym bardzo często polega problem i to do szefa MON politycy powinni się w tej sprawie zwrócić, a nie do konkretnego dowódcy, w tej kwestii nawet niewłaściwego merytorycznie. W dyskusji padło mnóstwo inwektyw, obraźliwych słów. To takie działanie, które zamiast budować konstruktywnie poczucie bezpieczeństwa, jest bardzo populistycznym, hejterskim atakiem – zwyzywać i nic pozytywnego z tego nie wyniknie.

Sławomir Mentzen, Pruszcz Gdański, wypowiedź z 6. maja

„Oczywiście, że to było bardzo potrzebne. Żałuję nawet, że nie powiedziałem ostrzej i że nie powiedziałem wcześniej. (...) Chciałem ostrzej powiedzieć, ale niestety ugryzłem się w język. Mamy premiera, który mówi, że za parę miesięcy Rosja może zaatakować któreś państwo NATO. To pomyślmy, które to państwa są w takim bliskim zasięgu ataku (…) Rosji. Mamy wicepremiera Kosiniaka, który mówi, że żyjemy w czasach przedwojennych. Wcześniej Donald Tusk mówił dokładnie to samo. Najważniejsi polscy politycy od roku, dwóch, trzech mówią, zaraz będzie wojna. Widzimy gdzieś przygotowania do wojny? Przecież to jest nienormalne. (…) Nie mamy żadnych ćwiczeń dla obrony cywilnej, nie mamy realnego przygotowania do tej wojny, która może być za parę miesięcy. To jest paranoja. (...) Może (premier Donald Tusk) ma dostęp do jakichś tajnych informacji, do raportów, wywiadu polskiego albo jakiegoś sojuszniczego i widzi, że jest taka szansa, że będzie wojna. (…) Dlaczego nikt nas nie przygotowuje do tej wojny? Czy nikt naprawdę nie traktuje naszego państwa poważnie? Nikomu nie chce się zrobić jakichś przygotowań, żeby wreszcie Polska sama mogła się obronić. Jaki jest plan na przygotowanie do tej wojny? Średni wiek polskiego rezerwisty, czyli człowieka, który będzie zmobilizowany. Bo musicie Państwo wiedzieć, że my nie mamy armii zawodowej. Mamy armię mobilizowaną na czas wojny. Czyli są zawodowcy, na przykład mamy czołg, gdzie są cztery osoby. To jeden będzie zawodowiec, a trzech zmobilizowanych. (…) To są ludzie, którzy uczyli się używać sprzętu, który był 40-30 lat temu. To są ludzie, którzy nie mają takiej kondycji fizycznej. Zróbmy jedną próbną mobilizację chociaż jednej brygady. Zobaczmy ilu ludzi się stawi w swojej jednostce. Dla ilu ludzi będą buty, dla ilu ludzi będą mundury. Dla ilu ludzi będzie dowódca i będzie sprzęt. I zobaczmy co wyjdzie. Bo ja wiem co wyjdzie. Dojdzie do epickiej katastrofy”.

Jeżeli polityk ma konkretne zarzuty do generała Kukuły, to powinien je przedstawić ministrowi obrony narodowej, zwierzchnikowi sił zbrojnych i domagać się – ale w sposób merytoryczny, a nie poprzez wyzwiska – dymisji generała. Pozwolić mu i dać prawo do obrony takich czy też innych decyzji. Zawsze można te kwestie dyskutować, jeżeli rozmawiamy o problemie, a nie po prostu obrzucamy się błotem.

Czytaj więcej

Rzecznik Konfederacji: Utożsamiam się ze słowami Sławomira Mentzena o gen. Wiesławie Kukule

Spróbujmy więc porozmawiać merytorycznie, abstrahując od ostrych słów, o diagnozie przedstawionej przez Sławomira Mentzena. Mówił m.in. o tym, że „nie mamy żadnych ćwiczeń dla obrony cywilnej”. 

Obrona cywilna to nie jest kwestia Ministerstwa Obrony Narodowej. MON może ją wspierać, ale to jest kompetencja MSWiA. To, że minister Kosiniak-Kamysz szkoli cywili, to jest bzdura. To marnowanie wysiłku. Wojsko powinno budować rezerwy, a nie szkolić obronę cywilną. MSWiA ma to w zakresie swojej odpowiedzialności i kompetencji zgodnie z ustawą. To Straż Graniczna odpowiada za bezpieczeństwo granic w czasie pokoju. 

Padł też argument, że Polska produkuje rocznie 400 dronów, a Ukraina 9 tys. dronów dziennie. 

To znów kamyczek do ogródka polityków. Dlaczego program SAFE, o który tak zabiegaliśmy, był tak długo blokowany? W jego ramach miał być realizowany m.in. program (antydronowy) San. Zgadzam się, tutaj Ministerstwo Obrony Narodowej przespało ten czas, bo drony to zyskiwały na znaczeniu znacznie wcześniej, ale przykład ukraiński pokazuje, że w ciągu kilku lat – nawet w stanie wojny – można zbudować taki potencjał, który daje teraz Ukrainie przewagę nad Rosją.

Czytaj więcej

Mentzen w butach Korwin-Mikkego. Atak na gen. Kukułę to błąd

Żeby nie popadać w skrajności, w jaką popadł pan Mentzen, wspomnę, że Stany Zjednoczone chyba też trochę zaniedbały ten problem, nie tylko zresztą one, ale również rejon Bliskiego Wschodu, bo tam wezwano Ukraińców do prowadzenia szkoleń. My, będąc bliżej Ukrainy, mogliśmy to wykorzystać.

To jest to, co wbijałem żołnierzom GROM-u do głowy, że życie polskiego obywatela jest najważniejsze i nie patrzymy na koszty. Taką mamy filozofię myślenia, że za wszelką cenę ratujemy polskich obywateli, gdziekolwiek by się znaleźli, w jakimkolwiek zakątku świata. Po to, aby Polacy wiedzieli, że mogą liczyć na własne państwo.

Gen. Roman Polko

Odniosę się do skrytykowanych przez Sławomira Mentzena słów gen. Kukuły o zwalczaniu dronów, że ktoś, kto wykorzystuje rakiety warte milion dolarów do obrony obywatela powinien być co najwyżej kapralem. Gdyby iść tym tropem, to kapralami powinni być także amerykańscy generałowie, którzy zdecydowali się ogromnym kosztem ratować zestrzelonego (nad Iranem) pilota. To wynika z filozofii myślenia i z kultury Zachodu, że nigdy nie zostawia się towarzyszy broni. To jest to, co wbijałem żołnierzom GROM-u do głowy, że życie polskiego obywatela jest najważniejsze i nie patrzymy na koszty. Taką mamy filozofię myślenia, że za wszelką cenę ratujemy polskich obywateli, gdziekolwiek by się znaleźli, w jakimkolwiek zakątku świata. Po to, aby Polacy wiedzieli, że mogą liczyć na własne państwo. To jest właśnie taka filozofia myślenia. Może w tej wypowiedzi generała Kukuły niezbyt sprawnie ubrana w słowa.

Kolejnym argumentem Sławomira Mentzena było to, że nie zna planu na przygotowanie się do wojny.

A skąd ma znać, jeśli w piątym roku wojny za naszą granicą politycy nie wypracowali polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej? Tak, to rzeczywiście warto przedyskutować, dlaczego mamy piąty rok wojny, a obowiązuje strategia bezpieczeństwa narodowego jeszcze ta sprzed pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę? Na jakiej bazie dokonywane są zakupy czy mają być budowane plany operacyjne, jeżeli ludzie, którzy sprawują nadzór nad armią nie byli w stanie określić oczekiwań, jakie ta armia według nich ma spełniać? Jaka koncepcja obrony? Czy mamy nie oddać ani piędzi ziemi, czy mamy prowadzić obronę manewrową na przedpolach, która polega na tym, że wpuszczamy wroga i uderzamy ze skrzydeł? Wiadomo, że jest przyjęta ta koncepcja, że jednak nie dopuszczamy wroga, ponieważ Rosjanie gdziekolwiek wejdą, sieją spustoszenie. Tyle, że w dokumentach normatywnych tego nie ma. Co to jest wojna hybrydowa, o której mówi minister obrony narodowej czy też prezydent, skoro w dokumentach prawnych tej wojny nie ma? Jaki jest system kierowania siłami zbrojnymi, nawet tymi wydzielanymi na granicę, jeżeli w warunkach pokoju może nimi dowodzić tylko policjant albo właściwy dowódca Straży Granicznej, a nie wojskowy? Poza granicami nie ma problemu, W czasie pokoju w kraju wojsko nie prowadzi działań, tylko wspiera policję czy Straż Graniczną. 

Nie mamy armii zawodowej – tę kwestię też podniósł Sławomir Mentzen. Mamy armię mobilizowaną na czas wojny – mówił, podając przykład czołgu, w którym na cztery osoby, tylko jedna będzie zawodowym żołnierzem, a trzech pozostałych to będą zmobilizowani cywile, przeszkoleni przy użyciu sprzętu sprzed 30-40 lat. Mentzen proponuje przeprowadzić próbną mobilizację jednej brygady.

Spotkałem się w mojej karierze wojskowej z tym, że zabrakło butów, kiedy 62. Kompania Specjalna w Bolesławcu była rozwinięta z poziomu kompanii do batalionu. Rzeczywiście zorganizowano ćwiczenia wojskowe i zabrakło butów. Moim żołnierzom dano gumofilce, a oni rechotali, że to nawet lepiej, bo jak będą skakać z samolotu, to im te gumofilce spadną i zabiją wroga.

Otóż oczywiście, że armia ma i będzie miała deficyty, tutaj akurat Mentzen rzeczywiście ma rację. Ukraina nam dała czas. Może więc z ust polityków powinno padać mniej retoryki antyukraińskiej teraz, kiedy dokonujemy rewolucji technologicznej, bo chcemy zbudować przewagę nad Rosją właśnie w technologii; kiedy dokonujemy wymiany
sprzętu i uzbrojenia. W tym czasie wojsko nie może realizować drugorzędnych zadań, tylko powinno się szkolić, koordynować, budować plany operacyjne, przygotowywać się do prowadzenia działań połączonych, wypracowywać nowe taktyki, techniki, działania. Wyposażyć siebie w pełnym zakresie, bo ten program modernizacji, jak słyszę, wciąż dotyczy armii zawodowej. W dalszej kolejności powinniśmy wyposażyć rezerwę w to wszystko i przeszkolić ją na nowym uzbrojeniu, na nowym sprzęcie, a nie powoływać rezerwę po to, tylko żeby zjedli grochówkę, poszli na strzelnicę i coś tam strzelili.

Czytaj więcej

Sondaż: Powrót poboru do wojska? Znamy zdanie Polaków

Ja wiem, że jak minister obrony narodowej ogłosił, że kupujemy aerostaty Barbara, które pozwolą nam zajrzeć 100 km w głąb poza granicą kraju po to, żeby na małych wysokościach kontrolować przestrzeń powietrzną, to wszyscy myślą, że my te aerostaty mamy. A będziemy je mieć może za rok albo za dwa dopiero, choć od ogłoszenia tej decyzji minął już rok. Jesteśmy w warunkach przebudowy. Ale z takim problemem jak Polska mierzą się też, w większym jeszcze zakresie, inne armie europejskie, chociażby Bundeswehra. I właśnie wzorem Bundeswehry trzeba wspólnym wysiłkiem wszystkich polityków nakreślić, jak z takiego kryzysu jak najszybciej wyjść.

I tutaj kłania się mówienie jednym głosem w kwestiach bezpieczeństwa. Chodzi o to, żeby nie podkładać sobie nóg. W takiej sytuacji – jak kiedyś Józef Piłsudski – mógłbym wypowiedzieć wiele krytycznych zdań o polskiej armii, ale innej nie mamy, ją musimy szkolić, nią musimy walczyć. Nie róbmy z tych deficytów, które są, takiego punktu, który powodowałby niszczenie morale. Nie myślmy, że nic się nie uda, że wszystko się rozwali. Popatrzmy konstruktywnie. Sytuacja jest trudna, należy pomyśleć, jak wesprzeć tych, którzy sprawują kontrolę nad armią, żeby ten proces przebudowy do nowych wyzwań przebiegał sprawniej. 

Wspomniał pan o tym, że Ukraina dała nam czas. Na ile go wykorzystaliśmy od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą? 

To trudne pytanie i najlepiej byłoby na tę okoliczność przepytać ministra obrony narodowej. Jesteśmy w trakcie rewolucji technologicznej. To zupełnie inny sprzęt, zupełnie inne wyposażenie. Widziałem, jak to wygląda w wielu jednostkach. Budujemy w końcu w ramach programu SAFE polski przemysł zbrojeniowy. Ukraina wyraźnie pokazuje, że fajnie jest mieć dostawy amerykańskie, dostawy z innych krajów, ale najlepiej jest polegać na tym, co samemu się wyprodukuje. Stąd też warto jednak zainwestować w program SAFE. To, podkreślam środki oprocentowane na 3 proc., a nie 6 proc. jak w przypadku zakupów w Korei czy 4 proc. jak w przypadku opóźnionych dostaw ze Stanów Zjednoczonych.

To jest wreszcie kwestia ruszenia systemu rezerw. To, co się udało zrobić, to na pewno Wojska Obrony Terytorialnej, ale nie można tego wysiłku, kapitału i tej energii marnować na działania drugorzędne. Jeżeli ci żołnierze będą wykorzystywani do takich absurdalnych misji jak (przedłużona do końca maja) operacja Horyzont, mająca zwiększyć bezpieczeństwo linii i węzłów kolejowych, czy sprzątanie błota popowodziowego, to niedługo tych żołnierzy nie będziemy mieli. Oni są dumni, kiedy pomagają w czasie powodzi, kiedy pomagają tak jak teraz, w czasie pożarów. Ale nie róbmy z nich taniej siły roboczej, kiedy nie ma kryzysu, a brakuje rąk do roboty, żeby posprzątać.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Czego nie widać na „Horyzoncie”. Czy wojsko jest od ochrony torów?

Myślę, że to są obszary, które udało się zrealizować. Mamy nowoczesne związki operacyjne, mamy ludzi doświadczonych podczas misji bojowych, mamy doskonałe relacje międzynarodowe. Polska armia szkoli się dzięki obecności amerykańskiej z elitą światową i nie mamy kompleksu wobec naszych partnerów. Zostało przyjętych szereg dobrych kierunków. Trzeba teraz starać się wykorzystać pozytywne nastawienie do armii, żeby przyspieszyć działania. Zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z europeizacją armii, kiedy Pentagon zaczyna sugerować konieczność tworzenia NATO 3.0.

Czyli nie jesteśmy tak bardzo nieprzygotowani, jakby to się mogło wydawać laikowi?

Bardzo krytycznie podchodzę do polskiej armii, ale daleki jestem od tego, żeby krzyczeć, że Rosja w dwa dni opanuje Warszawę. Przy wszystkich deficytach, które mamy, popatrzmy, jak wygląda ten potencjalny agresor. Przy nas wygląda żałośnie i na to musimy patrzeć. To nie powinno nas demobilizować, ale mobilizować. Żeby w tym wyścigu zbrojeniowym, wyścigu o morale, zwracać uwagę na brak uregulowań systemowych. Mamy całkiem sprawnie działające podsystemy, ale bardzo ciężko jest spowodować, żeby to funkcjonowało razem. To widać w poszczególnych ministerstwach, że każdy sobie rzepkę skrobie, nawet poszczególne wydziały ze sobą nie rozmawiają, a co dopiero mówić o jakimś synergicznym współdziałaniu. Zwracam uwagę, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w obszarze bezpieczeństwa mogłoby być tą instytucją, która pozwala prowadzić mądrą, konstruktywną debatę na temat bezpieczeństwa. Pozwalając na wyrażenie zdania wszystkim opcjom politycznym. Wtedy, kiedy te kluczowe opcje się ze sobą kłócą, do głosu dochodzą różnego rodzaju „ruskie trolle”, których niestety nie brakuje w naszym parlamencie i którzy zamiast budowania wspólnoty, patrzą tylko, jak rozbijać wspólne myślenie o naszym bezpieczeństwie. 

Wojsko Polskie

Wojsko Polskie

Foto: Infografika PAP