Podczas konferencji prasowej po majowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej jej przewodniczący poinformował, że dopuszcza możliwość podwyżki lub podwyżek stóp procentowych w przypadku dalszego wzrostu inflacji. Zaznaczał, że prawdopodobieństwo takiego ruchu wzrosło od kwietniowego posiedzenia. – Jesteśmy blisko górnego pułapu odchyleń od celu inflacyjnego NBP [tj. 3,5 proc. – red.]. Jego przekroczenie z prognozą, że to się będzie utrzymywać, to bezpośredni powód, aby iść w kierunku podwyżek stóp procentowych – mówił. – Nawet gdyby inflacja była poniżej tego górnego pułapu, ale nasze wewnętrzne projekcje wskazywałyby, że jego przekroczenie jest nieuniknione, to natychmiast będą stosowne decyzje. To jest prawdopodobne, ale niepewne – wyjaśniał.
Jednocześnie obniżkę stóp procentowych prezes NBP określał jako „bardzo, bardzo mało prawdopodobną”. Jak tłumaczył, mogłaby się ona ziścić, gdyby „dziś czy jutro” w Zatoce Perskiej doszło do porozumienia i podjęto by działania w celu przywrócenia swobodnego przepływu przez cieśninę Ormuz. Glapiński przypominał też, że naprawy zniszczeń zdolności rafineryjnych w Zatoce Perskiej potrwają około roku.
Czytaj więcej
NBP odnotował w 2025 r. najwyższą stratę w XXI wieku: w kwocie ponad 35,7 mld zł. To oczywiście oznacza, że ponownie do budżetu nie wpłynie w tym r...
Glapiński: RPP się nie zawaha w sprawie stóp procentowych
Podczas majowego posiedzenia RPP utrzymała stopy procentowe bez zmian, zgodnie z oczekiwaniami. – Jest to w pełni uzasadnione, biorąc po uwagę niepewność co do dalszego przebiegu konfliktu w Iranie oraz jego skutków dla polskiej gospodarki – mówił Glapiński. Jak dodawał, Rada jeszcze mocniej niż zwykle podkreśla, że dalsze decyzje będą zależeć od napływających danych. – RPP zapewnia, że nie zawaha się w przypadku konieczności podjęcia szybkich działań, w tym zmiany poziomu stóp procentowych – przekonywał.
Z jednej strony więc prezes NBP wskazywał, że Rada będzie zdeterminowana, gdyby inflacja i jej perspektywy kształtowały się negatywnie. Z drugiej przyznawał, że „na razie sytuacja nie jest jeszcze zła”. Glapiński zwracał uwagę, że choć inflacja w kwietniu wzrosła (do 3,2 proc. r/r, zgodnie z szybkim szacunkiem GUS), to pozostaje w przedziale celu inflacyjnego NBP. – Wyższa inflacja to oczywiście głównie efekt wzrostu cen paliw. Kryzys w Zatoce Perskiej to ewidentny zewnętrzny szok podażowy, który przez jakiś czas będzie podwyższał inflację na świecie, w tym w Polsce – zauważał.
Jak oceniał Glapiński, obecny szok jest znacznie słabszy od tego, z którym zmagaliśmy przed kilkoma laty, acz nikt nie wie, ile będzie trwał – mówił. – Skala wstrząsu na europejskim rynku gazu jest nieporównywalnie mniejsza niż w latach 2021-2022. Jeszcze mniejszy jest wzrost cen węgla, dzięki czemu ceny energii elektrycznej na polskim rynku hurtowym są stabilne. Do tego ceny surowców rolnych są nawet niższe niż przed rokiem, co jest dobrą wiadomością dla konsumentów. Nie obserwujemy też silnych zakłóceń globalnych łańcuchów dostaw, poza surowcami i paliwami. Ponadto, kurs złotego jest stabilny – wymieniał.
Szef NBP zauważył przy tym wzrost inflacji bazowej w kraju. Według szacunków ekonomistów, mogła ona w kwietniu wzrosnąć w okolice 2,9-3 proc. r/r, z 2,7 proc. w marcu i 2,5 proc. w lutym. – Należało się tego spodziewać, ewidentnym przykładem jest wzrost cen biletów lotniczych w efekcie droższego paliwa lotniczego – mówił szef NBP. Zwracał jednak uwagę na szereg czynników mitygujących ryzyko silnego i trwałego przyspieszenia inflacji w gospodarce. To m.in. ograniczona dynamika popytu konsumpcyjnego, mniej napięta sytuacja na rynku pracy (tempo wzrostu płac jest najniższe od pięciu lat, spada zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw) oraz wyższe stopy procentowe niż u progu poprzedniego kryzysu energetycznego.
– Nie bagatelizujemy jednak trwającego szoku podażowego i związanego z tym wzrostem inflacji. Monitorujemy sytuację i w razie potrzeby podejmiemy adekwatne działania – zaznaczał zaznaczał, dodając, że szeroka niepewność nie pozwala przesądzić, jaka ostatecznie będzie skala i trwałość wzrostu inflacji. Zauważał, że poziom inflacji będzie zależał nie tylko od samych cen paliw, ale też działań regulacyjnych rządu oraz skali wzrostu cen innych towarów i dóbr w efekcie kryzysu paliwowego, ale jednocześnie dezinflacyjnie oddziaływać może ograniczenie aktywności gospodarczej.
Czytaj więcej
Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w kwietniu 48,8 pkt – podał S&P Global. To symbolicznie powyżej odczytu z marca i średniej prognoz eko...
Blisko 600 ton złota w skarbcach NBP
Glapiński po raz kolejny odniósł się także do kwestii zasobów złota w rezerwach NBP. Poinformował, że obecnie bank centralny posiada już 595 ton złota (stan na koniec kwietnia), wartych ponad 320 mld zł. Zasoby złota są wyższe o około 50 mld zł niż na koniec 2025 r.
Jednocześnie prezes banku centralnego wyliczył, że niezrealizowane przychody z wyceny złota – które mogłyby zostać przeznaczone na cele obronne, zgodnie z rozważaniami z marca – oscylują w okolicach 160 mld zł. Zauważał, że ceny złota po wybuchu kryzysu w Zatoce Perskiej spadły (na początku marca niezrealizowane zyski na złocie NBP szacowano na blisko 200 mld zł), ale „niewątpliwie wrócą do bardzo wysokich, jeśli nie o wiele wyższych niż poprzednio poziomów”. – Cały czas kupujemy złoto, także dlatego, że nie bardzo wierzymy w porozumienie polityczne i aby nastąpiło przeznaczenie [złota - red.], o którym mówiliśmy w porywie patriotyzmu – dodawał szef NBP.