Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany w amerykańskiej strategii obronnej wobec Europy przewiduje koncepcja NATO 3.0?
- Jak Unia Europejska rozwija własny potencjał wojskowy?
- Jakie biurokratyczne bariery utrudniają produkcję broni i amunicji w Europie?
- Czego brakuje Unii Europejskiej do pełnej autonomii strategicznej w obronności?
- Jaką rolę w obronności Europy odgrywają państwa spoza Unii?
Korespondencja z Brukseli
Środa to był dzień jak co dzień. Przynajmniej gdy idzie o aktywność w mediach społecznościowych Donalda Trumpa. Tego dnia w niecenzuralnych słowach prezydent USA obraził przywódcę najważniejszego kraju wolnej Europy, kanclerza Friedricha Merza. To był jeszcze jeden powód, dla którego po naszej stronie Atlantyku narasta przekonanie, że w razie ataku Rosji trudno będzie liczyć na amerykańską odsiecz.
– Taki jest styl Trumpa. Ale za nim jest przemyślana strategia Ameryki, Pentagonu – przekonuje jednak „Rzeczpospolitą” Andrius Kubilius, komisarz UE ds. obrony, a wcześniej wieloletni premier Litwy. – Amerykanie, w tym w szczególności zastępca sekretarza wojny Elbridge Colby powiedział nam, że w razie podjęcia przez Chiny i Rosję wspólnej akcji zaczepnej, Stany Zjednoczone nie dadzą rady obronić samodzielnie zarówno Europy, jak i samego USA. Stąd musimy być gotowi na zasadnicze ograniczenie amerykańskiej obecności wojskowej na naszym kontynencie. Czy będzie to proces spokojny, wynegocjowany czy bardziej brutalny, właśnie w stylu Trumpa – nie wiadomo – dodaje Kubilius.
Czas na NATO 3.0. Czym się będzie różnić od swoich poprzednich wersji?
Nowy układ Colby nazwał NATO 3.0. W tej logice NATO 1.0 to był okres od utworzenia sojuszu w 1949 r. do końca zimnej wojny 50 lat później. NATO 2.0 nazwano natomiast ostatnie trzy i pół dekady. Teraz wchodzimy w trzecie ucieleśnienie sojuszu. W tym układzie Amerykanie są gotowi nadal roztaczać parasol atomowy nad Europejczykami, jednak gdy idzie o uzbrojenie konwencjonalne, ich wsparcie będzie znacznie ograniczone. Choć nadal plany ewentualnościowe NATO np. dla flanki wschodniej paktu przewidują pewną rolę dla Amerykanów.
Czytaj więcej
Europa ma jakieś pięć lat, aby móc samodzielnie obronić się przed Rosją. W tym czasie musiałaby się nauczyć myśleć kategoriami jednego narodu.
– Wszyscy przywódcy europejscy reagują na nowe stanowisko USA ze zrozumieniem. Zrozumieniem, że potrzebny jest szybki rozwój potencjału wojskowego UE – dodaje Kubilius.
W piątek komisarz będzie w Warszawie, aby podpisać z polskimi władzami umowę na porozumienie o wykorzystaniu przeszło 40 mld euro pożyczek z programu SAFE. Polska stanie się tym krajem, który otrzyma najwięcej środków z tego źródła. Ale to jest tylko część znacznie szerszego procesu przemiany Wspólnoty.
Obok SAFE na proces ten wskazuje gotowość Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) do finansowania projektów o znaczeniu wojskowym. Z kolei w przedłożonych przez Komisję Europejską planach Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028-2034 przewidziano 130 mld euro na obronę. Wielokrotnie więcej niż do tej pory.
Czytaj więcej
Francja zawiodła się na Władimirze Putinie, Polska na Donaldzie Trumpie. To zbliżyło oba kraje. W poniedziałek Emmanuel Macron odwiedzi Gdańsk, ale...
Produkcja rakiet balistycznych: Europa przegrywa z Rosją zero do tysiąca
Jednak Kubilius zapowiada znacznie szerszy front przygotowań. Być może najważniejszym jego elementem jest radykalne zwiększenie produkcji broni i amunicji przede wszystkim ze środków poszczególnych państw UE. Przykład: w zeszłym roku z taśm rosyjskich zakładów wyszło 1,2 tys. pocisków manewrujących (wszystkie Kreml wykorzystał w wojnie z Ukrainą), podczas gdy kraje wolnej Europy razem wzięte zbudowały ich tylko 300 (z ukraińskich linii produkcyjnych wyszło w tym czasie 700 takich pocisków typu Flaming). Gdy idzie o konwencjonalne rakiety balistyczne, Rosjanie wyprodukowali ich tysiąc, a Europejczycy – zero.
– Z uwagi na luki spowodowane wojną z Iranem Amerykanie najbliższe lata poświęcą na uzupełnienie własnych zasobów amunicji. To obliguje w jeszcze większym stopniu Europę do pilnego zwiększenia produkcji – mówi Kubilius. Ale jego zdaniem dziś główną przeszkodą przestały być pieniądze. Znacznie większym problemem są trudności biurokratyczne, jak konieczność certyfikacji uzbrojenia wytworzonego w jednym kraju UE przez pozostałe państwa.
– Chcemy stworzyć jednolity rynek także gdy idzie o obronę – mówi Litwin. Ma na myśli obszar swobodnego przepływu osób, ludzi, towarów i usług, który od trzech dekad łączy państwa Wspólnoty, ale na razie tylko w sferze cywilnej.
Czytaj więcej
Prezydent USA znów grozi wycofaniem amerykańskich wojsk z Republiki Federalnej. Jeśli to zrobi, może się okazać, że jesteśmy skazani na przywództwo...
Dla zjednoczonej Europy pilną potrzebą jest zbudowanie własnych „aktywatorów” – czynników, bez których nawet uzbrojona po zęby armia nie jest w stanie podjąć działań obronnych czy zaczepnych. Chodzi o wywiad, systemy łączności, sieci satelitarne. Na razie Europejczycy są tu zależni od Amerykanów.
Artykuł 42.7 Traktatu o UE będzie kluczowy dla bezpieczeństwa Europy
Ale zasadnicze zmiany czekają też Unię, gdy idzie o kwestie instytucjonalne. Do tej pory zakładano, że jeśli Rosja zaatakuje wolną Europę, działania obronne będą koordynować Stany Zjednoczone, w tym w szczególności głównodowodzący siłami NATO w Europie (SACEUR), który zawsze jest czterogwiazdkowym generałem amerykańskim. Teraz może się jednak okazać, że to Europejczycy będą musieli wziąć inicjatywę.
– Jako premier chciałbym wiedzieć, do kogo mam w takim przypadku się zwrócić. Jaką rolę będą miały poszczególne państwa UE. W oparciu o jakie plany zaczną działać – mówi Kubilius.
Kluczowy ma być w tym względzie art. 42.7 traktatów europejskich. W pewnym sensie niesie on jeszcze dalej idące zobowiązania niż słynny art. 5 NATO. Przewiduje bowiem automatyczne uruchomienie przez wszystkie kraje UE wszelkich środków dla przyjścia z odsieczą zaatakowanemu państwu Wspólnoty. W Sojuszu Atlantyckim takiego automatyzmu nie ma: wszelkie działania wymagają jednomyślnej decyzji państw paktu.
Tyle teorii. W praktyce założenie jest jednak odmienne. Ameryka do tej pory odgrywała w NATO tak fundamentalną rolę, że można było się spodziewać, iż żadne państwo europejskie nie stawiłoby oporu, gdyby Waszyngton uznał, iż konieczna jest wspólna akcja całego paktu.
Czytaj więcej
Gdy narasta rosyjskie zagrożenie, a Stany Zjednoczone ograniczają zaangażowanie w obronę Europy, wybór nowego kanclerza Niemiec Friedricha Merza mo...
W Brukseli toczy się więc teraz debata, jak konkretnie wyglądałaby obrona w ramach art. 42.7. Kraje, które, jak Cypr, nie należą do Sojuszu Atlantyckiego, uważają, że Unia może podjąć działania wojskowe nie oglądając się na NATO. Ale państwa flanki wschodniej paktu, które, jak Polska, wciąż przywiązują dużą wagę do współpracy transatlantyckiej, oczekują wcześniej uruchomienia art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, zanim Unia podejmie jakiekolwiek działania na własną rękę.
Innym wyzwaniem jest wciągnięcie w ramach współpracy politycznej państw europejskich nienależących do UE, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii czy Norwegii. Kluczowa jest tu jednak przede wszystkim Ukraina, kraj z niezrównanym doświadczeniem bojowym w wolnej Europie. To będzie z pewnością ważyło na decyzji o tym, czy i jak szybko przyjąć Kijów do samej Unii. W projekcie budżetu UE na lata 2028-34 przewidziano 100 mld euro na wsparcie Ukraińców.
– Jeśli nie przyjmiemy Ukrainy do Wspólnoty, przejąć siłą będzie chciał ją kto inny – mówią źródła w Brukseli.
Tu jednak Unia ma znaczący sukces. Od blisko półtora roku zjednoczona Europa dźwiga niemal całość kosztów związanych ze wsparciem finansowym dla naszego wschodniego sąsiada. Przewidywano, że kiedy Trump w styczniu 2025 r. wycofał się z takiej pomocy, Europejczycy nie dadzą w tym względzie rady. Stało się inaczej.