To wszystko nie wygląda zbyt poważnie. Tuż przed wejściem Donalda Trumpa do śmigłowca grupka dziennikarzy przekrzykuje się, aby uzyskać dobry cytat z ust najpotężniejszego człowieka świata. I to w sprawach fundamentalnych. Pytania muszą więc być proste, bo tylko takie ma szanse wybrać prezydent USA. Jak to, czy 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy, którzy mają zostać wycofani z Niemiec, może trafić do Polski.
Czytaj więcej
Prezydent USA znów grozi wycofaniem amerykańskich wojsk z Republiki Federalnej. Jeśli to zrobi, może się okazać, że jesteśmy skazani na przywództwo...
W tej konwencji odpowiedź jest nie mniej prosta, niż pytanie. To parę krótkich zdań. Wszystko jest sprowadzone do personaliów. W tym przypadku dla Trumpa kluczowe jest więc to, że „lubi” Karola Nawrockiego. Podobnie jak wcześniej powodem „ukarania” Niemiec miało być to, że kanclerz powiedział prawdę o katastrofalnej kampanii irańskiej podkreślając, że Teheran „upokarza” Stany.
Na tym wszystko mogłoby się zakończyć. Wiadomo, Trump jednego dnia mówi jedno, aby następnego zapowiedzieć odwrotność. Jak słusznie zauważał już parę dni temu Donald Tusk, nie warto w imię podobnych deklaracji rozbijać jedności europejskiej i sprawić wrażenie, że się „podbiera” innym amerykańskie wojsko. Tym bardziej, że gdy idzie o obronę przed Rosją, prezydent USA okazał się marnym sojusznikiem, choćby przekreślając wszelkie programy pomocy dla Ukrainy.
Udział w kampanii w Iraku w 2003 r. nie przełożył się na więcej wojsk USA w Polsce
Tym razem jednak sprawa jest poważniejsza. Amerykanie faktycznie zamierzają zredukować swoją obecność wojskową w Europie. Komisarz ds. obrony UE Andrius Kubilius tłumaczył w tym tygodniu „Rzeczpospolitej”, że strategię w tej sprawie wyłożył mu wiceszef Pentagonu Elbridge Colby. Chodzi o przygotowanie się do scenariusza, w którym Rosja i Chiny wspólnie uderzają w Zachód. Wówczas Amerykanie nie będą w stanie jednocześnie stawić czoła takiemu przeciwnikowi na froncie azjatyckim (Pacyfiku) i bronić Europy. Przynajmniej gdy idzie o starcie konwencjonalne. Dlatego muszą wycofać część swoich wojsk na ten pierwszy odcinek, a Europejczyków przekonać do zwiększenia wysiłku obronnego.
Obok Polski najdalej w tym kierunku poszły Niemcy: Merz zapowiedział przekształcenie Bundeswehry w najpotężniejszą armię naszego kontynentu pomijając siły jądrowe. To znacznie solidniejsza strategia bezpieczeństwa niż enigmatyczne hasła wykrzyczane przez Trumpa przy huku śmigłowca.
Czytaj więcej
Gdy narasta rosyjskie zagrożenie, a Stany Zjednoczone ograniczają zaangażowanie w obronę Europy, wybór nowego kanclerza Niemiec Friedricha Merza mo...
W innych czasach, gdy toczyła się w 2003 r. kampania iracka, Polska też liczyła na przeniesienie amerykańskiej bazy Rammstein nad Wisłę. Po to wysłała wojska do Iraku i współpracowała z CIA w sprawie przetrzymywania amerykańskich więźniów. Nic za to jednak nie dostała. Dopiero Barack Obama podjął w 2016 r. decyzję o skokowym (do blisko 5 tys.) zwiększeniu liczby żołnierzy USA do Polski. Ale nie dlatego, że lubił tego czy innego polskiego prezydenta, tylko dlatego, że po aneksji przez Rosję Krymu wpisywało się to w ogólną strategię USA. Podobnie Amerykanie będą działali i teraz.