Dyskusja o sprawach międzynarodowych jest coraz bardziej przesycona epitetami. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz mówi, że Iran upokarza prezydenta Donalda Trumpa, zaś premier Donald Tusk w wywiadzie dla FT wyraża wątpliwość, czy artykuł piąty traktatu waszyngtońskiego wciąż obowiązuje. Tymczasem sens działania NATO polega na tym, by wrogowie uważali, że art. 5 działa, nim zdecydują się zaatakować. 

Co udało się osiągnąć Donaldowi Trumpowi w czasie wojny z Iranem?

Jedno jest pewne – wojna z Iranem wchodzi w trzeci miesiąc i przynosi tak dalekosiężne konsekwencje, że administracja Trumpa ich z pewnością nie przewidziała. Iran zrobił coś, czego nie śmiał uczynić od kilku dekad – zamknął cieśninę Ormuz i pokazał, że może wziąć na zakładnika cały świat. Ceny ropy wystrzeliły, w krajach Azji szybko przyszedł kryzys – wprowadzono pracę zdalną i zakaz noszenia marynarek, by oszczędzać energię na przejazdy i klimatyzację. Ceny ropy mocno uderzają w gospodarki Europy i USA. Irańczycy mają poważne karty w ręku.

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: Nowy układ sił w Europie

Z pewnością jednak nie mają żadnego interesu w dalszym prowadzeniu wojny. Doznali potężnych strat i potrzebują miliardów na odbudowę swojego kraju. Jak zauważa „New York Times”, przesunięcie się władzy z rąk duchownych w ręce wojskowych strażników rewolucji nie jest dobre dla swobód obywatelskich w tym kraju, gdyż to oni miażdżyli ostatnie protesty. Ale generałowie są bardziej pragmatyczni niż duchowni. Dlatego pojawiły się nawet z ich strony propozycje robienia interesów – wpuszczenia do Iranu amerykańskich firm i inwestycji – coś, co przez ostatnie dekady było nie do pomyślenia. Generałowie wiedzą bowiem – zauważa NYT –, że Trump jest biznesmenem i wejście do Iranu amerykańskich firm uniemożliwiłoby dalsze ataki w przyszłości. Paradoksalnie byłoby to duże osiągnięcie obecnego amerykańskiego prezydenta. kanclerz Niemiec może więc sobie wygłaszać publicystyczne tezy o „upokorzeniu” Trumpa, ale rzeczywistość w Zatoce Perskiej jest znacznie bardziej skomplikowana.

Friedrich Merz przedstawia koncepcję NATO 3.0, która bardzo podoba się administracji Donalda Trumpa. Co na to Polska?

Przy okazji warto zauważyć, że Merz gra swoją grę. Przyjęta właśnie przez Berlin strategia bezpieczeństwa oparta na odbudowie potencjału militarnego Niemiec została bardzo pozytywnie oceniona przez administrację Trumpa. Okrzyknięto ją planem budowy NATO 3.0. Merz z jednej strony więc krytykuje Trumpa, ale z drugiej buduje pozycję negocjacyjną Niemiec przed startem rozmów, które na nowo ułożą porządek bezpieczeństwa w Europie. Jeden z amerykańskich dyplomatów opowiadał mi niedawno o apetycie Waszyngtonu na stworzenie nowego ładu w Europie polegającego na bezpośrednich relacjach z Berlinem, ponad Unią Europejską. Jak widać, Amerykanie wcale nie chcą tu czekać na zwycięstwo AfD, by realizować taki projekt. A żeby było jeszcze ciekawiej, postulat remilitaryzacji Niemiec był jednym z punktów słynnego manifestu Palantira, zawierającego skrót tez książki Alexa Karpa i Nicolasa Zmiski.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Spór o AI. Czy twarde wartości zostaną zepchnięte w niebyt?

W tej układance Polska musi sobie dopiero znaleźć miejsce. I tak też należy rozumieć dość ryzykowną wypowiedź Tuska. Może ona Polsce zaszkodzić, jeśli nie uda nam się dogadać z Niemcami i Amerykanami. A jeśli się uda, będziemy ją chwalić. Na razie wiemy jedno – Tusk mocno zaryzykował.