Reklama

Bogusław Chrabota: Czy Paulina Hennig-Kloska winna pójść na kolanach do Canossy?

Spotkanie minister klimatu i środowiska z klubem Polski 2050 było planowane jako forma rewanżu na secesjonistce. W kręgu byłych towarzyszy partyjnych królowałyby emocje, które nie powinny wpłynąć na głosowanie koalicyjne.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska podczas posiedzenia rządu.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska podczas posiedzenia rządu.

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Czy Paulina Hennig-Kloska powinna wybrać się do Canossy? Gdyby jej grzech był rzeczywiście tak wielki, jak uważa się w Polsce 2050, to może i powinna. Ale grzechu nie ma. Jest polityka. I to ona rozstrzyga o wyborach, postawach i ostatecznie losach uczestników tej wielkiej gry.

Trudno mieć wątpliwości, że zaproszenie pani minister Pauliny Hennig-Kloski na spotkanie z sejmowym klubem Polski 2050, to nic innego jak polityczny rewanż za jej bunt i secesję. Sprawy merytoryczne, choć ważne, są tu drugorzędne. Wątpliwości wobec jej działań w Ministerstwie Klimatu i Środowiska można było wyrazić w inny sposób, pytania zadać podczas obrad komisji sejmowych. Wezwanie przed trybunał złożony z jej byłych koleżanek i kolegów z partii Szymona Hołowni było planowane jako polityczna zemsta, rodzaj upokorzenia, figura znana z historii jako „pójście do Canossy”.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama