Czy Paulina Hennig-Kloska powinna wybrać się do Canossy? Gdyby jej grzech był rzeczywiście tak wielki, jak uważa się w Polsce 2050, to może i powinna. Ale grzechu nie ma. Jest polityka. I to ona rozstrzyga o wyborach, postawach i ostatecznie losach uczestników tej wielkiej gry.
Trudno mieć wątpliwości, że zaproszenie pani minister Pauliny Hennig-Kloski na spotkanie z sejmowym klubem Polski 2050, to nic innego jak polityczny rewanż za jej bunt i secesję. Sprawy merytoryczne, choć ważne, są tu drugorzędne. Wątpliwości wobec jej działań w Ministerstwie Klimatu i Środowiska można było wyrazić w inny sposób, pytania zadać podczas obrad komisji sejmowych. Wezwanie przed trybunał złożony z jej byłych koleżanek i kolegów z partii Szymona Hołowni było planowane jako polityczna zemsta, rodzaj upokorzenia, figura znana z historii jako „pójście do Canossy”.
Czy Paulina Hennig-Kloska popełniła błąd?
Dlatego nie dziwię się, że Hennig-Kloska na wezwanie się nie stawiła. Choć oczywiście mogła odpowiedzieć inaczej, niż tłumaczyć się w ostatniej chwili, że miała inne plany. Mogła coś zaproponować, stworzyć pozory, że jest gotowa na dialog.
Czytaj więcej
Nie wykluczam rządu Mateusza Morawieckiego z Donaldem Tuskiem. To zależy, w którą to stronę pójdzie – powiedziała dr Anna Materska-Sosnowska, polit...
Przyglądam się całej tej sytuacji z wyjątkowym zażenowaniem. Przede wszystkim dlatego, że dzieje się to wszystko w środowisku, które miało wnieść nową jakość do polityki. Niestety zawiodło swoich wyborców.
W pierwszej kolejności partia ta nie utrzymała jedności, co w przekonaniu większości Polaków politycznie dyskwalifikuje. Szczególnie dziwię się ministrze Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. Po tym, jak wygrała partyjne wybory powinna była zrobić wszystko, by utrzymać jedność partii. Kupić sobie zaufanie konkurentów, obłaskawić ich i wspólnymi siłami odzyskać nadwyrężone zaufanie wyborców. Co więcej, jedność, wzmocnienie formacji byłoby dla niej prostą (i jedyną) ścieżką do wymarzonego fotela wicepremiera. Namawiałem ją na tych łamach do takiego scenariusza. Poszła niestety w kompletnie przeciwnym kierunku i dopuściła do rozłamu. A piękna idea nowej jakości w polskiej polityce prysnęła jak mydlana bańka.
Nie wnikam, czy przewodnicząca była temu winna, czy nie. Odpowiedzialność za jedność zawsze spoczywa na liderze. Silny lider ją utrzymuje, słaby nie daje rady. Tę właśnie złotą myśl dedykuję szefowej Polski 2050 w związku z kluczowym dla jej partii (mniej koalicji) momencie głosowania nad wotum nieufności dla Pauliny Hennig-Kloski.
Co zrobi Donald Tusk?
Publiczne droczenie się z Tuskiem ("Język ultimatum to łamanie umowy. Koalicja budowana na przemocy to droga do katastrofy") to droga na manowce. A potencjalny bunt skończy się wykluczeniem głosujących z opozycją z koalicji i „wyciągnięciem jak ulęgałki” przez premiera do KO (możliwe, że z przystankiem w klubie Centrum) większości posłów Polski 2050.
Silny lider, jakim jest Donald Tusk, nie będzie tolerował buntu wśród koalicjantów. Nie podda się szantażowi, ani nie będzie brał jeńców, a jedność utrzyma za wszelką cenę. Dlatego publiczne droczenie się z Tuskiem „Język ultimatum to łamanie umowy. Koalicja budowana na przemocy to droga do katastrofy” to droga na manowce. A potencjalny bunt skończy się wykluczeniem głosujących z opozycją z koalicji i „wyciągnięciem jak ulęgałki” przez premiera do KO (możliwe, że z przystankiem w klubie Centrum) większości posłów Polski 2050.
Czytaj więcej
Co dalej z koalicją rządzącą? - Pytam się, czy ktoś chce tę koalicję zniszczyć? Na pewno nie Polska 2050 - mówiła w Katowicach minister Katarzyna P...
Po co to piszę? Bo czuję coraz większy niesmak wobec obłudy Polski 2050 (poseł Śliz tłumaczący, że spotkanie z Pauliną Hennig-Kloską) i widząc perspektywę zderzenia się niegdyś lubianej przeze mnie formacji ze ścianą, chcę jej członków przed tym ustrzec. Chyba że za ścianą czeka z rozwartymi ramionami Adrian Zandberg. Gdyby tak było, to byłaby to już zupełnie inna historia.