F-35 Husarz, którego witamy 12 czerwca w Polsce, to myśliwiec, o którym Moskwa może tylko marzyć. Na polskim niebie pojawia się samolot, który przewyższa wszystko, co ma dziś w swoim arsenale Rosja.
F-35 – samolot piątej generacji, który dziś wygrywa z konkurencją
Husarze to pierwsze w służbie naszych Sił Powietrznych „niewidzialne” (stealth) samoloty piątej generacji. Jest też prawie pewne, że do zamówionych już 32 takich maszyn dołączą w przyszłości 32 kolejne. Polska stanie się tym samym jednym z większych użytkowników samolotów tego typu w Europie, ustępując jedynie Włochom i Wielkiej Brytanii. Cała europejska flota F-35 powinna w perspektywie najbliższej dekady wzrosnąć do około 650-700 maszyn.
Myśliwce piątej generacji
Skala globalna robi jeszcze większe wrażenie. Lockheed Martin dostarczył już blisko 1 300 takich samolotów, z czego rekordowe 191 sztuk w samym 2025 roku. Łączne zamówienia i programy docelowe opiewają na ponad trzy tysiące egzemplarzy, które trafią do około 20 państw. Już dziś F-35 jest liczniejszy niż wszystkie pozostałe samoloty piątej generacji na świecie razem wzięte. Maszyny te zdążyły już zresztą zapisać się w historii polskiego nieba jeszcze przed przylotem Husarzy. To natowskie F-35 strącały rosyjskie drony nad Polską, w pierwszym bojowym użyciu tych samolotów w przestrzeni powietrznej na wschodniej flance Sojuszu.
Myśliwce piątej generacji. Rosja dopiero się uczy
Tymczasem Rosja dopiero uczy się samolotów piątej generacji. Jej sztandarowy projekt Su-57 stał się dla rosyjskiego przemysłu lotniczego sporym wyzwaniem. Liczba wyprodukowanych seryjnie maszyn nie przekracza 30 sztuk. Sukcesy eksportowe są równie skromne. Jedynym zagranicznym klientem pozostaje Algieria, która zamówiła kilkanaście egzemplarzy wersji Su-57E.
F-35 Lightning II
Z kolei mający uratować rosyjski program piątej generacji Su-75 Checkmate, zaprezentowany z wielką pompą na salonie lotniczym MAKS w 2021 roku jako tani myśliwiec na eksport, nadal istnieje jedynie jako projekt i makieta, a nie produkcyjny samolot. Terminy jego oblotu przesuwano już kilkukrotnie.
Swoich maszyn piątej generacji Rosji nie udało się wcisnąć ani Indiom, ani Chinom, czyli klientom, na których Kreml liczył najbardziej. New Delhi wycofało się ze wspólnego z Rosją programu myśliwca piątej generacji już w 2018 roku i mimo ponawianych ofert, łącznie z propozycją licencyjnej produkcji Su-57E na miejscu, kontraktu do dziś nie podpisało. Pekin, który kupował jeszcze Su-35, na Su-57 nawet nie spojrzał. Ma przecież własne, produkowane masowo samoloty J-20.
Korea Południowa i Turcja wyprzedzą Rosję w wyścigu do myśliwca piątej generacji?
Paradoksalnie bardziej prawdopodobne jest dziś to, że produkcję seryjną nowo opracowanych myśliwców szybciej rozkręcą Korea Południowa i Turcja niż Rosja. Koreański KF-21 Boramae, formalnie maszyna generacji 4,5 (ale z planem dojścia do generacji piątej), ma trafić do pierwszej jednostki liniowej jeszcze w tym roku. Turecki KAAN, aspirujący do piątej generacji, lata od 2024 roku i zdążył już zebrać pierwsze zamówienie eksportowe z Indonezji. Mówimy o dwóch krajach, które jeszcze dekadę temu myśliwców w ogóle nie projektowały, a dziś wyprzedzają w wyścigu mocarstwo szczycące się stuletnią tradycją przemysłu lotniczego. W momencie zatem, gdy cały świat myśli o samolotach szóstej generacji, a USA i Chiny prowadzą w tym zakresie intensywny wyścig, Rosja dopiero stara się dogonić generację piątą.
Czytaj więcej
Polskie Siły Powietrzne już dziś muszą szukać następcy samolotu F-16. I choć najlepszym wyborem byłby udział w programie samolotu szóstej generacji...
Polska już te samoloty ma. I warto o tym pamiętać. Warto też pamiętać, co maszyny tej klasy pokazują w starciach ze starszymi konstrukcjami. Podczas amerykańskich ćwiczeń Red Flag, uchodzących za najwierniejszą symulację realnej wojny powietrznej, F-35 osiągał stosunek zestrzeleń 20 do 1 w starciach z maszynami generacji czwartej. Nawet jeśli uznać ten wynik za „poligonową fikcję” i zawyżony (przeciwnikiem nie były wszak najnowsze rosyjskie konstrukcje), skala przewagi mówi sama za siebie.
MON dziękuje podatnikom za Husarzy. I bardzo dobrze
32 Husarze to potencjał, którego nie da się przeliczyć jeden do jednego na żadną liczbę rosyjskich maszyn generacji 4 i 4+. To po prostu inna epoka. I przepaść, którą Rosjanom będzie trudno przeskoczyć.
To dobrze, że rząd zdecydował się pokazać nowe myśliwce obywatelom. Zresztą sam MON nazwał czerwcowy rajd Husarzy nad polskimi miastami podziękowaniem dla podatników. I bardzo dobrze, bo jest za co dziękować. Wydatki na obronność sięgną w tym roku rekordowych 200 mld zł, czyli blisko 5 procent PKB. To najwyższy wskaźnik w całym NATO. Każdy złoty z tej kwoty pochodzi z naszych podatków albo z długu, który również my, podatnicy, będziemy prędzej czy później spłacać. My, nasze dzieci, a niewykluczone, że także wnuki.
Czytaj więcej
Trzy pierwsze myśliwce F-35 Husarz przemkną na niskim pułapie nad Wawelem, Westerplatte i Wisłą w Warszawie. Na amerykańskie F-35 postawiła nie tyl...
Warto o tym wszystkim pamiętać. F-35 to nie są myśliwce kupione przez PiS czy obecną koalicję rządzącą. To samoloty, które kupiliśmy wszyscy. I które będą nas strzec niezależnie od tego, kto wygra wybory.
Kontrakt podpisano na początku 2020 roku, pierwsze samoloty wylądowały w Łasku ponad sześć lat później, już za rządów zupełnie innej koalicji, a ostatnie dotrą do Polski pod rządami gabinetu, którego składu dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć.