Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej i lidera Polski 2050, powiedziała w czwartek w studiu Rzeczpospolitej na EKG 2026 w Katowicach wprost, że w rządzie obserwuje zachowawcze podejście do większych zmian. - Mam poczucie, że nie ma gotowości do bardzo wielu absolutnie koniecznych zmian. Jest za dużo takiego "żeby było tak, jak było" - odpowiedziała w kontekście pytania o rozmowy z premierem Donaldem Tuskiem w sprawie podniesienia drugiego progu podatkowego, co jest flagową obietnicą i projektem Polski 2050. - Jakieś półtora roku temu ja byłam pierwszą, która powiedziała, że trzeba wprowadzić podatek od nadmiarowych zysków banków. Wrzask, że nie, że absolutnie skandal, w ogóle masę bankowców natychmiast w mediach, że to na klientów zostanie przerzucone. Dzisiaj mamy taki podatek. Kilka miesięcy argumentowania, działania, Przekonywania jest. I tak się dzieje każda poważna zmiana. Trzeba ją zaproponować, tłumaczyć, argumentować, czasem przy niej stanąć bardzo stanowczo. I wtedy ona się zdarzy. Siedząc w marazmie, w strefie komfortu - nic nie zdarzy - mówiła Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Reklama
Reklama

Bunt przeciwko, czy za? O co chodzi w kontrze do III RP

Na czapce Pełczyńskiej-Nałęcz, którą nosi na zdjęciach w mediach społecznościowych, widnieje napis „Rebeliantka III RP". Zapytana na otwarcie rozmowy, przeciwko czemu się konkretnie buntuje, odpowiedziała nieoczekiwanie: - To jest rebelia za, nie przeciw. Za zmianą, za odwagą, za wyjściem ze strefy komfortu. Ale nie przeciwko konkretnemu wrogowi - przyznaje minister funduszy. Konkretny test tej rebelii to projekt podwyższenia drugiego progu podatkowego z obecnych 120 tysięcy złotych do 140 tysięcy. Polska 2050 złożyła go w Sejmie. Problem w tym, że premier Tusk jak dotąd nie sygnalizuje gotowości do przeprowadzenia ustawy. Pełczyńska-Nałęcz jako ilustrację podała historię podatku bankowego: - Jakieś półtora roku temu byłam pierwszą, która powiedziała, że trzeba go wprowadzić. Wrzask, że nie, że absolutnie skandal. Dzisiaj mamy taki podatek. Kilka miesięcy argumentowania, przekonywania - i jest - podkreśla w rozmowie z "Rzeczpospolitą".