Partner rozmowy: Totalizator Sportowy
Jak dużym i dotkliwym zjawiskiem jest szara strefa w sektorze gier liczbowych i kasyn online?
Oceny są różne. Z części raportów wynika, że w segmencie kasyn online, czyli najbardziej wrażliwego sektora tego rynku, szara strefa stanowi 40 proc. Czyli 60 proc. rynku należy do jedynego legalnego kasyna w Polsce, prowadzonego w ramach monopolu państwowego przez Totalizator Sportowy. Z naszych szacunków, opartych na własnych analizach oraz danych z Ministerstwa Finansów, wynika, że kontrolujemy w tej chwili od 70 do 80 proc. rynku.
Zjawisko szarej strefy oczywiście istnieje, zresztą nie tylko w Polsce – jest obecne na całym świecie. Zniknęły granice fizyczne, internet daje możliwość organizacji hazardu zdalnego. Serwery stoją w Afryce i Azji, oferują usługi na całym świecie ponad granicami politycznymi i administracyjnymi. Walka z szarą strefą jest oczywiście także w naszym interesie, natomiast to jest zadanie przede wszystkim dla służb państwowych.
Jest też pomysł, żeby zwalczyć szarą strefę poprzez zniesienie monopolu państwa i legalizację innych podmiotów. Czy to dobry pomysł?
Uważamy, że monopol państwa leży w jak najlepiej rozumianym interesie społecznym.
Jest tak z kilku powodów. Ustawodawca, pracując nad ustawą wprowadzającą monopol, ale także nad regulacjami dotyczącymi wszystkich form gier na pieniądze w Polsce, miał na uwadze dwa cele. Z jednej strony bezpieczeństwo obywateli, a z drugiej przychody do budżetu państwa.
Totalizator Sportowy nie jest monopolistą – wykonuje monopol państwa w obszarach określonych w ustawie. Z gier liczbowych i loterii pieniężnych odprowadza do budżetu państwa dopłaty do czterech funduszy, w tym dwóch najistotniejszych – Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej oraz Funduszu Promocji Kultury. W związku z czym w zeszłym roku na kulturę i sport było to 1,5 mld zł oraz 3,5 mld zł podatków, które bezpośrednio trafiają do budżetu. I naprawdę nie widzimy powodu, żeby ten dobrze funkcjonujący mechanizm w jakiś brutalny sposób zniszczyć.
W tym momencie do walki z szarą strefą są inne drogi i inne metody. Oczywiście, w naszej ocenie najbardziej newralgiczną sprawą jest możliwość przesyłania środków do nielegalnych kasyn. Do momentu, kiedy będą do nich trafiać pieniądze, będzie istniał proceder szarej strefy. Te kwoty nie trafiają do nielegalnych operatorów z Księżyca, ale często za pośrednictwem legalnych, funkcjonujących na całym świecie pośredników płatności. Jeżeli gracz widzi na stronie logotyp znanego operatora płatności, to tylko uwiarygadnia to kasyno w jego oczach. Gracz bardzo często nie wie, że korzysta z nielegalnego hazardu.
Wychodzimy z założenia, że liberalizacja rynku to eksperyment na żywym organizmie. Monopol funkcjonuje choćby w Norwegii i Austrii, a na przykład w Holandii jego likwidacja skutkuje ogromnymi kosztami społecznymi, które spadają na państwo. Zgodnie z prawem UE likwidacja monopolu to droga w jedną stronę, nie ma w zasadzie szans na powrót. Holendrzy do dzisiaj płaczą, a zliberalizowali swój rynek. Przykładowo – przed liberalizacją w kasynach internetowych było zarejestrowanych 400 tys. kont. Po liberalizacji jest ich 3,5 mln, bo na rynek hazardowy weszła masa ludzi, którzy wcześniej w nim nie uczestniczyli.
Ale też pojawia się pytanie, co tracimy przez te 20 czy 30 proc. szarej strefy na rynku hazardowym w Polsce?
Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Ortodoksi, którzy działają na rzecz liberalizacji rynku, będą przekonywać, że tracimy miliardy złotych. To nieprawda. Jeżeli już, to tracimy setki milionów. Z drugiej strony my, stojąc na straży monopolu państwa i wynikającego z niego – naszym zdaniem dobrze pojętego – interesu publicznego, uważamy, że na tej drugiej szali leży bezpieczeństwo graczy. Przede wszystkim, gdy jest wiele podmiotów, to jest między nimi naturalna konkurencja, a to oznacza nasilenie działań marketingowych. Nie mamy wątpliwości, że mimo zakazów ustawowych konkurencja o gracza będzie skutkowała jakimiś formami reklamy, nawet w drodze obchodzenia ustawy. Poza tym szersza dostępność legalnych podmiotów w internecie może zadziałać tak jak na rynku holenderskim, czyli więcej osób, które wcześniej nie korzystały z hazardu internetowego, włączy się w ten rynek. A to może rodzić uzależnienia, czyli poważne konsekwencje społeczne, których koszty da się wyliczyć finansowo.
No tak, ale uzależnić się można również od hazardu u państwowego monopolisty.
Oczywiście, zdajemy sobie z tego sprawę. Stąd mamy cały system – z jednej strony ważenia wpływów, a z drugiej zaangażowania społecznego Totalizatora, a także obszar dla nas najważniejszy, czyli troskę o bezpieczeństwo naszych graczy. Mamy limity kwotowe, które ustala sobie gracz, mamy limity czasu gry, jaki gracz spędza na naszej platformie. Mamy możliwość obserwacji każdego gracza nawet przy pomocy sztucznej inteligencji. Jeżeli zmienia się profil jego gry – czyli np. stawiał małe kwoty, a zaczyna dużo większe, grał rzadko, a zaczyna częściej – dzwoni do niego nasz opiekun, psycholog i pyta, co się dzieje, czy potrzebuje pomocy, czy jego model gry nie staje się ryzykowny. Troska o naszych graczy, o ich bezpieczeństwo, o to, żeby dostępu do hazardu nie mieli nieletni, jest dla nas nadrzędna i najważniejsza.
Co również istotne, z badania „Postawy Polaków wobec gier hazardowych”, przeprowadzonego przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna dla Centrum im. Adama Smitha, wynika, że 62 proc. badanych Polaków uważa, że większa dostępność kasyn online to większe uzależnienie u młodych dorosłych. 71 proc. z nich uważa, że dostępność do kasyn internetowych w Polsce powinna być niewielka, a ponadtrzykrotnie więcej badanych Polaków popiera właśnie monopol państwa, niż jest mu przeciwnych. Wyniki te jasno pokazują podejście społeczeństwa do zmian w tym obszarze, bo model monopolu jest po prostu najbezpieczniejszy.
—rozm. mp
Partner rozmowy: Totalizator Sportowy