Czy działania planowane w ramach budowy local content rzeczywiście pozwolą na rozszerzenie udziału polskich firm w procesie inwestycyjnym? O szansach i wyzwaniach z tym związanych rozmawiano podczas debaty zorganizowanej w siedzibie TDJ „Ile Polski w polskiej gospodarce? Komponent krajowy w erze globalnej konkurencji” w trakcie XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Definicja local content

Jak podkreślał Tomasz Domogała, właściciel rodzinnej firmy inwestycyjnej TDJ, Europa straciła swoje przewagi, które pozwalały jej przez lata konkurować na rynkach światowych. W tej sytuacji koniecznością staje się ochrona rynku wewnętrznego i promowania lokalnych producentów, by produkcja pozostawała w UE. Definicja local content była potrzebna. Ujmuje ona wagi mające zmierzyć krajowy potencjał. Wymagania zawarte w Kodeksie dobrych praktyk, także menedżerskie, są wartościowe i warto je stosować – mówił. Według niego kluczowe będzie wdrożenie KPI, które umożliwią obiektywną ocenę skuteczności wdrażania tej polityki.

W tworzenie definicji local content zaangażowane były także prywatne firmy skupione w organizacjach branżowych. – Pracodawcy RP byli aktywnym graczem w budowaniu przyjętej definicji local content – podkreślała Joanna Makowiecka-Gatza, prezes zarządu Pracodawców RP. – Jestem praktykiem zamówień publicznych i mogę powiedzieć, że budując przez wiele lat różne obiekty infrastrukturalne w kraju nie oczekiwaliśmy, że ta definicja będzie bardzo precyzyjna, zamykająca, bo to po prostu byłoby niemożliwe. Jest ona na tyle pojemna, że będzie odporna z punktu widzenia bezpieczeństwa i jednocześnie zgodna z prawem Unii Europejskiej przy ewentualnych problemach prawnych związanych z możliwym kwestionowaniem takiej preferencji – dodała Joanna Makowiecka-Gatza.

Mateusz Kacprzak, Country Head of Corporate and Investment Banking Poland wskazał, że mimo opracowania definicji są to cały czas wytyczne niewiążące. – W praktyce zobaczymy, jaka jest ich realna interpretacja i co z tego będzie wynikać. Na poziomie intencji możemy mówić wiele, ale dopiero na etapie implementacji zobaczymy, czy i jak ten mechanizm zadziała w szczegółach. Powinniśmy sobie także zadać pytanie, ile państwa powinno być w gospodarce i czy rzeczywiście poprzez ingerencje rządowe będziemy tworzyć lokalną siłę, czy wręcz odwrotnie – powinniśmy szerzej uwalniać pewne sektory gospodarki – powiedział.

Mariusz Jaszczyk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju ds. finansów i rozwoju, podkreślił, że PFR rozwija podejście oparte na local content od początku swojej działalności, jeszcze zanim samo pojęcie zaczęło być szeroko obecne w debacie gospodarczej. Jak zaznaczył, kluczowe znaczenie ma nie tylko formalne pochodzenie firmy.

– Patrząc przez pryzmat naszych doświadczeń, istotne jest w kontekście local content przede wszystkim to, gdzie firma jest zarejestrowana, gdzie pozostaje wartość dodana, gdzie płacone są podatki i gdzie rozwijane oraz transferowane są kompetencje badawczo-rozwojowe. To właśnie te elementy pokazują, czy dany projekt rzeczywiście wzmacnia krajową gospodarkę – powiedział Mariusz Jaszczyk.

Mirosław Czekaj, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego, podobnie jak przedstawiciel PFR wskazał, że BGK jako polski bank rozwoju od lat rozwija krajowy pierwiastek w przetargach. Podkreślił, że w ostatnim czasie świadomość takim uwarnkowań ogromnie wzrosła u wszystkich uczestników rynku. – W kontekście local content szczególnie ważne jest to, gdzie mieści się ostateczny beneficjent, kto będzie miał wpływ na podejmowanie najważniejszych decyzji m.in. w obszarach infrastruktury kluczowej, infrastruktury obronnej czy energetyki – powiedział.

Artur Dela, założyciel i prezes Eneris wskazał, że podejście local content to nie jest protekcjonizm. – On nigdy na dłuższą metę się nie sprawdza. Z kolei local content to w praktyce faworyzowanie lokalnego kapitału, aby mógł pracować dalej. Musimy też inwestować w innowacje, bo bez nich nie będziemy w stanie tego zrobić. Same spółki Skarbu Państwa tego nie zrobią. Potrzeba kapitału prywatnego, który często ma większą odporność na ryzyko i na inwestowanie – powiedział 

Potrzeba odwagi

Tomasz Domogała wrócił do kwestii znaków zapytania, które się pojawiły przy ogłaszaniu definicji local content. – Mam obawy, czy ogłoszone mechanizmy wystarczą. Obawiam się, że to wciąż za mało. Trzeba szukać kolejnych kroków prowadzących do tego, żeby to było skuteczne. Trzeba dostrzec konflikt interesów między zarządem spółki Skarbu Państwa a interesem gospodarczym kraju – bo to nie zawsze jest to samo. Zarząd spółki Skarbu Państwa, często spółki giełdowej, ma akcjonariuszy i odpowiada za wzrost wartości firmy. Powinien podejmować decyzje najbardziej optymalne z punktu widzenia spółki – mówił właściciel TDJ.

– Na przykład, jeżeli zostanie ogłoszony przetarg na magazyn energii takiej wielkości, przy której żadna firma z Polski nie ma referencji, dodatkowo sprawdzony w świecie konkurent chiński złoży ofertę o kilka procent tańszą od oferty firmy z Polski, to z punktu widzenia zarządu spółki zamawiającej wybór jest prosty – należy wybrać ofertę tańszą i z mniejszym ryzykiem. Nie uwzględnia to jednak interesu państwa, czyli płaconych przez obie firmy podatków, miejsca zatrudnienia i budowanych w kraju kompetencji. Wątpię, aby wypracowane do dzisiaj mechanizmy w formie dobrych praktyk wystarczyły, by zarządy mogły w transparentny, merytoryczny i bezpieczny dla siebie sposób przedkładać interes narodowy nad interesem zarządzanej przez siebie spółki – wskazywał Tomasz Domogała. Dodał, że jeśli spojrzeć na historię europejskich firm, które zostały liderami swoich branż, to w ich początkowym okresie istniał konkretny, finansowy mechanizm wsparcia zwiększający konkurencyjność firm z większym udziałem local content w oczach zamawiającego.

Mariusz Jaszczyk, wiceprezes PFR zwrócił uwagę, że odpowiednie konstruowanie zamówień może zwiększać udział polskich przedsiębiorstw w dużych projektach inwestycyjnych. Jako przykład wskazał możliwość dzielenia większych postępowań na mniejsze części, co pozwala lokalnym firmom skuteczniej konkurować o zamówienia.

– Przy projektowaniu warunków zamówienia warto brać pod uwagę nie tylko cenę, ale również strukturę łańcucha dostaw, bezpieczeństwo realizacji czy ślad węglowy. Lokalne firmy często mogą odpowiadać na te kryteria bardzo dobrze, bo działają bliżej miejsca inwestycji, skracają łańcuch dostaw i wzmacniają odporność całego procesu – dodał wiceprezes PFR.

Joanna Makowiecka-Gatza dodała, że praca nad definicją local content pokazywała, jak ważne jest dostosowanie specyfikacji istotnych warunków zamówienia (SIWZ). – Praktyka będzie niezwykle istotna, to, w jaki sposób w danym sektorze, w danej branży można w dużej mierze realizować local content w prawie 100 proc. Nie zawsze jest to możliwe, np. ze względu na dojrzałość technologii – powiedziała.

Wskazała, że definiowanie warunków przetargów, na bazie których będą wybierani kontrahenci, i odejście od ceny jako głównego kryterium,  wymaga odwagi i jest technicznie trudne. – Dla zarządów spółek Skarbu Państwa kryterium ceny jest bezpieczne. Będziemy się musieli jednak nauczyć, żeby podejmować bardziej odważne decyzje, gdzie cena nie będzie kryterium decydującym. Musi się także pojawić praktyka wyboru krajowych firm – podkreśliła prezes Pracodawców RP.

Szansa w partnerstwie publiczno-prywatnym

Mirosław Czekaj wskazał, że aby sytuacja się zmieniła, potrzeba dłuższej perspektywy. – Jesteśmy w fazie wzrastających nakładów na energetykę. BGK podpisał w ramach KPO umowy na 90 mld zł, większość właśnie na rzecz wsparcia energetyki. Mamy także program „Polska Zbrojna”, który będzie wykorzystywał środki europejskie. Dodatkowo uruchamiamy spółkę specjalnego przeznaczenia Chrobry, która będzie finansowała zadania z zakresu obronności poprzez środki pożyczkowe i kapitałowe. Łącznie będzie to ponad 22 mld zł.

– Ważne jest, aby we wszystkich przedsięwzięciach dawać szansę na budowanie potencjału polskich przedsiębiorstw. Chodzi o to, by także instytucje rozwoju udzieliły im wsparcia poręczeniowego, kredytowego, kapitałowego. To pozwoli rosnąć im wraz z dużymi inwestycjami i kontraktam w Polsce po to, żeby mogli skalować działalność i wyszli już poza local content i działali na poziomie europejskim bądź światowym, bazując na doświadczeniach właśnie z dużych inwestycji w Polsce – tłumaczył Mirosław Czekaj.

Mateusz Kacprzak dodał do listy wątpliwości obserwację, że zarządy państwowych spółek stoją często przed naturalnymi ograniczeniami wynikającymi ze specyfiki tych organizacji, które utrudniją podejmowanie optymalnych decyzji. – Jeśli już okazuje się, że pewne inwestycje są zbyt duże, by realizował je wyłącznie sektor prywatny, wtedy odpowiedzią może być partnerstwo publiczno-prywatne. Partnerzy publiczni i prywatni dzieliliby się odpowiedzialnością i decyzyjnością zgodnie z indywidualnymi kompetencjami – powiedział dyrektor zarządzający w UniCredit.

W kontekście wytycznych Tomasz Domogała wskazał, że „zarządzamy tylko tym, co mierzymy”. – Dlatego jeżeli usłyszeliśmy, że istnieją KPI dla monitorowania skuteczności implementacji local content, to my chętnie byśmy je poznali. Powinien istnieć konkretnie jeden KPI, koniecznie tak samo liczony dla wszystkich spółek, by uniknąć local-washingu. Obiektywne monitorowanie progresu byłoby fantastycznym i naturalnym kolejnym krokiem w implementacji tej idei – powiedział.

Mateusz Kacprzak dodał, że aby podejmowane decyzje szły w oczekiwanym kierunku, ich efekty muszą być weryfikowane. – Bez weryfikacji wdrażanych KPI i wpływu na wynagrodzenie osób podejmujących decyzje pozostanie to tylko w sferze deklaracji – podsumował przedstawiciel UniCredit.