Partner relacji: Polska Izba Gospodarcza Branży Bukmacherskiej i Rozrywkowej
Nowy raport dotyczący szarej strefy w hazardzie online zaprezentowali na Europejskim Kongresie Gospodarczym Adam Lamentowicz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Branży Bukmacherskiej i Rozrywkowej, oraz Ed Birkin, dyrektor H2 Gambling Capital. Główny wniosek raportu jest prosty: obecny monopol państwowy w hazardzie online nie przyczynia się do zmniejszenia szarej strefy, tylko ją utrwala.
Kto gra nielegalnie?
Gdy jest tylko jeden legalny operator, gracze z różnych względów – bonusy, rejestracja, brak limitów – będą wybierać operatorów nielegalnych. 1,5 mln graczy w Polsce jest poza jakąkolwiek kontrolą państwa – twierdzą autorzy raportu. To ma wymierne straty dla budżetu państwa. W latach 2009–2010 szara strefa obejmowała 100 proc. rynku hazardowego online. Dziś to ok. 40 proc. To oznacza, jak zauważył Lamentowicz, że postęp jest faktem. – Zatrzymaliśmy się w miejscu, które nie daje podstaw do spokoju – przyznał. Szacunkowo szara strefa to kwota ok. 74 mld zł w obrocie.
Zgodnie z wnioskami z raportu H2 Gambling Capital problem nie jest oczywiście tylko polski – występował bowiem wszędzie tam, gdzie działał model oparty na jednym operatorze. W krajach, gdzie jest inaczej – np. w Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Czechach – około 80–90 proc. graczy gra legalnie. W Polsce to tylko 60 proc. – W przeprowadzonym przez nas badaniu ponad 1000 graczy uczestniczących w hazardzie online w Polsce aż 51 proc., czyli ponad połowa, nie wiedziało, że Total Casino jest jedynym legalnie działającym kasynem online w kraju. Gracze nie tylko świadomie wybierają nielicencjonowanych operatorów, ale większość korzysta z nielegalnych serwisów, nie mając pojęcia, że są one nielegalne. To bezpośredni efekt ograniczeń reklamowych nałożonych na legalnych operatorów – mówił Birkin w trakcie prezentacji raportu.
Polski hazard bez strategii
To wszystko przekłada się na straty dla budżetu. I to bardzo wymierne. – Od wprowadzenia ustawy w 2017 r. mówimy o 9 mld zł utraconych podatków. Jeżeli nic się nie zmieni, między latami 2026 a 2030 dojdzie kolejne 9 mld zł – podkreślał w Katowicach Lamentowicz. – Mówimy o znacznych pieniądzach, które wyciekają ze Skarbu Państwa, mówimy o depozytach graczy, którzy nie są chronieni, mówimy o problemie odpowiedzialnej gry, który w tym momencie nie ma zastosowania, bo ci klienci są poza systemem, nie możemy ich chronić i nie możemy w żaden sposób stosować limitów ani dziennych, ani tygodniowych, ani jakichś innych narzędzi, aby chronić bezpieczeństwo graczy – podkreślił.
Co dalej? – Polska ma strategie dla sektora paliwowego, energetycznego, recyklingowego, alkoholowego, tytoniowego i wielu innych dziedzin gospodarki. Szkoda, że hazard takiej strategii nie ma. Efekt jest taki, że dryfujemy: utrzymujemy status quo, zarządzamy sytuacją na bieżąco, ale nie myślimy perspektywicznie. To właśnie jest celem naszej działalności. Pokazywać, co robią inne rynki, co dzieje się za granicą i jakie gotowe rozwiązania Polska mogłaby wdrożyć. Zacząć dyskutować, konsultować i myśleć o tym sektorze całościowo – mówił Lamentowicz.
Zdaniem Birkina obecna sytuacja w Polsce wymusza zmiany. – Jeśli spojrzymy na Austrię, Finlandię i Norwegię, to średni udział legalnego rynku kasyn online przy modelu monopolistycznym wynosi tam ok. 25–30 proc. Fakt, że Polska osiąga 60 proc., jest, szczerze mówiąc, wyjątkowy. Można krytykować i mówić, że za mało robi się przeciwko nielegalnemu rynkowi. Być może. Ale kanalizacja [udział legalnego rynku – red.] przy obecnych regulacjach jest bardzo, bardzo silna. Z mojego punktu widzenia, jeśli chce się osiągnąć wyższy wskaźnik, musi to nastąpić przez zmianę regulacyjną rynku. Bo jeśli chodzi o to, co można uzyskać przy obecnych przepisach, to nie sądzę, żeby mogło być lepiej, niż jest teraz – powiedział Birkin.
W Katowicach wybrzmiewało też, że Finlandia w 2027 r. otwiera rynek, a Austria jest w trakcie procesu konsultacji.
Partner relacji: Polska Izba Gospodarcza Branży Bukmacherskiej i Rozrywkowej