Partner rozmowy: Baker McKenzie Polska

Jak biznes odnajduje się w czasach obecnej geopolitycznej zawieruchy?

Sądząc po ilości pracy, jaką mamy w Baker McKenzie - biznes nie tylko musi się odnaleźć w nowych warunkach, ale faktycznie już to robi. Siłą naszej kancelarii jest zarówno strona transakcyjna – pomagamy kupić, sprzedać, wydzielić, zainwestować, jak i część doradcza – pomagamy prowadzić międzynarodową działalność skutecznie, korzystnie i zgodnie z prawem. Z perspektywy obu naszych specjalizacji – transakcyjnej i doradczej, punkty zwrotne wyznaczał w ostatnim czasie rollercoaster w zakresie taryf, regulacji sankcyjnych i kontroli inwestycji.

Co ciekawe, bezpośrednio po tzw. Dniu Wyzwolenia (z ang. Liberation Day) w Stanach Zjednoczonych, było wyraźnie widać spowolnienie w praktyce transakcyjnej – duże, międzynarodowe akwizycje czy procesy sprzedażowe zostały czasowo wstrzymane. Powód był bardzo prosty: taryfy, cła odwetowe i cała ta geopolityczna zawierucha spowodowała trudności w uzgodnieniu wyceny przedsiębiorstwa, jego wartości. Strony nie były w stanie dojść do porozumienia co do oczekiwanej ceny i tego, jak uwzględnić nowe ryzyka geopolityczne w parametrach transakcji.

Z perspektywy Polski widać, że tematów transakcyjnych nie brakuje – aktywność inwestorów utrzymuje się na wysokim poziomie, mimo niespokojnego otoczenia. Jednocześnie znacznie mniej jest tzw. zamknięć. Kupujący ostrożniej podejmują decyzje inwestycyjne, nie bez przyczyny. To, co obserwujemy w naszej praktyce, to trwałe włączenie nowych elementów do transakcyjnego 'ABC' - będących bezpośrednim efektem turbulencji geopolitycznych. Zjawisko to przestaje mieć charakter incydentalny i staje się rynkowym standardem.

Nie mogę nie zapytać – jakie to elementy?

Kluczowe jest dziś całościowe spojrzenie na stronę transakcji i sam target, czyli cel akwizycji – choćby rzetelna ocena, czy podmiot, który chcemy kupić, posiada powiązania na przykład z Rosją – nawet jeśli sprowadzają się one do sprzedaży produktów lub działalności spółki zależnej, która z tego rynku nie wyszła.

Jest wtedy ryzyko objęcia sankcjami?

Tak. Sanctions due diligence to nowy element, który w widoczny sposób pojawia się w transakcjach z międzynarodowym elementem. Zwłaszcza tam, gdzie spółka, którą inwestor chciałby kupić lub w którą chciałby zainwestować ma produkty objęte restrykcjami unijnymi, albo produkty z tzw. kwalifikacją podwójnego zastosowania, które mogą mieć zarówno użytek cywilny, jak i militarny. To podnosi wymogi regulacyjne co do tego, kto może zainwestować, gdzie ten produkt może zostać sprzedany i na jakich zasadach. Wszystkie te elementy bardzo skrupulatnie bada się w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnej i sprawdzania samej spółki.

Wspomniała pani, że zamyka się mniej transakcji. Zakładam też, że dłużej one trwają. Czy to oznacza szersze pole działania dla prawników, którzy kiedyś szybciej kończyli sprawy, a teraz muszą poświęcać im więcej czasu?

To nowa rzeczywistość rynkowa – w wielu przypadkach proces transakcyjny po prostu wymaga oczekiwania na decyzje regulatora. Z analizy transakcji obsługiwanych przez Baker McKenzie wynika, że istotnie wydłuża się czas ich realizacji. W branżach uznanych za strategiczne i wrażliwe – jak telekomunikacja, technologia czy bezpieczeństwo – zgody regulacyjne potrafią trwać znacznie dłużej. Czasem regulator, czyli państwo, podejmuje decyzję o zablokowaniu transakcji i wtedy nie dochodzi do jej zamknięcia.

A niektóre przypadki to już zupełne novum – podważanie transakcji, które już się zamknęły. Amerykański CFIUS (Committee on Foreign Investment in the United States) – regulacyjny wzorzec dla Europy – zdecydował się niedawno podważyć transakcję, w której chiński inwestor przejął amerykańską spółkę kilka lat wcześniej uzasadniając to troską o bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych.

Nie każda inwestycja i nie każda transakcja wiąże się dziś z takimi ryzykami, ale z czasem coraz więcej branż będzie im podlegać. To pewne.

Mam wrażenie, że to, co się obecnie dzieje na świecie, pewnie 10 lat temu nikomu się nie śniło. Jak to, co obserwujemy, zmienia pracę prawnika, który planuje transakcje transgraniczne i musi objąć wyobraźnią coś, czego nie jest w stanie przewidzieć?

To jest wykonalne i rzeczywiście dobry prawnik potrafi pomóc pewne ryzyka przewidzieć, zaadresować odpowiednio na etapie negocjacji, ustalania jej parametrów. Przykładowo, w umowach akwizycyjnych można uzgodnić, że niektóre jurysdykcje zagrożone wyższym ryzykiem regulacyjnym zostaną z transakcji wyjęte. Albo że closing – czyli zamknięcie transakcji – będzie następował etapowo w poszczególnych krajach, w zależności od parametrów i potrzeb ustalonych przez strony.

Zmienia się też podejście do definicji, co do których wydawało się, że mają swoje ustalone rynkowo brzmienia. Teraz wplata się w nie ryzyko geopolityczne. Bardzo ważne jest to, kto jest kupującym, kto jest sprzedającym, jak będą przebiegać przepływy kapitałowe, przez jakie banki, czy te banki też są objęte sankcjami lub restrykcjami – zwłaszcza jeśli spółka albo któraś ze stron transakcji jest w jurysdykcjach podwyższonego ryzyka.

Stany Zjednoczone są teraz bardzo nieprzewidywalne.

To słuszna uwaga. Natomiast raczej miałam na myśli takie kraje podwyższonego ryzyka, które na przykład mogą sympatyzować z Rosją. Bo z perspektywy Unii Europejskiej, Rosja pozostaje największym politycznym antagonistą i istotne jest to, czy dane państwo sprzyja Moskwie, pomaga omijać unijne sankcje, czy nie. Z perspektywy biznesu czy transakcji z Polski lub Unii Europejskiej ten punkt styku będzie jednym z ważniejszych.

Kiedyś mówiono, że prawnik ma się znać na przepisach, potem przekonywano, że to nie wystarczy i że prawnik musi się znać również na biznesie. Ale wygląda na to, że prawnik musi się znać też po prostu na świecie, na tym, co się dzieje.

Mam nadzieję, że zawsze tak było, i że prawnik cały czas zna się na prawie – to jest jednak nasza baza, o której nie zapominamy. Aczkolwiek tych zmiennych, o których trzeba myśleć, rzeczywiście jest coraz więcej. Ryzyko geopolityczne jest tak naprawdę ryzykiem politycznym – można je złagodzić, zaadresować, zminimalizować. Pewnie nie wykluczyć, ale jednak dobrze przemyśleć i uwzględnić w dokumentach transakcyjnych i umowach.

Jak na tym tle wygląda Polska? Wydaje nam się, że mamy w miarę stabilną sytuację, choć oczywiście wojna w Ukrainie wielu osobom uświadomiła, że nigdy nie można czuć się całkiem bezpiecznie. Dodatkowo Polska przestaje być krajem z tanią, a jednocześnie wysoko wykwalifikowaną siłą roboczą.

Rozmawiam z wieloma inwestorami, którzy decydują się cały czas inwestować w Polsce. Pomagamy im jako Baker McKenzie wejść do Polski – przez akwizycję lub organicznie, albo rozszerzyć działalność – na przykład poprzez wybudowanie kolejnej fabryki.

Gdy rozmawiam z decydentami, to często okazuje się, że różnicę robią drobne rzeczy. Polska to kraj ludzi wykształconych, ciężko pracujących, takich, którzy potrafią zrobić drobną innowację mającą naprawdę duży wpływ na jakość produktu, na ulepszenia czy efektywność w procesie produkcji. To bardzo pozytywne historie, które słyszymy cały czas.

Na fali poszukiwania celów inwestycyjnych w obszarach takich jak defence, cyber czy technologie obronne Polska też okazuje się bardzo ciekawym krajem. Na rynku funkcjonuje wiele startupów i mniejszych spółek, które przyciągają wyraźne zainteresowanie dojrzałych graczy z Niemiec, Francji czy Stanów Zjednoczonych.

Partner rozmowy: Baker McKenzie Polska