Materiał powstał we współpracy z Bankiem Millennium

W dyskusji udział wzięli przedstawiciele największego biznesu, finansów i przemysłu w Polsce: Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium, Weronika Achramowicz, partner zarządzająca w Baker Mackenzie, Tomasz Domagała, przewodniczący rady nadzorczej TDJ, Krzysztof Pawiński, współzałożyciel i prezes grupy Maspex, Mikołaj Raczyński, wiceprezes zarządu ds. inwestycji Polskiego Funduszu Rozwoju, oraz Sebastian Szymanek, prezes zarządu Polpharmy.

Choć rozmowa zaczęła się od pytania o powody do dumy z Europy, przeszła w diagnozę także jej słabości: nadregulacji, wysokich kosztów energii, zbyt wolnej integracji i rosnącej przewagi Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Mocno wybrzmiała tu wypowiedź prezesa Banku Millennium. Joao Bras Jorge przekonywał, że Europa ma duży potencjał, lecz hamuje ją brak odwagi do stworzenia prawdziwego wspólnego rynku. – Europejska produkcja jest na bardzo wysokim poziomie. Nasze osiągnięcia w zakresie ochrony, jakości życia i edukacji są naprawdę niesamowite – mówił Bras Jorge.

Jak zaznaczył, Europa – w tym Polska – osiągnęła wyjątkowo wysoki poziom jakości życia, bezpieczeństwa i ochrony społecznej, jednak coraz częściej robi to kosztem dynamiki gospodarczej. Kluczem do dalszego dobrobytu jest większa skala i głębsza integracja gospodarcza. – Zapominamy o początkach Unii Europejskiej, które miały charakter gospodarczy. Globalny rynek zaczął się od pierwszej unii gospodarczej, a dopiero później nabrał wymiaru społecznego – podkreślał Joao Bras Jorge.

Narodowe gospodarki, europejskie standardy

Zdaniem prezesa Banku Millennium największą sprzecznością współczesnej Unii jest to, że państwa członkowskie chcą jednocześnie korzystać z europejskich standardów życia i zachować narodowy protekcjonizm gospodarczy. – Chcemy być Europejczykami, mieć określony standard życia, ale jednocześnie chcemy, by nasza gospodarka miała charakter krajowy, by chroniła krajowych liderów, nie pozwalała ich przejmować. Chcemy mieć własne, krajowe przepisy.

Jak zaznaczył, ten model jest wewnętrznie sprzeczny. – Chcemy gospodarki krajowej, ale zgodnie z europejskimi standardami. Czego więc potrzebujemy? Musimy podążać dalej ścieżką integracji gospodarczej – mówił.

To właśnie ten wątek stał się osią jego wystąpienia. Joao Bras Jorge przekonywał, że Europa nie wygra globalnej konkurencji – ani z USA, ani z Azją – bez faktycznej integracji gospodarczej i budowy wspólnej skali działania. – Jedynym rozwiązaniem dla Europy jest kontynuacja tego procesu integracji tak, aby doprowadził on do powstania jednolitego rynku i pozwolił osiągnąć korzyści skali, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych i w Azji – zaznaczył prezes Banku Millennium.

Banki europejskie czy narodowe

Jako przykład niedokończonej integracji Joao Bras Jorge wskazał sektor bankowy. Zwrócił uwagę, że choć po kryzysach finansowych Europa rozwiązała wiele problemów systemowych, polityczny instynkt państw członkowskich wciąż prowadzi do odwrotnego procesu. – W sektorze bankowym rozwiązaliśmy wiele problemów z przeszłości, ale nie podoba nam się, gdy ktoś z zewnątrz chce przejąć nasz największy bank – powiedział.

Jak dodał, w ostatnich latach zamiast prywatyzacji coraz częściej obserwujemy nacjonalizację instytucji finansowych. To, jego zdaniem, pokazuje szerszy problem europejskiej polityki gospodarczej. – Narzekamy na Unię, na europejskie przepisy, ale jednocześnie domagamy się większej ochrony ze strony państwa. Chcemy więcej przepisów, chcemy więcej dotacji – zauważał.

Europa potrzebuje dużych firm, nie tylko małych sukcesów

Joao Bras Jorge zwrócił także uwagę na rozdrobnienie europejskiego biznesu. Jego zdaniem Europa zbyt często koncentruje się na wspieraniu małych firm, zapominając, że o sile gospodarki decydują także wielcy gracze zdolni konkurować globalnie. – W ekonomii istnieje dobrze zbadane zjawisko: duże przedsiębiorstwa są bardziej wydajne niż małe – podkreślał. Nie chodzi o większy wysiłek pracowników, lecz o procesy, skalę i produktywność. – Małe firmy inwestują więcej w tworzenie miejsc pracy, ale to duże przedsiębiorstwa generują większą część PKB. Dlatego potrzebujemy wielu dużych firm – tłumaczył.

To właśnie brak wystarczająco dużych europejskich podmiotów sprawia – jego zdaniem – że Polska często nie jest nawet uwzględniana w najważniejszych analizach strategicznych dotyczących przyszłości UE.

Szef Banku Millennium przywołał przy tym raport byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego Maria Draghiego. – Jest to analiza sektorowa. Żaden polski bank nie był wystarczająco duży, by mógł być uwzględniony w tej analizie. To samo – jak podkreślił – dotyczy wielu innych branż.

Choć w debacie wielokrotnie pojawiały się porównania do Chin, prezes Banku Millennium studził fascynację ich modelem rozwoju. – Nie można mieć kraju, który bez końca produkuje na eksport – stwierdził. Odwołał się przy tym do doświadczenia Japonii, która – jak zauważył – „zestarzała się, kiedy już była bogata”. – Chiny zestarzeją się, zanim staną się wystarczająco bogate – powiedział Joao Bras Jorge. Europa nie powinna kopiować chińskiego modelu, lecz konsekwentnie wzmacniać własny – oparty na integracji, rynku wewnętrznym i przewidywalnych instytucjach.

Europejskie regulacje bywają przewagą

Nieco inną perspektywę przedstawiła Weronika Achramowicz, partner zarządzająca w Baker McKenzie. Choć dostrzega ona problem nadregulacji, uważa, że europejskie standardy prawne bywają realnym atutem. Jak podkreślała ekspertka, zewnętrzni inwestorzy często nie widzą Unii jako 27 oddzielnych państw, lecz jako wspólny organizm gospodarczy. – My też powinniśmy grać tą jednością i maksymalnie próbować jednak ten jeden standard wprowadzać – mówiła.

Jej zdaniem standardy UE są często wzorem dla państw, takich jak Japonia czy Brazylia. – To jest tak naprawdę standard normatywny, który jest często postrzegany jako przykład, jako taki norm setting – podkreślała. Dodała też, że firmy chcące wejść na unijny rynek muszą się do tych zasad dostosować. – Oni, chcąc wejść na unijny rynek, dostosowują się do tego standardu, szanują tę jakość – dodawała.

Achramowicz wskazywała również na koncepcję „middle powers”, czyli koalicji średnich potęg gospodarczych – Kanady, Japonii, Indii i państw europejskich – jako realnej przeciwwagi wobec USA i Chin. – To jest koncepcja, która jest niesamowicie silna – zaznaczyła.

Jednolity rynek wciąż nie istnieje

Mikołaj Raczyński z Polskiego Funduszu Rozwoju zwracał z kolei uwagę, że podstawowy problem Europy jest bardziej przyziemny: jednolity rynek nadal nie działa tak, jak powinien.

Przywołał tu badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, według których handel między krajami UE jest obciążony ekwiwalentem ceł na poziomie około 40 proc., a w usługach nawet 100 proc. – To powoduje, że handel między krajami Unii Europejskiej jest dzisiaj mniejszy niż połowa handlu między stanami w Stanach Zjednoczonych – zastrzegł. To – jego zdaniem – oznacza wolniejsze skalowanie firm i większe koszty rozwoju. – Firmy europejskie skalują się wolniej i drożej – podkreślił.

Raczyński podkreślał jednak, że Polska może na obecnych zmianach geopolitycznych zyskać. – Jesteśmy tym krajem, który ma ciągle ten drive do przodu – stwierdził. Jak mówił, zagraniczni inwestorzy często wskazują właśnie tę cechę.

W podobnym tonie wypowiadał się Krzysztof Pawiński, prezes Maspexu, który podkreślał, że wejście Polski do UE było wydarzeniem cywilizacyjnym porównywalnym jedynie z wejściem do NATO. – Unia Europejska dla Polski to jest absolutnie kotwica naszego rozwoju. To jest nasza przyszłość – skwitował. Jednocześnie biznesmen ostrzegał przed nadmiarem regulacji i politycznym centralizmem. – Oby nie było tak, że budujemy fantastyczne dzieło, które będzie luksusowym domem starców – dodał. Jego zdaniem Europa potrzebuje dziś przede wszystkim wigoru, szybkiego wdrażania innowacji i deregulacji.

Farmacja już wojnę przegrała

Ostrzej mówił o tym Tomasz Domogała z TDJ. Według niego Europa zbyt długo żyła przekonaniem o własnej historycznej przewadze, podczas gdy Chiny zbudowały pięć trwałych przewag konkurencyjnych: niższe koszty pracy, energii, regulacji, efekt skali i aktywne wsparcie państwa. – To szybszy zjada wolniejszego, a nie większy mniejszego – stwierdził.

Domogała zwrócił szczególną uwagę na sytuację w motoryzacji. – Drżę, gdy patrzę na to, jak mocno Unia Europejska jest oparta na przemyśle motoryzacyjnym i jak postanowiliśmy sobie, że od 2035 r. będziemy wyłącznie kupować samochody elektryczne – ostrzegł. Jego zdaniem Europa weszła w technologię, w której największy konkurent – Chiny – ma dziś absolutną przewagę. – Idziemy na ścianę, w której jesteśmy technologicznie słabsi – podkreślił.

Sebastian Szymanek, prezes Polpharmy, nie pozostawiał złudzeń co do sektora farmaceutycznego. – To prawda: jest inna liga i tę wojnę przegraliśmy dużo przed samochodami – stwierdził. Jak wskazywał, Chiny już dominują w produkcji substancji czynnych, a teraz przechodzą do innowacji. – 43 proc. wszystkich nowych wprowadzeń innowacyjnych na świecie pochodzi z rozwoju chińskiego – mówił szef Polpharmy. Europa – jego zdaniem – pozostaje dziś przede wszystkim bogatym klientem. – Jesteśmy znakomitym klientem, bogatym, rozpieszczonym, żyjącym w wysokim standardzie – dowodził. I właśnie to może okazać się naszą największą słabością.

Optymizm mimo wszystko

W końcowej części debaty wybrzmiał jednak optymizm. Joao Bras Jorge jako bankowiec podkreślał, że biznes ma naturalną zdolność adaptacji, a firmy znacznie szybciej niż politycy znajdują odpowiedzi na kryzysy. – Tak często mówimy o negatywnych sprawach. Przewidujemy pesymistyczne scenariusze, ale nie zdajemy sobie sprawy, że pozytywny scenariusz ma znacznie większe szanse na realizację – przekonywał.

Jak mówił, zadaniem przedsiębiorców i banków jest przygotowanie się na najgorsze, ale równie ważna jest gotowość na najlepszy scenariusz. I właśnie ta wiara w zdolność Europy do odbudowy była jednym z najmocniejszych akcentów całego panelu. – Historia pokazuje, że świat zawsze znajduje lepszą przyszłość niż ta, która była w przeszłości, a także lepszą niż ta, która jest teraz – powiedział prezes Banku Millennium.

Materiał powstał we współpracy z Bankiem Millennium