Według tegorocznego komunikatu PWN polski alfabet liczy 32 litery. Angielski i niemiecki po 26 liter, grecki – 24, hiszpański – 27. Zatem jest pewien zapas. Pytanie brzmi: czy wystarczy on ministrowi sprawiedliwości na sygnowanie kolejnych alternatywnych planów?

Waldemar Żurek obejmując stanowisko szefa resortu sprawiedliwości wobec realnych problemów z możliwością forsowania ustaw przywracających praworządność, z uwagi na zaprogramowane niczym w autopilocie prezydenckie weta, zapewniał, że wraz ze swoimi współpracownikami ma wiele planów awaryjnych, na tzw. jak by co, czyli weto. Co kilka tygodni ogłaszane były kolejne „plany B, C…”.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek zawiesza zastępcę prokuratora generalnego Tomasza Janeczka

Pewne wątpliwości wzbudzał fakt, iż owymi współpracownikami, w przeważającej większości byli oddelegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości przez stowarzyszenia Iustitia i Themis sędziowie, którzy wcześniej współpracowali na tych samych ministerialnych stanowiskach z ministrem Adamem Bodnarem, zdymisjonowanym za brak postępów w procesie normalizacji systemu wymiaru sprawiedliwości. Cóż, kredyt zaufania się należy.

Okres ochronny jednak już dawno się skończył i czas zadać pytanie, czy kolejne ogłaszane regularnie „plany B” przynoszą jakiekolwiek konkretne rezultaty dla sanacji zniszczonego systemu prawnego, czy raczej stanowią propagandowe fajerwerki w pokazach, których Ministerstwo Sprawiedliwości nabrało pewnej biegłości.

Trybunał Konstytucyjny nie istnieje realnie od początku 2016 r., a więc dekadę. Sąd konstytucyjny stał się maszynką do produkowania rozstrzygnięć po myśli jednej opcji politycznej, której w istocie zawdzięcza swoją zagładę. Jego wyroki nie są ogłaszane, a na ich treść powołują się, i to dość wybiórczo, sądy w składach z sędziami powołanymi wadliwie z rekomendacji neo-KRS, zwykle w Sądzie Najwyższym. Dla obu ministrów sprawiedliwości powołanych po październiku 2023 r. reanimacja TK stała się więc priorytetem. Operację w tym zakresie rozpoczęto od nieszczęśliwego pomysłu kumulowania kolejno pojawiających się wakatów na stanowiska sędziowskie, po przechodzących w stan spoczynku nominatach poprzedniej władzy. I trwałoby to nie wiadomo jak długo, gdyby nie ruch oponentów politycznych, którzy skierowali do TK wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności sposobu wyboru sędziów TK przez Sejm. Ten swoisty katalizator wymusił wreszcie aktywność Sejmu, która przejawiła się hurtowym wyborem sześciu sędziów. Kiedy stało się jasne, że prezydent nie odbierze ślubowania od czworga, wdrożono „plan B”. Ignorowani przez głowę państwa sędziowie złożyli ślubowanie w Sejmie, gdzie użyczono im stosownej przestrzeni, a rota tegoż ślubowania została przesłana do pałacu prezydenckiego.

Czytaj więcej

Trybunał Konstytucyjny: nowi sędziowie chcą wyłączenia dublerów i prezesa TK

Obsada Trybunału Konstytucyjnego. Efekty działań koalicji rządzącej

Na dziś efekt „planu B na Trybunał Konstytucyjny” jest taki, że jego prezes wpuścił „sędziów elektów” do biblioteki oraz przedsionka, w którym przyjmują peregrynacje współczujących im byłych sędziów i prezesów TK. Póki co ich aktywność sprowadza się głównie do rozwijania umiejętności epistolograficznych, poprzez wysyłanie kolejnych pism do prezesa z żądaniem dopuszczenia do obowiązków orzeczniczych.

Obrazy „sędziów petentów” siedzących w trybunalskim przedsionku, składających w biurze podawczym kolejne wnioski, są rzecz jasna gorszące. Ale być może będą stanowiły istotny asumpt do uświadomienia sobie, że Trybunał Konstytucyjny już nigdy nie „wstanie z kolan”. Rujnowanie sądu konstytucyjnego przez dekadę, uczynienie zeń prostego przedłużenia władzy politycznej, pociągnęło za sobą trwałe szkody dla jego wizerunku i autorytetu. Zbyt wiele „rubikonów” zostało przekroczonych, zbyt wiele „czerwonych linii” zignorowano, Trybunał w odbiorze społecznym już zawsze pozostanie obszarem politycznej kolonizacji zwycięzców kolejnych wyborów. Jego czas w systemie, w ocenie piszącego te słowa, już się wypełnił.

Obrazy „sędziów petentów” siedzących w trybunalskim przedsionku, składających w biurze podawczym kolejne wnioski, są rzecz jasna gorszące. Ale być może będą stanowiły istotny asumpt do uświadomienia sobie, że Trybunał Konstytucyjny już nigdy nie „wstanie z kolan”.

Równolegle z „planem na Trybunał”, z uwagi na zbliżający się koniec kadencji Krajowej Rady Sądownictwa i kolejne prezydenckie weta do ustawy oddającej zgodnie z konstytucją wybór jej członków sędziom, przygotowywano „plan B na KRS”. Sędziowie wzięli więc udział w: plebiscycie, opiniowaniu, prawyborach (do końca nie było zgody co do właściwej nomenklatury), głosując w istocie na listy kandydatów zwalczających się stowarzyszeń sędziowskich, które jako żywo budziły skojarzenia z listami w wyborach do organów przedstawicielskich. Co ciekawe, sędziowie, głosując myśleli, że wybierają piętnastu członków KRS, bo tyle każdy z nich głosów mógł oddać. Wkrótce okazało się jednak, że dane im było wybrać jedynie trzynastu członków, bowiem Sejm, ignorując ich opiniowanie, dwa miejsca przyznał sędziom ze śladowym poparciem w prawyborach, za to wydatnym poparciem polityków. Warto odnotować w tym miejscu, że jednym z nich jest architekt zmian w systemie wymiaru sprawiedliwości, które legły u podstaw jego bezprecedensowego kryzysu.

Efekt „planu B na KRS” jest więc taki, że Łukasz Piebiak, który uzyskał zaledwie 39 głosów w sędziowskim plebiscycie, został wybrany do KRS przez Sejm głosami koalicji rządzącej, przy biernej postawie partii, która uczyniła zeń wiceministra sprawiedliwości. W istocie zdanie sędziów zostało zignorowane w sposób spektakularny zważywszy na odium negatywnych opinii środowiska o rzeczonym.

A wystarczyło dokonać prokonstytucyjnej wykładni obowiązującej ustawy o KRS, zastosować bezpośrednio konstytucję i wybrać piętnastkę wskazaną przez środowisko sędziowskie. Czym jest bowiem brak oddania głosów na własnego kandydata przez partię, która go rekomendowała, jak nie cofnięciem tejże rekomendacji?

Czy plan odbicie Krajowej Rady Sądownictwa się powiódł?

Pozostaje pytanie, czy istotnie „plan B na KRS” się powiódł. Pozostawiając na uboczu, czy dojdzie do swoistej schizmy przejawiającej się istnieniem równoległym dwóch Rad, szczególnie, że do zwołania posiedzenia KRS w starym składzie wzywa I prezesa SN dotychczasowa przewodnicząca, założenie, że samo ukonstytuowanie się jej nowego składu, ale w starym paradygmacie kompetencyjnym, daje realną szansę na zażegnanie kryzysu wymiaru sprawiedliwości i usprawnienie pracy sądów, jest mocno dyskusyjne.

Czytaj więcej

Piebiak pewny wyboru do KRS? To możliwe dzięki przepisom z czasów rządu PiS

W pierwszej kolejności należy sobie uzmysłowić, iż nowa KRS bez wprowadzenia pożądanej ustawy praworządnościowej, regulującej status sędziów wadliwie powołanych na stanowiska od 2018 r., nie jest w stanie rozwiązać problemu obecności w systemie neosędziów i ustabilizować w ten sposób pewność rozstrzygnięć przez nich wydawanych. Bowiem jej rola w tym zakresie jest niezwykle ważna jako organu, przed którym mają zostać przeprowadzone ponowne konkursy na stanowiska zajęte przez neosędziów. Ale do tego potrzebne jest rzecz jasna uchwalenie tejże ustawy, na co w najbliższym czasie się nie zanosi, i to wcale nie z uwagi na prawdopodobne weto prezydenta, ale przede wszystkim ze względu na brak wprowadzenia jej projektu pod obrady Sejmu, mimo upływu wielu miesięcy, by nie powiedzieć lat.

Po wtóre, z dotychczasowej praktyki prezydenta objawiającej się masowym odmawianiem wręczania nominacji na wyższe stanowiska sędziowskie, która stanowi wprowadzenie w czyn, złożonej w dniu zaprzysiężenia deklaracji, iż prezydent będzie wręczał awanse wyłącznie sędziom, którzy wydają wyroki zgodne z jego zapatrywaniami na interpretację konstytucji, można się spodziewać, iż rekomendacje nowej KRS, będą przechodziły w kancelarii prezydenta swoisty test „lojalności orzeczniczej” danego sędziego. I tylko jeśli jego orzecznictwo i profil światopoglądowy spodobają się prezydentowi, sędzia zostanie nagrodzony awansem.

Przy czym nie założyłbym się o to, że na postawę prezydenta wpływ wywrze właśnie ogłoszony wyrok ETPC z 21 maja (nr skargi 62765/14 i in.), w którym uznano, iż odmowa wręczenia nominacji sędziowskiej bez jej sądowej kontroli, stanowi naruszenia art 6 konwencji. Wciąż nie wiadomo również, jaki jest stosunek prezydenta do udzielonego przez Trybunał Konstytucyjny w dniu 12 maja zabezpieczenia nakazującego sejmowi powstrzymanie się od wyboru nowego składu KRS. Dlatego właśnie teza lansowana przez ministerstwo i kooperujące z nim stowarzyszenia sędziowskie, prezentujące się jako pro praworządnościowe, jakoby powołanie nowego składu KRS przyczyniło się do poprawy sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, jest mocno na wyrost.

Co zawiera ostateczna wersja projektu ustawy praworządnościowej?

Jako się rzekło, Rada bez odpowiedniego umocowania ustawowego nie jest w stanie opanować narastającego chaosu, którego przyczyną są wadliwe nominacje sędziowskie. W tym zakresie minister nie wdrożył jeszcze nawet „planu A”. Od ostatniej z całej serii opinii Komisji Weneckiej, w których analizowano kolejne projekty ustawy regulującej status neosędziów, upłynęło już ponad dwa miesiące. Warto odnotować, iż opinia ogłoszona 6 marca 2026 r. właściwie pozytywnie oceniała zawarte w projekcie rozwiązania, prowadzące do usunięcia wadliwości nominacyjnych oraz regulujące status orzeczeń wydanych przez neosędziów na przestrzeni ostatnich lat, proponując jedynie pewne dość precyzyjnie sformułowane korekty.

Tymczasem, mimo iż omawiany problem jest niezwykle palący, bo dotyka ważkiego zagadnienia stabilności systemu orzeczeń sądowych, ministerstwo sprawiedliwości wciąż nie zaprezentowało ostatecznej wersji projektu ustawy praworządnościowej.

Co więcej, minister Żurek, co do niego zupełnie niepodobne, wobec wysoce prawdopodobnego weta ze strony prezydenta, który wielokrotnie zapowiadał, iż nie zgodzi się na jakąkolwiek weryfikację neosędziów, tym razem nie zapowiedział żadnego „planu B na neosędziów”. Nawet jeśli znów miałby być tylko pozorny. Jakby licząc na to, że problem sam się rozwiąże, wraz z upływem czasu i brakiem konkretnych propozycji jego usunięcia. A przecież wypracowane orzecznictwo krajowe i międzynarodowe w tym przedmiocie nagle nie wyparuje i będzie stale promieniowało na sposób traktowania wyroków sądów z neosędziami w składach, zwłaszcza w SN, destabilizując system prawny.

Czytaj więcej

Nowy I prezes SN dla „Rz”: Nie zabolały mnie słowa Jarosława Kaczyńskiego

Niestrudzenie ogłaszane „plany B”, następnie wdrażane z wielkim propagandowym zaangażowaniem, nie zbliżają nas do realnego uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości. Są bowiem wyłącznie politycznymi przedstawieniami, jedynie markującymi naprawę praworządności. Ich zadaniem jest pozyskanie punktów politycznego poparcia w perspektywie zbliżających się wyborów. Można odnieść gorzkie wrażenie, że zarówno minister sprawiedliwości, jak i współpracujący z nim ściśle delegaci sędziowskich stowarzyszeń, zajmują się od miesięcy wyłącznie personaliami, skupiając siły i środki głównie na odbijaniu kolejnych instytucji wcześniej zawłaszczonych przez konkurentów środowiskowych bez pomysłów na ich właściwe zreformowanie.

Tymczasem praworządność to nie tylko gwarancje sędziowskiej niezawisłości, których ideał jest w obecnej upolitycznionej i przez to spolaryzowanej do granic rzeczywistości, coraz trudniej osiągalny. Praworządność ma głównie swój wymiar obywatelski. Przejawiający właściwym ukształtowaniem architektury prawa do sądu. Jeśli strona na wyznaczenie rozprawy czeka miesiącami, a później dowiaduje, że jej pierwszy termin odbędzie się w 2029 r. bądź później, to o realnym prawie do sądu mowy być nie może. Okres po październiku 2023 r. został w znacznej części zmarnowany brakiem konkretnych propozycji reform strukturalnych, o których w różnych środowiskach prawniczych mówi się od lat. Spójrzmy prawdzie w oczy. Odbicie TK czy KRS nie przyspieszy biegu milionów spraw w sądach. Zasilenie sądownictwa kolejnymi zastępami orzeczników na niewiele się zda, z uwagi na postępujący niemal geometrycznie wzrost spraw trafiających do sądów. Tak Adam Bodnar, jak i Waldemar Żurek nie podjęli nawet próby zmierzenia się z palącym zagadnieniem zmiany struktury sądów oraz zawężenia ich kognicji. Każdy prawnik mający wiedzę praktyczną o funkcjonowaniu sądowego wymiaru sprawiedliwości wie, że struktura sądów jest niewydolna, bo powodująca nierównomierne rozłożenie liczby spraw, a ich kognicja ukształtowana za szeroko. Co jakiś czas rytualnie odgrzewany jest również temat jednolitego urzędu sędziowskiego, którego wprowadzenie z pewnością zniwelowałoby niebezpieczną pokusę oportunizmu sędziowskiego, przejawiającego się postawami klientelistycznymi w dążeniu do awansu w strukturze ukształtowanej na wzór korporacji, nawet za cenę destabilizacji systemu prawa, z czego skutkami zmagamy się od niemal dekady. Uczynienie sędziów prawdziwie niezawisłymi, bo wolnymi od pokus awansowych nie leży jednak w interesie tak polityków, jak i stowarzyszeń sędziowskich, walczących między sobą o to, kto o tychże awansach będzie decydował.

Czytaj więcej

Michał Romanowski: Wartościami nie wolno kupczyć, bo cenę płacą rządzeni

To właśnie stowarzyszenia sędziowskie podzielone symetrycznie według wzorca znanego ze spolaryzowanego teatru zmagań politycznych, podjęły bratobójczą walkę, wywijając sobie przed nosami flagami unijnymi i biało-czerwonymi, przede wszystkim o to, ilu swoich członków każde z nich zdoła umieścić na eksponowanych stanowiskach w sądownictwie. Do tego w Ministerstwie Sprawiedliwości, z zaangażowaniem godnym zdecydowanie lepszej sprawy, realizuje się projekty płatnych praktyk studenckich w sądach w postaci pozorowanej asystentury, czy wprowadzenia święta niezawisłości sędziowskiej w rocznicę marszu „tysiąca tóg”.

Waldemar Żurek kreśli kolejne warianty swoich planów awaryjnych, zupełnie nie zajmując się ich skutecznością. Być może wystarczy mu liter w niemałym przecież rodzimym alfabecie, jednakże musi pamiętać, że ma on jednak swoje ilościowe ograniczenia.

I tak dla dopełnienia. Obecnie najdłuższym indeksem jest alfabet khmerski, który liczy aż 74 litery, ileż na jego podstawie można by wdrożyć planów na tzw. jakby co…

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków