Ponad 1100 kolejnych przypadków jest obecnie badanych, a 43 osoby zmarły w wyniku zakażenia rzadkim szczepem wirusa Ebola Bundibugyo – przekazał Kaseya w artykule opublikowanym w niedzielę przez „Financial Times”.

Trzecia pod względem skali epidemia eboli w Demokratycznej Republice Konga

Według Kaseyi muszą zostać szybko uruchomione krajowe systemy reagowania na incydenty, a inwestycje w gotowość pandemiczną powinny mieć charakter długofalowy. Jak podkreślił, istotną rolę odgrywają międzynarodowi partnerzy, jednak ich wsparcie jest najskuteczniejsze wtedy, gdy jest dostosowane do strategii tworzonych przez afrykańskie instytucje i rządy.

Epidemia – siedemnasta w historii Demokratycznej Republiki Konga i trzecia pod względem skali od czasu odkrycia wirusa Eboli ponad 50 lat temu – wyprzedza tempo reakcji. Urzędnicy służby zdrowia oraz organizacje pomocowe wskazują na poważne braki podstawowych środków ochrony, takich jak np. maski. Zwracają również uwagę, że pierwsze przypadki przez wiele tygodni pozostawały niewykryte.

W środę Światowa Organizacja Zdrowia uznała epidemię eboli w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie za zagrożenie zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym, ale zaznaczyła, że sytuacja nie spełnia obecnie kryteriów uznania jej za pandemię. WHO zauważyła też, że szczególnie narażone na dalsze rozprzestrzenianie się choroby są państwa graniczące z Demokratyczną Republiką Konga (DRK).

WHO poinformowała, że ognisko wirusa Ebola w prowincji Ituri rozwija się szybciej niż możliwości reakcji służb medycznych. Chodzi o szczep Bundibugyo, wobec którego obecnie nie istnieje zatwierdzona szczepionka ani skuteczne leczenie.

Zarażeni ebolą uciekają ze szpitali

Sytuację pogarszają przypadki ucieczek ze szpitala. W północno-wschodniej prowincji Ituri w Demokratycznej Republice Konga odnotowano co najmniej trzy ataki na placówki medyczne. Dwa z nich miały miejsce w weekend i były wymierzone w ten sam szpital. W ich wyniku ponad dwudziestu pacjentów uciekło z placówki, obawiając się o własne bezpieczeństwo.

W jednym z kolejnych incydentów doszło do ponownego szturmu na szpital, co wywołało chaos i kolejne ucieczki. Część chorych opuściła oddział izolacyjny, mimo ryzyka zakażenia, a sytuację musiały opanować siły policji i wojska.

Czytaj więcej

WHO ostrzega przed katastrofą humanitarną w Kongu. Ebola szerzy się w strefie walk

W szpitalu w Mongbwalu 18 pacjentów zbiegło po tym, jak niezidentyfikowani sprawcy podpalili namioty izolacyjne ustawione przez organizację Médecins Sans Frontières. Wśród uciekinierów znajdowała się osoba z potwierdzonym zakażeniem Ebolą, co dodatkowo zwiększa ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się wirusa.

Według lekarzy i lokalnych władz, ataki oraz ucieczki pacjentów wynikają m.in. z nieufności wobec służb medycznych i przekonań części mieszkańców, którzy nie wierzą w istnienie choroby lub sprzeciwiają się procedurom leczenia i pochówku. W efekcie epidemia nie tylko rozprzestrzenia się w warunkach kryzysu zdrowotnego, ale także w atmosferze przemocy i społecznego chaosu.