Przyjęty przez rząd projekt dotyczący dofinansowania składek ZUS dla najuboższych artystów wywołał falę oburzenia. W internecie natychmiast pojawiły się komentarze o „finansowaniu nierobów” i „dopłacaniu do hobby”. Trochę mnie to zaskoczyło. Rządowa propozycja nie jest nowa, bo projekt trafił do konsultacji nieco ponad rok temu i takich głosów oburzenia nie zebrał. Nie jest też pierwszą próbą uregulowania sytuacji tej grupy zawodowej. Przypomnę bowiem, że już poprzedni rząd prowadził zaawansowane prace w tym obszarze. Ostatecznie zmian jednak nie wprowadzono. Wówczas problemem nie do przeskoczenia okazało się źródło finansowania nowych regulacji.
Zostawmy na razie na boku kwestię zasadności wprowadzenia komentowanych zmian (jeszcze do niej wrócimy). Skupmy się wpierw na odkłamaniu niektórych nośnych tez z nimi związanych, jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej. Uwierzcie mi Państwo, że wiele mocnych komentarzy brzmi efektownie głównie dlatego, że ktoś przed ich wygłoszeniem nie zajrzał do projektu.
Czytaj więcej
Dane dotyczące wynagrodzeń w branży prawniczej dla wielu stały się niewygodnym lustrem, pokazującym, jak bardzo rynek się rozwarstwił i jak daleko...
Kto skorzysta z dopłat do składek artystów?
I tak, argument, że „nie wiadomo, kto jest artystą” w rozumieniu projektu, jest zwyczajnie nieprawdziwy. W art. 4 pkt 1 zawarto legalną definicję artysty zawodowego. Jest nim osoba wykonująca zawód artystyczny w dziedzinach kultury wymienionych w projekcie (np. teatrze czy muzyce), której przyznano status artysty zawodowego, również obwarowany szeregiem przesłanek do spełnienia. Tylko taka osoba będzie mogła ubiegać się o dopłatę do składek, po spełnieniu kryterium dochodowego. Projektowane przepisy nie zakładają zatem przyznawania ulg każdemu, kto sam siebie nazwie twórcą. To nie jest system oparty na uznaniowości – jak sugerują niektórzy.
Czym zajmie się komisja? Czy to „mnożenie stołków”?
Dostało się też rządzącym za powoływanie do życia kolejnych organów administracji, czyli potocznie mówiąc „mnożenie stołków”. Chodzi o tzw. komisję opiniującą, której zadaniem ma być wydawanie opinii w sprawach wykonywania zawodu artystycznego oraz posiadania dorobku artystycznego. Innymi słowy jej głos ma się liczyć w procesie przyznawania statusu artysty zawodowego. Rozumiem, że każdy nowy organ wywołuje sprzeciw, jednak bądźmy konsekwentni. Jeżeli nie chcemy, aby przypadkowe osoby mogły korzystać z państwowych dopłat, to przecież ktoś musi je weryfikować. Możemy oczywiście dyskutować, czy członkowie takiego ciała powinni pobierać uposażenie, jednak dla jasności: w projekcie zapisano, że jedynie przewodniczący i wiceprzewodniczący mają dostawać stałe miesięczne wygrodzenie. Reszcie przysługiwać będzie wypłata za opinię wydaną przez zespół, którego była członkiem. Brzmi mniej kontrowersyjnie?
Czytaj więcej
Kobiety po urodzeniu dziecka często przestają być oceniane przez pryzmat wyników czy doświadczenia, a zaczyna się na nie patrzeć pod kątem potencja...
Czy dopłaty do składek artystów są potrzebne?
I na koniec wróćmy do samej zasadności wprowadzania takich regulacji. To już faktycznie kwestia ściśle ocenna. Moje zdanie jest takie: każdy wyłom w systemie regulowania należności składkowych budzi wątpliwości na tle innych grup partycypujących w systemie. Idealnie byłoby, gdyby nie przewidywał on żadnych wyjątków i każdy opłacał składki na równych zasadach. Tak jednak od dawna nie jest.
Przypomnę tylko, że państwo od dawna wspiera różne grupy zawodowe poprzez ulgi, preferencyjne składkowe czy dopłaty. Przedsiębiorcy korzystają z małego ZUS-u (+), ulgi na start czy wakacji składkowych (finansowanych z budżetu). Rolnicy mają odrębny system zabezpieczenia społecznego, do którego dopłaca państwo. Istnieją też specjalne rozwiązania dla służb mundurowych czy duchownych. Czy ktoś przy tych grupach mówi o „finansowaniu nierobów”? A przecież każdy taki wyłom oznacza, że część kosztów (czasami znaczną) bierze na siebie państwo.
Dlaczego więc właśnie artystom się tak mocno obrywa? Być może dlatego, że wciąż pokutuje przekonanie, iż działalność artystyczna nie jest prawdziwą pracą. Że skoro ktoś maluje, pisze książki, gra koncerty albo tworzy spektakle, to właściwie realizuje hobby, a nie wykonuje zawód. Tymczasem kultura jest normalnym sektorem gospodarki. Tworzy miejsca pracy, generuje wpływy z podatków i napędza też wiele innych branż, np. turystyczną.
Możliwe też, że myśląc o artystach mamy przed oczami przede wszystkim największe gwiazdy kina czy estrady. Przypomnę jednak, że w myśl projektu dofinansowanie do składek ma dotyczyć wyłącznie najuboższych artystów, którzy często funkcjonują poza stabilnym rynkiem pracy, żyją od projektu do projektu i nie mają regularnych dochodów. Państwo nie proponuje im luksusów. Chodzi wyłącznie o możliwość uzyskania minimalnego zabezpieczenia społecznego.
Dopiero mając tę wiedzę i znając te argumenty można próbować pokusić się o ocenę, czy proponowane rozwiązanie rzeczywiście jest formą nieuzasadnionego wsparcia artystów.