– Jeśli będziemy mogli inwestować w lądową energetykę wiatrową, to te wartości są jak najbardziej do osiągnięcia i to w miarę szybko. Niestety, w tej chwili przed inwestorami w Polsce jest mnóstwo barier i wyzwań. Wszystko będzie zależało od tego, jak w najbliższym czasie państwo będzie podchodzić do tych inwestycji i jakie będzie podejście lokalnych społeczności – mówi Piotr Czopek, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).
Wprowadzona w 2015 r. zasada 10H, zwana ustawą antywiatrakową, praktycznie zamroziła inwestycje wiatrowe na lądzie w Polsce. Zakładała ona, że nie można budować wiatraków w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność ich całkowitej wysokości od budynków mieszkalnych. Od tamtej pory trudno jest rozwijać projekty lądowej energetyki wiatrowej w Polsce.
Polska powinna mieć większe aspiracje
– Zasada 10H funkcjonuje do dzisiaj, została jedynie lekko poluzowana w 2023 r. Nie dość, że nie mogliśmy rozwijać projektów wiatrowych na lądzie, to jeszcze pojawiało się coraz więcej nieprawdziwych informacji na temat lądowej energetyki wiatrowej, co często przekładało się na problemy z akceptacją ze strony społeczności lokalnych – mówi Czopek. Mimo tych trudności na tle Europy Polska nie wygląda najgorzej, lokuje się mniej więcej w środku stawki europejskiej. Obecnie mamy w kraju zainstalowanych w lądowych wiatrakach 11 GW. Biorąc pod uwagę bariery, z jakimi mierzy się branża, nie jest to najgorszy wynik. Z drugiej jednak strony wielkość krajowej gospodarki i uwarunkowania, wietrzność, sugerowałyby lepszą pozycję.
– W zeszłym roku oddaliśmy do użytkowania w kraju 256 MW mocy w wietrze na lądzie, tymczasem w całej Unii Europejskiej było to 15 GW. To pokazuje skalę wyzwań. To też pokazuje, dlaczego energia elektryczna w Polsce jest taka droga. Skoro wiatraki są najtańszym źródłem energii w Polsce, to jeśli budujemy ich tak mało, niestety również w tym obszarze odnotowujemy utracone korzyści – informuje wiceprezes PSEW.
Rozwój odnawialnych źródeł energii dziś, w czasach geopolitycznej niepewności, jest nie tylko kwestią powstrzymania zmian klimatu i poprawy jakości życia, ale też zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Wstrząsy na rynkach ropy i gazu, dynamiczne zmiany cen, problemy z dostawcami, blokada popularnych szlaków handlowych, wszystko to sprawia, że kraje stają się zakładnikami sytuacji rynkowej. Budowa suwerenności energetycznej ma umocnić pozycję krajów uzależnionych od zewnętrznych dostawców.
Czytaj więcej
Local content nie może być prostym protekcjonizmem, ale mocnym narzędziem budowania odporności państwa i wzmacniania polskiej gospodarki – mówi Woj...
Szansa dla polskich firm
Inwestycje stają się jednocześnie impulsem rozwojowym dla gospodarki. Sporo miejsca w dyskusji publicznej zajmuje w ostatnim czasie idea local content, czyli udziału polskich firma w realizowanych projektach. W przypadku energetyki wiatrowej na lądzie komponent krajowy jest większy niż w przypadku wiatraków morskich ze względu na fakt, że ta technologia jest starsza i dużo bardziej oswojona. O ile wkład polskich przedsiębiorstw w budowę farm na Bałtyku wynosi w tej chwili maksymalnie kilkanaście procent, o tyle w przypadku wiatraków na lądzie jest to, jak mówi wiceprezes PSEW, 50–55 proc.
Wiatraki lądowe rozwijają się w Polsce od ponad 20 lat, w tym czasie zbudowano w kraju całe zaplecze do produkcji i serwisowania turbin wiatrowych, choć po wprowadzeniu zasady 10H moce produkcyjne zostały ograniczone, a część sprzedaży została przekierowana za granicę. Polscy przedsiębiorcy mają duże doświadczenie w usługach budowlanych, planowaniu, inżynierii, serwisowaniu. Są jednak obszary, w których udział lokalnego komponentu mógłby wzrosnąć. – To przede wszystkim cały obszar związany z turbiną wiatrową. Nie mamy turbiny polskiej marki. Dotychczas kupowaliśmy je od dostawców zewnętrznych, m.in. od Vestasa, Siemensa czy Nordeksa. Spółka Famur, która tradycyjnie jest związana z sektorem węglowym, idzie w kierunku rozwoju polskiej turbiny. Mamy know-how i doświadczenie, by wytwarzać również takie elementy, które do tej pory nie były w Polsce produkowane – mówi Czopek. Jego zdaniem udział polskiego komponentu w wiatrakach lądowych może wzrosnąć do 75 proc., o ile uda się zapewnić długoterminowy pipeline projektów.
Potrzebna zmiana legislacji
Aby lokalny przemysł mógł zwiększyć zaangażowanie w tego typu projekty, musi zrealizować konkretne inwestycje. Przedsiębiorcy nie poniosą jednak wydatków, jeśli nie będą mieli gwarancji realizacji zleceń w długim terminie. Potrzeba więc bardziej sprzyjającego otoczenia. Konieczne jest przełamanie barier administracyjnych i poprawa postrzegania tej technologii wśród społeczności lokalnych. – Tam, gdzie turbiny stoją od dawna, akceptowalność jest najwyższa w całym kraju. Mieszkańcy tych terenów widzą, że turbiny są bezpieczne, że budżety lokalne na tych inwestycjach korzystają, a gminy się rozwijają – mówi Czopek.
Jeśli chodzi o przełamywanie barier administracyjnych, w zeszłym roku została przygotowana i przeprocedowana przez polski parlament ustawa ułatwiająca inwestycje, zmieniająca tzw. ustawę odległościową. Niestety, zabrakło pod nią podpisu prezydenta, została zawetowana. Dziś rząd próbuje kolejny raz przygotować rozwiązania, które przyspieszą inwestycje w lądową energetykę wiatrową – mówi Czopek. Konieczne jest usprawnienie procedur. Proces inwestycyjny, jeśli chodzi o budowę wiatraków lądowych, zajmuje w Polsce 7–10 lat, podczas gdy przepisy europejskie mówią jasno, że powinien trwać nie dłużej niż dwa lata. Niemcom zajmuje to zaledwie rok. Mamy więc pod tym względem sporo do nadrobienia. Czas to pieniądz, zrealizowanie inwestycji szybciej oznacza niższy ich koszt.
Inwestycje w wiatraki na lądzie są opłacalne i efektywne. – Lądowa energetyka wiatrowa wymaga poniesienia konkretnych wydatków inwestycyjnych, ale patrząc na koszt wytworzenia energii, uwzględniamy nie tylko koszt budowy 1 MW mocy zainstalowanej, ale też wiele innych kwestii, m.in. jak dużo energii i przez jak długi czas będzie w danej jednostce produkowane. I ten całościowy koszt wytworzenia energii elektrycznej w przypadku lądowych wiatraków jest najniższy ze wszystkich źródeł OZE – tłumaczy wiceprezes PSEW.
Walka z fake newsami
W przestrzeni publicznej krąży wiele nieprawdziwych informacji na temat wiatraków, część dotyczy dobrostanu ludzi i zwierząt żyjących w pobliżu farm, inne – kwestii materialnych. Powtarzano m.in. opinię, że grunty, na których budowane są wiatraki, tracą na wartości. – To kolejny mit, który nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Przebadano blisko 50 tys. transakcji, które zrealizowano na przestrzeni dziesięciu lat. Okazało się, że obecność wiatraków nie ma znaczenia dla wyceny – mówi Czopek.
Dodaje, że dużym źródłem dezinformacji jest Rosja, która stara się utrzymać w jak największym stopniu zależność Europy od surowców energetycznych. Moskwa sprzedawała do UE ogromne ilości węglowodorów, zapewniając sobie stały dopływ środków do budżetu. Po nałożeniu przez Zachód sankcji za zaatakowanie Ukrainy eksport przekierowała na inne rynki, ale w długim terminie zależy jej na trwałym popycie na gaz i ropę, szczególnie w bezpośrednim sąsiedztwie, gdzie ma przewagi nad innymi dostawcami.
OZE to dla Rosji realne zagrożenie, źródła odnawialne są bowiem tańsze od elektrowni węglowych czy gazowych, a do tego dają czystą energię, która nie szkodzi środowisku. To kluczowe z punktu widzenia konkurencyjności gospodarek. Plany rządowe pokazują, że do końca dekady w Polsce mniej więcej połowa energii elektrycznej powinna pochodzić ze źródeł odnawialnych. – To bardzo dużo, jeśli uwzględnimy, gdzie byliśmy jeszcze dziesięć lat temu. Inwestycje postępują, energia odnawialna jest coraz tańsza i zwyczajnie się opłaca – podsumowuje wiceprezes PSEW.
O odnawialnych źródłach dyskutować będą przedstawiciele władz, sektora wiatrowego i przemysłu podczas corocznej konferencji organizowanej przez PSEW w Świnoujściu, która w tym roku odbędzie się 8–10 czerwca. Poruszane tam będą kwestie związane ze współpracą między krajami w zakresie transformacji, z finansowaniem rozwoju energetyki wiatrowej i korzyściami dla przemysłu. Uczestnicy wydarzenia dyskutować będą o konkurencyjności gospodarek, o bezpieczeństwie, kompetencjach, harmonogramach inwestycji i wydajności systemu. Diagnoza wyzwań, szukanie rozwiązań i nakreślenie długoterminowych planów działania – to cel, jaki przyświeca organizatorom.