Ponoć walka o rządy prawa w Polsce jest rywalizacją dwóch plemion. Ma ona zmierzać do destrukcji wymiaru sprawiedliwości. Mówi się, że cenę walki owych dwóch plemion płacą zwykli ludzie, którzy oczekują załatwienia ich sprawy przez sądy. Prawdą jest, że koszt rozmontowania rządów prawa w Polsce pokrywają zwykli ludzie. Nieprawdą jest, że oczekują oni w sądzie załatwienia ich sprawy. Chcą jej rozstrzygnięcia.

Czytaj więcej

Michał Romanowski: Niezawisłość Trybunału jest groźna dla Karola Nawrockiego

Wróćmy do źródeł

Rządy prawa są nośnikiem wartości. Wartość – według Wielkiego Słownika Języka Polskiego PAN – jest definiowana jako zbiór cech i zasad godnych naśladowania, szanowanych w jakichś kręgach i przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Przyjmuję, że rządy prawa są wartością godną naśladowania i przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Na nich została zbudowana Unia Europejska, czerpiąc z tradycji konstytucyjnych państw członkowskich.

Pamiętam, jak z dr Hanną Machińską i sędzią Igorem Tuleyą, 19 maja 2024 r., w King’s College London debatowaliśmy o wartościach płynących z przynależności Polski do UE. Mówiliśmy, że Unia jest zbudowana na fundamencie, jakim są rządy prawa, które są warunkiem koniecznym poszanowania godności każdego z nas oraz prawa wyboru, jak chcemy żyć.

Artykuł 45 ust. 1 konstytucji stanowi, że „Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. To się nazywa prawo do sądu.

Niezależność sądów oznacza ich oddzielenie od władzy wykonawczej oraz ustawodawczej. Chodzi o wykluczenie ich wpływu na merytoryczne rozpoznanie sprawy. Ta niezależność władzy sądowniczej jest szczególna. Z prawa do sądu obywateli wynika bowiem zależność władzy wykonawczej i ustawodawczej od władzy sądowniczej. Politycy tego nie znoszą. Sądy mają obowiązek – w interesie rządzonych – dokonywać wiążącej prawnie oceny działania rządu i parlamentu. W naturę rządów prawa wpisana jest podległość rządu i parlamentu prawu. Agentami prawa są w tym przypadku sądy. Nie oznacza to bycia ponad prawem sędziów. Każdy sąd jest poddany kontroli sądu odwoławczego, na szczycie z SN. Sądy poddane są prawu uchwalanemu przez parlament na zasadach określonych w art. 178 ust. 1 w związku z art. 7, 8 i 9 oraz 89, 90 i 91 konstytucji. Z tych zasad konstytucyjnych wynika, że:

- nie ma niezależnych sądów bez niezawisłych sędziów. Instytucja niezależnego sądu bez niezawisłego sędziego jest wydmuszką sądu, czyli bytem o atrakcyjnym wyglądzie zewnętrznym, ale bez wartości wewnętrznej;

- sędziowie podlegają konstytucji i ustawom, w tym ratyfikowanym umowom międzynarodowym;

- sędziowie, tworząc sąd, wydają wyroki w imieniu RP w granicach i na podstawie prawa;

- najwyższym prawem w Polsce jest konstytucja, którą stosuje się bezpośrednio;

- ustawa sprzeczna z konstytucją jest pozorem prawa;

- w razie kolizji między ustawą krajową a ratyfikowaną umową międzynarodową, na podstawie Konstytucji RP (art. 91 ust. 2), stosuje się ratyfikowaną umowę międzynarodową;

- ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Jest to wymóg surowszy niż w przypadku zmiany Konstytucji RP (art. 235 ust. 4), która wymaga uchwały Sejmu podjętej większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senatu podjętej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów;

- niezależny sąd ma obowiązek pominąć przepis ustawy sprzeczny z konstytucją, w tym ratyfikowaną umową międzynarodową.

Na łamach „Rzeczpospolitej” w artykule „Kwadrans o filozofii praworządności” napisałem:

„Konstytucję RP przyjął Naród w drodze referendum w 1997 r. Naród zaakceptował wejście do UE także w referendum w 2003 r. Konstytucja RP nakazuje przestrzegać m.in. europejskiej konwencji praw człowieka i Karty Praw Podstawowych UE. W razie ich sprzeczności z ustawą krajową nakazuje ją pominąć. Nakazuje wykonywać bezpośrednio orzeczenia ETPC i TSUE wszystkim przedstawicielom każdej władzy publicznej, tak jak nakazuje wykonywać orzeczenia sądów krajowych. Wykonanie orzeczenia TSUE i ETPC nie jest zawieszone do chwili zmiany ustawy przez polityków”.

Naród zdecydował. Byli rządzący, były prezydent Andrzej Duda i obecny Karol Nawrocki ignorują wolę Narodu, wpychając go w chaos bezprawia.

Niezawisłość sędziowska oznacza swobodę sędziego w wydawaniu wyroków sprawiedliwych w sposób bezstronny i bez nacisków. Bezstronność oznacza postawę polegającą na dokonywaniu ocen w oparciu o fakty, bez faworyzowania którejkolwiek ze stron sporu. Wymaga ona wyłączenia się sędziego w razie choćby potencjalnego ryzyka wystąpienia konfliktu jego osobistych interesów. Niezawisłość sędziego i jego bezstronność są koniecznym elementem pojęcia niezależności sądu.

Czytaj więcej

Nowy projekt odbudowy TK. Senator Ujazdowski liczy na „moment konstytucyjny”

Plemię B jak bezprawie i plemię P jak prawo

Walka dwóch plemion, wedle doktryny głoszonej przez niektórych polskich profesorów prawa budujących plemię T jak trzecia droga (jako głos „pragmatycznego rozsądku”), ma prowadzić do zniszczenia prawa do sądu, będącego fundamentem rządów prawa. Zidentyfikujmy zatem owe plemiona. Mamy plemię B jak bezprawie i plemię P jak prawo. Plemię B (bezprawie) rządziło w latach 2015–2023. Uchwaliło ustawy, aby zapewnić swoje wpływy w wymiarze sprawiedliwości w celu zdominowania sądów w czasie sprawowania władzy i na wypadek, gdyby utraciło władzę („betonowanie” bezprawia). Plemię P (prawo) w latach 2015–2023 walczyło z plemieniem B. Plemię P było represjonowane przez plemię B, inwigilowane Pegasusem, wywoływano efekt mrożący wśród sędziów, zsyłano w ciągu 24 h nieposłusznych prokuratorów na drugi kraniec Polski, atakowano postępowaniami dyscyplinarnymi i karnymi adwokatów broniących sędziów itd. Plemię B zwalczało w latach 2015–2023 plemię P, korzystając z aparatu przemocowego państwa za pomocą uchwalania bezprawnych ustaw, służb specjalnych, prokuratury, posłusznych sędziów i rzeczników dyscyplinarnych. Cała Polska i Europa śledziły, czy Igor Tuleya, Paweł Juszczyszyn, Waldemar Żurek i ich rodziny wytrzymają atak państwa polskiego. Miałem i nadal mam zaszczyt reprezentować ich oraz innych wspaniałych sędziów. Wytrzymali. W okresie 2015–2023 plemię T obserwowało, było „wyważone”, a teraz nawołuje do „grubej kreski”, bo dobro wymiaru sprawiedliwości rzekomo nakazuje, aby bezprawie uznać za prawo!

Walka prawa z bezprawiem jest walką dobra ze złem

Zdaniem plemienia T reprezentowanego przez niektórych profesorów prawa, walka plemienia P o odbudowanie państwa prawa prowadzi do jego zniszczenia. Problemem ma nie być obecnie bezprawie z lat 2015–2023, nadal kontynuowane przez Prezydenta RP i prezesa TK bezprawnie blokujących orzekanie sędziów TK wybranych przez obecny Sejm, bezprawne działania neo-KRS, nie-sędziów z SN na czele z p. Małgorzatą Manowską, żądającą kolejnych dyscyplinarek dla legalnych sędziów SN, rokosz w prokuraturze prokuratorów z nadania Zbigniewa Ziobry i byłego prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego wobec obecnego prokuratora generalnego Waldemara Żurka itd. Problemem ma być dążenie plemienia P do wygranej z plemieniem B. Jeżeli w ślad za grecko-rzymskim filozofem Celsusem uznamy, że „Prawo to sztuka tego, co dobre i słuszne (Ius est ars boni et aequi)”, wartością, o którą walczy plemię P, jest walka o dobro i słuszność. Jeżeli zgodzimy się z definicją słownikową wartości oraz Celsusem, wówczas cel plemienia P powinniśmy uznać za fundamentalny dla życia każdego z nas. W takim ujęciu przeciwieństwem prawa jako nośnika dobra jest bezprawie jako nośnik zła. Uzasadnia to pogląd, że walka prawa z bezprawiem jest walką dobra ze złem. Uzasadnia to pogląd, że banalizacja walki prawa z bezprawiem jest banalizacją walki dobra ze złem, czyli wykluczeniem dobra. Prowadzi to do wniosku, że skoro plemię P jest równie destrukcyjne jak plemię B, to sam fakt podejmowania przez prawo walki z bezprawiem jest destrukcyjny dla wolności i praw każdego z nas. Oznacza to bowiem, że walka prawa z bezprawiem staje się takim samym bezprawiem jak walka bezprawia z prawem, ponieważ tym, co ma łączyć walkę bezprawia z prawem i prawa z bezprawiem, jest chaos i bezprawie. Czego nie rozumiesz, zapytałby klasyk? Plemię T wrzuca do jednego worka prof. Małgorzatę Manowską oraz śp. prof. Adama Strzembosza i prof. Małgorzatę Gersdorf.

Czytaj więcej

Bartosz Arłukowicz dla „Rzeczpospolitej”: Wędrówka Zbigniewa Ziobry prędzej czy później skończy się na Białorusi

Kto pamięta?

Sędzia Jacek Gudowski w swoim wykładzie 20 marca 2025 r. z okazji nadania mu tytułu doktora honoris causa UJ wypowiedział nadal aktualne słowa:

„Dzisiaj, w okresie wielkiej pożogi, która nie ustępuje […] obdarzenie mnie zaszczytnym tytułem m.in. za „budowanie autorytetu Sądu Najwyższego i zaufania do wymiaru sprawiedliwości” jest czytelnym znakiem uznania Akademii Krakowskiej dla wszystkich sędziów tego Sądu […]! Chwała Wam, sędziowie, za to, co […] z wielkim poświęceniem czynicie […] dla prawa, dla konstytucji, dla demokracji, dla sądownictwa, dla Rzeczpospolitej. Za to także, co […] czyniliśmy wspólnie […], gdy Sąd Najwyższy […] cieszył się zasłużonym szacunkiem i był zaliczany do najlepszych, najsprawniejszych w działaniu sądów najwyższych w Europie. To wielka zasługa wszystkich, z pierwszymi pośród nas na czele – z profesorem Adamem Strzemboszem […], z profesorem Lechem Gardockim […], ze śp. Stanisławem Dąbrowskim […] oraz z profesor Małgorzatą Gersdorf, ofiarną bohaterką obrony Sądu Najwyższego przed barbarzyńskim, antykonstytucyjnym atakiem […] Chwała również wszystkim sędziom sądów powszechnych – jeszcze raz powtarzam: sędziom! – którzy z determinacją i wytrwałością, ponosząc niejedną, nierzadko osobistą ofiarę, oparli się […] despotycznemu zamachowi na konstytucję, na władzę sądowniczą, na sędziów […]. Nie pozwólmy zmarnotrawić Waszego bohaterstwa, niezłomności i ofiarności. […] dzięki Wam Polska odżyła. Ale czy ktoś o tym jeszcze dzisiaj pamięta? Docenia? Oddaje zasługi? Czy ktoś martwi się tym, że na niemal osiem lat utraciliście prawo do sędziowskiego rozwoju i awansu? […]”.

Wrzucanie do jednego worka osób, które poświęciły swoje życie, walcząc o rządy prawa, z tymi, którzy te osoby niszczyli (wymienię tylko moich klientów: Pawła Juszczyszyna, Igora Tuleyę, Marzannę Piekarską-Drążek, Ewę Gregajtys, Ewę Leszczyńską-Furtak, Waldemara Żurka, ale jest więcej), wykorzystując przemocowe możliwości aparatu państwa, uważam nie tylko za prawnie, ale i moralnie naganne. Dzisiaj walka o rządy prawa staje się „wilczym biletem” dla tych, którzy o nie walczyli. Sędziowie i prokuratorzy, którzy sprzeciwili się – w imię ochrony rządów prawa – przemocowej machinie państwa, są wykluczani z przywracania rządów prawa. Mają zastąpić ich ci, którzy wtedy, kiedy należało głośno zabierać głos, byli aktorami w teatrze walki dobra (prawa) ze złem (bezprawia). Profesor Maciej Król w swoim ostatnim eseju przed śmiercią pisał, że banalizacja dobra jest banalizacją zła. Wydawało mi się, że ci, którzy oddali swoje życie dla walki o rządy prawa, powinni w nowej rzeczywistości być wręcz proszeni, aby aktywnie uczestniczyć w ich przywracaniu. Zaprasza się ich za granicę, a zapomina – a nawet wyklucza – ich Polska. Profesorowie prawa tworzący plemię T, na łamach „Rzeczpospolitej” i w programie „Czarno na Białym” w TVN, proponują reset, sprowadzając walczących o rządy prawa do stygmatyzującego terminu plemion zaangażowanych politycznie. A rozwiązanie jest proste. Wystarczy wdrożyć wyroki ETPCz, w tym w sprawie Wałęsa p. Polsce, oraz wyroki TSUE, w tym z 18 grudnia 2025 r. (C-448/23) oraz z 24 marca 2026 r. (C-521/21), a także opinię Komisji Weneckiej z 6 marca 2026 r. (nr 1226/2024). Trudno o lepszy, choć i tak niełatwy kompromis, który proponuje plemię P, a odrzuca plemię B. Zdaje się, że plemię T proponuje to samo co plemię B, czyli reset, zwany „grubą kreską”. To początek końca prawa, rozumu i moralności w wymiarze sprawiedliwości. To nie jest moja droga. Na szczęście prawo czasami drzemie, ale nigdy nie umiera.

Autor jest profesorem prawa, adwokatem w Romanowski i Wspólnicy