Dręczy mnie pytanie: co się stało z zasadą prawną wyrażoną w uchwale połączonych Izb Sądu Najwyższego (Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych) z 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20) o nienależytej obsadzie sądu, gdy w jego składzie bierze udział osoba powołana na urząd na wniosek KRS ukształtowanej w trybie określonym przepisami ustawy z 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw?

Bo właśnie obrońcy tej zasady oświadczyli, że trwają próby „zablokowania legalnej Krajowej Rady Sądownictwa” i że one (te próby) nie zrobią na nich wrażenia.

Czytaj więcej

Przymusiński o wyborach do KRS: Działanie w stanie wyższej konieczności

To ja może przypomnę, że 18 marca 2024 r. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia złożyło do ówczesnego ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego Adama Bodnara zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa i łamania zasad etyki przez osoby („osoby” – a nie sędziów) kandydujące do tzw. neo-KRS. Chodziło oczywiście o te „osoby”, które kandydowały do KRS w 2018 i 2022 r. Nie wiem za bardzo, jak takie „osoby” miałyby ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną i jakie zasady, jakiej etyki łamać? Skoro nie są sędziami? To było jednak rok temu. Gdy jeszcze nie było wiadomo, że w marcu 2026 r. inne osoby będą kandydowały do KRS. Tej KRS „ukształtowanej w trybie określonym…”

Co orzekł SN w słynnej uchwale trzech połączonych izb z 2020 r.?

No cóż, gdyby sędziowscy aktywiści z Sądu Najwyższego podjęli uchwałę o nienależytej obsadzie sądu, gdy w jego składzie bierze udział osoba powołana na urząd za czasów rządów PiS, to może by i śmiesznie brzmiało, ale przynajmniej po zmianie rządów nie trzeba by było połykać swojego języka. Ale, niestety, w uchwale mowa jest o KRS ukształtowanej w trybie określonym przepisami tej ustawy, która nadal obowiązuje. Więc niektórzy swoje języki muszą łykać. I robią to, jak widać, „bez popitki”. Organizacja „prawyborów” niczego nie dała w tym względzie, albowiem prawybory odbyły się pod rządami ustawy z 8 grudnia 2017 r. – czyli tej, pod rządami której wybory dokonane przez Sejm w latach 2018 i 2022 były nielegalne.

Pojawiły się projekty resetu – zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Taki reset leży co prawda w interesie Polski (mówiąc górnolotnie) i w interesie każdej jednostki (mówiąc językiem liberalnym). Ale nie leży w interesie ani Jarosława Kaczyńskiego, ani Donalda Tuska, ani prawników – sędziów, adwokatów, teoretyków prawa – głosujących na partię któregoś z nich. Dlatego żadnego resetu nie będzie.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: W sprawie KRS od siedmiu lat nie zmieniłem zdania

A ja jestem tak stary, że pamiętam, jak w sierpniu 2010 r. do Sejmu wpłynął senacki projekt nowej ustawy o KRS, który miał na celu – jak wynika z jego uzasadnienia – uporządkowanie kwestii związanych z działaniem KRS i… dostosowanie przepisów ustawy do postanowień konstytucji. Ergo – zdaniem Senatu – przepisy obowiązującej wówczas ustawy z 2001 r. do postanowień konstytucji dostosowane nie były, skoro trzeba było je do niej dostosować.

Co ciekawe, Senat uznał wówczas, że ta ustawa z 2001 r. nie nadawała się w ogóle do poprawienia – co napisano w uzasadnieniu projektu nowej ustawy. Została ona uchwalona w 2011 r. zmieniając kompetencje Rady i wprowadzając wiele przepisów regulujących jej funkcjonowanie, które wcześniej znajdowały się w jej regulaminie. Nie zmieniła jednak zasad wyłaniania jej członków spośród sędziów.

No i mamy dziś kolejną rundę walki o praworządność. Walki politycznej oczywiście. Bo trudno mówić o prawnej. Argumenty prawne są używane jako narzędzie walki. Pozostaje mieć nadzieję, że z każdą rundą okładający się pięściami bokserzy będą coraz słabsi. I tego Wam życzę – jak śpiewał kiedyś Tadeusz Nalepa.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego

Czytaj więcej

Dariusz Zawistowski: Łukasza Piebiaka trzeba będzie traktować jako członka KRS