Ów „powrót” jest ponoć wynikiem wskazania Sejmowi przez sędziów, w trybie pewnego rodzaju głosowania indykacyjnego, kogo Sejm ma wybrać do KRS spośród sędziów. Przed tym głosowaniem pojawiły się głosy (nie będę podawał nazwisk ich autorów – z litości), wedle których miało to spowodować, że nowa KRS „nabierze cech legalności”. Po głosowaniu okazało się, że dzięki niemu KRS „została odpolityczniona”.

Moim zdaniem zaangażowanie polityczne wielu sędziów biorących udział w tym głosowaniu, które przeprowadzono jedynie w celu nadania wyborom członków KRS przez Sejm na podstawie obowiązującej od 2018 r. ustawy „cech legalności”, pozwala kwestionować tego typu oświadczenia.

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Nowa rada, stare problemy

Jeden z niewątpliwych autorytetów pisał na tych łamach w 2019 r., że „skład Rady wydaje się nie do obrony w świetle zasad konstytucyjnych i unijnych. Aktualnie mamy w niej dwóch sędziów z urzędu (pierwszy prezes SN i prezes NSA) oraz 23 przedstawicieli wybranych przez władzę ustawodawczą i wykonawczą (w tym 15 sędziów wybranych przez Sejm)”. A w 2025 r. napisał na innych co prawda łamach, że „Konstytucja nie zawiera normy nakazującej w sposób jednoznaczny, bezwyjątkowy i stanowczy, by wybór sędziowskich przedstawicieli KRS dokonywany był przez samych sędziów. Nie statuuje tym samym zasady wykluczającej z uwagi na sprzeczność z konstytucją, jakiegokolwiek innego modelu wyboru”. I ja się z tym zgadzam. To znaczy z tym twierdzeniem z 2025 r., a nie z 2019 r. Nie zmieniłem zdania przez te 7 lat.

Spór o zasady wyboru sędziowskiej części KRS

Konstytucja nie określa, kto wybiera członków KRS spośród sędziów. Ponoć nie może ich wybierać Sejm. Tak ma wynikać z „derywacyjnej, wielopoziomowej” wykładni konstytucji. Skoro bowiem Sejm wybiera czterech członków KRS spośród posłów, to znaczy, że nie może wybierać tych członków spośród sędziów. Ale formalnie właśnie ich wybrał.

A niby dlaczego członków KRS spośród sędziów muszą wybierać sędziowie? Nie tylko nie muszą, ale nawet nie powinni. Bo przecież – zgodnie z art. 4 ust. 1 konstytucji „władza zwierzchnia należy do Narodu”, który – zgodnie z ust. 2 – „sprawuje ją przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. Czy sędziowie, którzy mają wybierać większość członków KRS, która wyłania kandydatów na sędziów, są „przedstawicielami Narodu”? A niby w jakim trybie tymi przedstawicielami zostali?

A skoro – zgodnie z art. 10 konstytucji – „Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”, to jak możemy mówić o równowadze, skoro władza sądownicza jest wyłączona z oceny – choćby pośredniej – wyborców, i może odesłać do kosza rozwiązania prawne przyjęte przez przedstawicieli Narodu, którymi są niewątpliwie posłowie – jak na przykład ustawę o tym, kto wybiera członków KRS – bo przecież, powtórzmy, konstytucja tego nie reguluje.

Jednym z argumentów na niekonstytucyjność KRS powołanej w 2018 r. był brak w jej składzie reprezentanta sądów wojskowych. (...) teraz też ich nie ma

I jeszcze coś dla przypomnienia: jednym z argumentów na niekonstytucyjność KRS powołanej w 2018 r. był brak w jej składzie reprezentanta sądów wojskowych. No bo przecież – zgodnie z art. 187 ust. 1 pkt 2) konstytucji „piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych”.

Pisałem wówczas, że „spośród” nie oznacza, że muszą być oni reprezentowani, bo przecież nie można zmusić sędziów sądów wojskowych, by kandydowali do KRS. No i tak się złożyło, szczęśliwie dla mnie, a pechowo dla tych, którzy mnie wówczas krytykowali, że teraz też ich nie ma. Ale pewnie „tego nie można porównywać”.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego

Czytaj więcej

Dariusz Zawistowski: Łukasza Piebiaka trzeba będzie traktować jako członka KRS