W czasach sprzed ery smartfonów, gdy dzieci zamiast spędzać czas przy komputerowych strzelankach biegały po podwórkach, bawiąc się w policjantów i złodziei czy Indian i kowbojów, obowiązywał prosty scenariusz: jedni ścigali, drudzy uciekali. Aby jednak zabawa nie stała się monotonna, role regularnie się odwracały. Ci, którzy jednego dnia byli ściganymi, następnego wcielali się w stróżów prawa – i odwrotnie. Podobny mechanizm, choć w znacznie poważniejszej scenerii, obserwujemy dziś przy okazji wyborów do Krajowej Rady Sądownictwa.
Od 2018 r. nie mieliśmy KRS, tylko neo-KRS, twór na wskroś niekonstytucyjny, źródło zła wszelkiego, który „infekował” wymiar sprawiedliwości zarazą w postaci neosędziów. Źródłem sporu była nowelizacja ustawy o KRS, która odebrała środowisku sędziowskiemu prawo wyboru 15 członków rady i przekazała je Sejmowi. W oczach obecnej koalicji była to więc upolityczniona KRS, a europejskie trybunały odmawiały jej przymiotu niezależności od pozostałych władz.
Czytaj więcej
Sejm wybrał 15 sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa. Po raz pierwszy od 2018 r. kandydatury wyłoniło samo środowisko sędziowskie, a poli...
Prawybory nie miały żadnej podstawy prawnej, więc część środowiska je zbojkotowała
Zwolennicy reformy powoływali się z kolei na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał zmieniony sposób wyboru członków KRS za zgodny z ustawą zasadniczą. Taki sposób wyboru w ich mniemaniu kładł kres sędziokracji, oddając wpływ na mianowanie sędziów z powrotem w ręce obywateli. Co prawda był to wpływ pośredni do kwadratu, bo obywatele wybierali polityków, którzy wybierali członków KRS, którzy dokonywali wyboru sędziów, których następnie mianował prezydent, ale któż lepiej wie, co jest dobre dla obywateli, jeśli nie politycy, tak hojnie obdarzeni mandatem społecznego poparcia?
Efektem tego sporu było podważanie statusu sędziów i wydawanych przez nich orzeczeń, co pogłębiło chaos w i tak coraz bardziej niewydolnym systemie sądownictwa.
Teraz sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Koalicji nie udało się przeforsować nowej ustawy o KRS, która by cofała pisowską reformę. Pierwszą ustawę Andrzej Duda odesłał do TK, który uznał ją za niekonstytucyjną. Drugą zawetował już Karol Nawrocki.
W efekcie obecna koalicja wybrała członków KRS na podstawie tej ohydnej pisowskiej ustawy, ale dosztukowując do niej element w postaci swoistych „prawyborów”. Sędziowie sami się mieli policzyć, wskazać kandydatów, a Sejm tylko ten wybór przyklepać. Jak wyszło, każdy widział. Prawybory nie miały żadnej podstawy prawnej, więc część środowiska je zbojkotowała. Powstały listy, jakby były to wybory, nie przymierzając partyjne, oraz zastosowano zupełnie nowatorski sposób głosowania, w którym każdy sędzia miał nie jeden a 15 głosów. Co oczywiście premiowało sędziów zrzeszonych w stowarzyszeniach, kosztem kandydatów niezależnych.
PiS uznał jednak, że przekazanie sędziom prawa do wyłaniania kandydatów stanowi niekonstytucyjne ograniczenie kompetencji Sejmu. Partia złożyła więc wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, który niezwłocznie wydał zabezpieczenie zakazujące przeprowadzenia procedury do czasu wydania orzeczenia.
Czytaj więcej
We wtorek Trybunał Konstytucyjny wydał zabezpieczenie, w którym wezwał Sejm do powstrzymania się od wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa do cz...
Plan wyboru sędziów, którzy uzyskali największe poparcie środowiska, poszedł w diabły
Sejm to zignorował, ale na końcu i tak okazało się, że ustawa o KRS jest tak skonstruowana, że nie da się wybrać tylko tych 15 sędziów, którzy w tej na poły legalnej, na poły osobliwej procedurze uzyskali największe poparcie środowiska sędziowskiego. Bo każdy klub parlamentarny ma prawo wskazać po jednym kandydacie, a PiS i Konfederacja wybrały akurat takich, którzy mieli śladowe poparcie swoich kolegów: Łukasza Piebiaka i Łukasza Zawadzkiego. I cały plan wyboru sędziów, którzy uzyskali największe poparcie środowiska, poszedł w diabły.
Mało tego, posłowie PiS wskazali sędziego Piebiaka, po czym zbojkotowali głosowania. W rezultacie został on wybrany głosami… rządzącej koalicji. Kabaret i majstersztyk w jednym. I tak oto politycy zamienili się rolami. Wybrana przez Sejm KRS będzie w oczach koalicji konstytucyjna, podczas gdy ich przeciwnicy z opozycji będą twierdzić coś zupełnie innego. Ewentualnie, w zależności od tego, jak zareaguje prezydent, może się okazać, że będą dwie KRS, stara i nowa. I zamiast jednego kłopotu z KRS, podwójny. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my – obywatele, którzy chcą, by orzeczenia były wydawane szybko, sprawiedliwie i w sposób zapewniający stabilność prawa? Tym nikt, wbrew deklaracjom, się tak naprawdę nie przejmuje.
Czytaj więcej:
Politycy posługują się inną zmienną. Nazywa się ona „kompromis”. Prawnego sposobu nie widzę – mówi sędzia Piotr Prusinowski, były prezes Izby Pracy...
Pro