W całej sprawie łatwo zachować się zgodnie z plemienną logiką, która – niestety – często rządzi postrzeganiem sytuacji politycznej w Polsce. Sprowadza się ona do dobrze znanej sienkiewiczowskiej zasady, że moralna ocena sytuacji uzależniona jest od tego, czy to Kali kradnie krowę, czy też to jemu krowę kradną.

Zgodnie z tą logiką, gdy PiS próbował doprowadzić do zmiany właściciela TVN, to był to skandal, ale gdy policja wchodzi do mieszkania Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego krytycznej aż do granic wrogości wobec obecnego rządu Telewizji Republika, i skuwa w kajdanki jego asystentkę, to w zasadzie jest to sprawiedliwość dziejowa – a jeszcze można pożartować z tego, co asystentka tam właściwie robiła.

Policja u Tomasza Sakiewicza. Niszczący dla państwa efekt precedensu

Tymczasem niezależnie od tego, jak bardzo krytycznie ocenia się działalność dziennikarską Sakiewicza, warsztat dziennikarzy Telewizji Republika oraz ich, powiedzmy eufemistycznie, ponadprzeciętny poziom zaangażowania w polityczny spór w Polsce po jednej ze stron, nadal mamy do czynienia z dziennikarzami i medium, które jak każde medium w Polsce powinno mieć możliwość korzystania z wolności słowa i nie być poddawane żadnej formie presji z tym związanej. Dziennikarze – jako przedstawiciele nieformalnej czwartej władzy, pełniącej, w interesie publicznym, funkcję kontrolną wobec trzech pozostałych władz – muszą też, w kontaktach z państwem, być traktowani przez nie w sposób szczególnie ostrożny. By nie pojawił się nawet cień wątpliwości, iż państwo, dysponujące monopolem, jeśli chodzi o legalne użycie siły, próbuje w jakiś sposób wpłynąć na funkcjonowanie mediów. I nazwa medium, ani ocena jego działalności nie mogą mieć żadnego znaczenia – dlatego, że tym, co jest dla państwa niszczące w każdej dziedzinie, jest tworzenie precedensów.

Czytaj więcej

Zbigniew Ziobro z USA: Jeżeli chcą wytaczać sprawę ekstradycji – proszę bardzo

Obserwujemy to zresztą od lat i widzimy, co się dzieje, jeśli po zdaniu „wyroków Trybunału Konstytucyjnego trzeba przestrzegać” dodamy „chyba, że nie podoba nam się jego skład”. W przypadku policji w domu redaktora Sakiewicza jest podobnie – jeśli teraz uznamy, że w sumie nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że na podstawie fałszywego doniesienia o osobie, której życie rzekomo miałoby być zagrożone, policja wchodzi do domu redaktora naczelnego krytycznego wobec rządu medium, to gdy polityczne wiatry zawieją w inną stronę, może pojawić się pokusa, by policjanci odwiedzili innych redaktorów naczelnych. Tak działa precedens.

W interesie rządu jest, by sprawę wyjaśnić i nie pozostawić żadnej wątpliwości co do okoliczności pojawienia się policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza

Rządzący muszą uważać, by nie osłabili wolności słowa w Polsce

Dlatego w interesie rządu jest, by sprawę wyjaśnić i nie pozostawić żadnej wątpliwości co do okoliczności pojawienia się policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. A przedstawiciele obozu rządzącego, nawet jeśli za naczelnym TV Republika nie przepadają, powinni wypowiadać się w tej kwestii bardzo powściągliwie. Bo jeśli wszystko sprowadzi się po ich stronie do epatowania Schadenfreude i kpin, w ostatecznym rachunku doprowadzi to do osłabienia wolności słowa w Polsce. A nie wydaje się, by była to jedna z obietnic wyborczych obecnej koalicji.