Wyjazd Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych to porażka państwa rządzonego przez Donalda Tuska czy PiS, które teraz musi tłumaczyć się z wyjazdu swojego wiceprezesa?
Jednych i drugich, ale bardziej jednak PiS. Wyjazd z Węgier do USA był spodziewany z uwagi na bliskie związki części prawicy z administracją Donalda Trumpa. Zbigniew Ziobro jest dla PiS w Stanach Zjednoczonych bardziej szkodliwy i kłopotliwy, niż gdyby siedział w areszcie w Polsce, gdzie mógłby odgrywać rolę męczennika. Jest teraz głównym problemem dla PiS.
Czytaj więcej
Ministerstwo Spraw Zagranicznych miało przekazać we wtorek ambasadzie USA w Warszawie notę dotyczącą wjazdu Zbigniewa Ziobry na terytorium Stanów Z...
A nie jest teraz głównym problem Donalda Tuska? Uciekł wcześniej na Węgry, do USA, gdzie został przyjęty z otwartymi ramionami przez administrację Donalda Trumpa i może ma podstawy, żeby triumfować, mówiąc o rządzących, że to są „fujary”?
To jest problem Donalda Tuska, ponieważ premier znaczną część swojej działalności przeznaczył na rozliczanie PiS, a to słabo wychodzi. Szkoda, że Donald Tusk nie miał jeszcze innych pomysłów, a nawet jeśli je miał – jak z deregulacją, to nie przyniosły spektakularnych efektów. Ucieczka Ziobry nie jest wydarzeniem, które mogłoby istotnie zaciążyć na notowaniach Koalicji Obywatelskiej. Nie przeceniałbym znaczenia tej sprawy dla polskiej polityki, ani dla relacji polsko-amerykańskich. Od wejścia do NATO jesteśmy ze Stanami Zjednoczonymi związani w sposób strategiczny. Zależność Polski od USA pogłębia się w rytm zagrożenia, jakie mamy ze strony Rosji. Sprawa Ziobry niczego istotnego nie zmieni. Nie sprawi, że jakiś kontrakt zbrojeniowy zostanie zerwany czy część amerykańskich wojsk zostanie z Polski wycofana. Skończy się na nocie, którą minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wysłał do Departamentu Stanu, na którą Departament Stanu odpowiedział niejako – powiem brutalnie – „idźcie na drzewo”. Sprawa jest zamknięta.
Jednak jeśli rząd Tuska popełni błędy i będzie teraz stale wracał do tej sprawy i mówił przy każdej okazji: „Oddajcie nam Ziobrę”, to pogorszy relacje polsko-amerykańskie, bo Trump nie odda Ziobry, skoro podjął decyzję, żeby go do USA wpuścić.
Czyli temat Ziobry nie będzie kluczowy w trakcie wyborów?
Sprawa będzie żyła, dopóki nie przesłonią jej inne wydarzenia, a więc przez kilkanaście dni. Nie wierzę, żeby miała wpływ na przyszłoroczne wybory albo żeby Karol Nawrocki poniósł straty wizerunkowe z tego powodu. prezydent będzie unikał trudnych pytań. Sprawa jest niewygodna dla relacji polsko-amerykańskich. Zostaliśmy potraktowani przez Amerykanów lekceważąco.
Czytaj więcej
Polscy śledczy są o kilka kroków za Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim. Szanse na sprowadzenie z USA obu polityków PiS są praktycznie zerowe.
A co Karol Nawrocki może zrobić w sprawie kryptowalut?
Niewątpliwie najbardziej problem kryptowalut szkodzi PiS, widać to również po gwałtownej zmianie stanowiska partii w tej sprawie, którą prezes Kaczyński dotąd bagatelizował i lekceważył. Teraz zabrał się za nią z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Finalnie nie będzie uregulowana, bo nie wierzę, że trzecia ustawa rządowa zostanie podpisana przez Karola Nawrockiego. Dla prezydenta byłby to dowód słabości.
Czytaj więcej
Dzisiaj Karolowi Nawrockiemu przychodzi się zmierzyć z kilkudziesięcioma tysiącami Polek i Polaków, którzy zostali okradzen - mówił w rozmowie z Ja...
Prezydent próbuje narzucić narrację polityczną, proponując pracę nad nową ustawą zasadniczą i referendum. Są realne szanse z realizację prezydenckich ambicji?
Karol Nawrocki zapowiedział w kampanii wyborczej, że będzie dążył do uchwalenia nowej konstytucji. I rzeczywiście, podjął działania, wyczekał do 3 maja. Zaskoczyło mnie, jaki skład Rady Nowej Konstytucji powołał, bo są tam osoby, których nie jest w stanie kontrolować i one już na starcie ośmieszyły ten projekt. Wypowiedź prof. Ryszarda Piotrowskiego, że właściwie nie jest potrzebna nowa konstytucja przebiła się najbardziej. W cieniu były słowa innego z profesorów, który wszedł do Rady – Jacka Majchrowskiego, byłego prezydenta Krakowa. W wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” powiedział coś nawet mocniejszego, a mianowicie, że nie będzie ani w tym, ani w następnym Sejmie większości dla uchwalenia nowej konstytucji i dodał, że prezydent Nawrocki wielokrotnie złamał obecnie obowiązującą ustawę zasadniczą. Zabawne, że prof. Majchrowski zgodził się wejść do Rady, co staje się kłopotliwe dla prezydenta Nawrockiego i jego urzędników. Kierunek myślenia jest taki, że Rada, uzupełniona o przedstawicieli głównych formacji prawicowych, a więc PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, ma przygotowywać jakiś projekt konstytucji, ustanawiający system prezydencki. W istocie rzeczy to element przygotowań do paktu senackiego, bo dziś najważniejszym zadaniem dla Nawrockiego na drodze do nowej ustawy zasadniczej będzie zbudowanie paktu senackiego prawicy.
Karol Nawrocki powoli buduje system prezydencki w Polsce. Uważam, że to jest mało realne. Ale moim zdaniem w Azji zaczyna się kryzys gospodarczy i pozostaje pytanie, jak szybko on dotrze do Europy i jak duże to wywoła skutki w sensie zmian nastrojów politycznych.
Czy partie prawicowe mogą mieć większość pozwalającą na zmianę konstytucji, czy jednak rządząca koalicja miałaby szansę na większość?
Większość sondaży układa się w pewien spójny obraz – KO jest najsilniejszym ugrupowaniem, ale nie będzie miała z kim zrobić koalicji. Donald Tusk może pójść śladem Jarosława Kaczyńskiego, który wybory parlamentarne wygrał, ale nie miał partnerów do rządzenia. To się oczywiście jeszcze może zmienić, tylko pytanie, w którą stronę. Jeśli do wyborów pójdą trzy formacje prawicowe, które mamy w tej chwili, mogą mieć one większość znacząco powyżej wymaganej dla stworzenia wspólnego rządu. Pozostaje pytanie, jak będzie wyglądał rząd z partią Grzegorza Brauna. Możemy również sobie wyobrazić sytuację odmienną – że dochodzi zarówno do pęknięcia w PiS, jak i Konfederacji, w efekcie czego mielibyśmy pięć, a nie trzy listy prawicowe, które by się degradowały, dzięki czemu w systemie D’Hondta KO mogłaby z trzydziestokilkuprocentowym poparciem mieć samodzielną większość. Jesteśmy na tyle daleko od wyborów, że nie sposób dzisiaj przewidzieć ich wyniku, zwłaszcza w kontekście kryzysu gospodarczego, o którym mówię po raz kolejny.
Czytaj więcej
Może konieczność negocjowania spraw państwowych pomiędzy dużym i małym pałacem jest dla nas zbawienna, bo pozwala korygować ewidentne błędy jednej...
Czy program SAFE pomoże PSL, które samodzielnie chce przekroczyć 5 proc. w 2027 r.?
Nie wierzę, że dzięki SAFE ludowcy przekroczą próg. Jeśli już, to raczej dzięki temu, że znajdą sobie jakiegoś koalicjanta, którego jeszcze nie ma na mapie politycznej. Pieniądze z SAFE będą korzystne dla równowagi budżetowej, pomogą utrzymać inne punkty w budżecie, dzięki zręcznej polityce budżetowej.
A czy Donald Tusk może być pewien koalicjanta – Polski 2050?
Do końca nie. Widać, że u Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz narasta frustracja tym, w jaki sposób jest traktowana w koalicji. Dzisiaj nie założyłbym się o to, że posłowie Polski 2050 zagłosują za budżetem na 2027 r. Z drugiej strony, głosując – przy dzisiejszej swojej kondycji – przeciwko budżetowi, ryzykowaliby przedterminowe wybory, które z pewnością Karol Nawrocki by rozpisał na wiosnę zamiast na jesień przyszłego roku, więc mieliby o pół roku mniej czasu na szukanie szalupy ratunkowej. Polska 2050 byłaby więc samobójcą, gdyby zagłosowała przeciwko budżetowi. Ale nie wykluczam, że o ile w tych najbardziej strategicznych głosowaniach będą głosować razem z koalicją, to w innych, mniej znaczących, ale jednak odczuwalnych sprawach, mogą nagle nie popierać przedłożeń rządowych. W tym sensie rząd Tuska niekoniecznie będzie rządem większościowym.
Czytaj więcej
Polityczna wiosna stoi pod znakiem podziałów na prawicy. Kłóci się coraz ostrzej – publicznie – nawet Konfederacja, o PiS nie wspominając. Ale rosn...
Polska 2050 jest opozycją w koalicji 15 października?
Spory koalicyjne szkodzą koalicjantom. Polska 2050 jest cieniem dawnej siebie. Partia będzie przypominać o swoim istnieniu sporami z Donaldem Tuskiem, ale nie wyjdzie na tym dobrze z prostego powodu: jest już za późno. Szymon Hołownia zaraz po wyborach parlamentarnych mógł domagać się podmiotowego traktowania przez premiera, np. w postaci cotygodniowych spotkań przywódców koalicji. Hołownia ocknął się dopiero, jak zaczęła się kampania prezydencka, kiedy jego partia i wizerunek były już w wysokim stopniu zrujnowane, co tylko potwierdziły wybory prezydenckie. Twierdzenie, że Pełczyńska-Nałęcz ma pole manewru w odniesieniu do Tuska jest niepoważne.
Kto bliżej jest dzisiaj wygrania wyborów parlamentarnych i rządzenia po 2027 r., Donald Tusk czy Jarosław Kaczyński?
Przemysław Czarnek z całą pewnością nie będzie premierem, nawet jeżeli powstanie po wyborach w 2027 r. koalicja prawicowa. Żeby Czarnka powołać na premiera, potrzebne będą głosy innych formacji prawicowych, a dla nich punktem honoru będzie, że nawet jeśli premier miałby być z PiS, to nie może być to człowiek wyznaczony do tej roli przez prezesa Kaczyńskiego półtora roku wcześniej. Bo dla Krzysztofa Bosaka, Sławomira Mentzena i być może Grzegorza Brauna byłoby to upokarzające. Oni mogą powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu: niech już będzie premier z PiS, skoro wy jesteście najsilniejsi, ale to nie może być Czarnek. Przemysław Czarnek realizuje misję straceńczą. Jeśli prezes Kaczyński wymieni kandydata na premiera przed wyborami, to jedynie pogłębi kryzys w PiS. Czarnek będzie trzymany do końca, do wyborów w roli kandydata na premiera. Dzisiaj więcej wskazuje na to, że Donald Tusk utrzyma się przy władzy po następnych wyborach, tym bardziej, jeśli dojdzie do podziałów na prawicy, w PiS i Konfederacji oraz pięciu prawicowych list wyborczych.
Pełna rozmowa na rp.pl
Czytaj więcej
Wyjazd Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych to zarówno porażka Prawa i Sprawiedliwości, jak i rządu Donalda Tuska – uważa prof. Antoni Dudek, p...