Bardzo na „Historie równoległe” czekałam. To pierwszy film z tajemniczego projektu: cyklu dziesięciu filmów, które mają być zrealizowane na podstawie „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. W różnych krajach, przez różnych artystów. Maciej Musiał, który od 2011 roku jest gwiazdą serialu „rodzinka.pl”, jeszcze w czasie studiów w krakowskiej Szkole Teatralnej, odkupił od Krzysztofa Piesiewicza prawa do „Dekalogu”. Do pomysłu? Scenariusza?
Młody aktor już wcześniej był jednym z motorów powstania serialu „1983” Agnieszki Holland, Kasi Adamik, Olgi Chajdas i Agnieszki Smoczyńskiej. Miał wtedy 19 lat. Kilka lat później zaczął szukać producentów dla uwspółcześnionego „Dekalogu”. I znalazł.
Do głównego konkursu canneńskiego trafił pierwszy obraz z tej serii. Oparte na szóstym przykazaniu „Historie równoległe” zrealizował we Francji wybitny irański reżyser Asghar Farhadi. Jak sam mówi, początkowo nie był do tego projektu przekonany. Namówił go w czasie rozmowy na Zoomie Krzysztof Piesiewicz. Adwokat, scenarzysta Krzysztofa Kieślowskiego zmarł w przeddzień premiery filmu na Croisette.
— Nie mogę przestać o tym myśleć — powtarzał Farhadi po premierze filmu.
W Dekalogu VI, a potem w „Krótkim filmie o miłości” Krzysztof Kieślowski pokazał zauroczenie prostego chłopaka, który przez teleskop podpatruje mieszkającą w domu naprzeciw elegancką, piękną kobietę. Była tam ogromna siła uczucia, ale też jego brud i natręctwo. A w tle socjalistyczna, siermiężna rzeczywistość PRL-u. Cała opowieść niosła niejednoznaczność, pozostawiając ogromne pole do własnej interpretacji. Ciekawe kreacje stworzyli Grażyna Szapołowska i Edward Lubaszenko. Co z tego filmu pozostało w „Historiach równoległych”? Głównie podpatrywanie przez okno i teleskop. I przepiękna muzyka Zbigniewa Preisnera.
Nieudana próba uwspółcześnienia „Dekalogu”
Scenariusz „Historii równoległych” Asghar Farhadi napisał ze swoim bratem Saeedem. W przeciwieństwie do Dekalogu VI Kieślowskiego skomplikował scenariusz, mnożąc bohaterów i dodając nowe wątki. Starzejąca się pisarka (Isabelle Huppert) obserwuje z własnego okna mieszkanie w domu naprzeciw. Mieści się w nim studio dźwiękowe, w którym pracuje młoda dziewczyna Nita i dwóch braci. Pisarka podpatruje ich relacje. A raczej wymyśla je. Stukając w klawisze maszyny do pisania wymyśla powieść, w której dziewczyna jest związana z młodszym z mężczyzn, ale uprawia seks ze starszym, żonatym. W jej historii w końcu dochodzi do morderstwa.
Sama Sylvie ma właśnie sprzedać swoje mieszkanie. Za poradą siostry zatrudnia chłopaka – emigranta który dopiero co odbył karę więzienia za kradzież. Adam ma jej pomóc spakować się, zrobić porządek, wywieźć tony książek, które walają się wszędzie. I w pewnym momencie on także zaczyna podglądać dziewczynę z naprzeciwka. Próbuje się do niej zbliżyć. A gdy Sylvie, po rozmowie z wydawcą, wyrzuca maszynopis powieści, Adam go sobie przywłaszcza. W kafejce obok domu przedstawia się Nicie jako początkujący pisarz i daje jej do przeczytania „swoją” książkę.
Czytaj więcej
Nie żyje Krzysztof Piesiewicz. Informację podała Małgorzata Kidawa-Błońska. „Bardzo smutna wiadomość. Nie żyje Krzysztof Piesiewicz, Senator, prawn...
Zamiast prostoty filmu Kieślowskiego mamy labirynt rozmaitych wątków i tematów.
W „Historiach równoległych” życie miesza się z wymyśloną historią. Sceny autentyczne przeplatają się z książkowymi. A więc opowieść o powstawaniu sztuki? O mentalności współczesnych ludzi? O relacji między życiem a twórczością? O namiętności? O urzeczeniu prostego chłopaka dziewczyną z innej „półki społecznej”? O bliskich rodzinnych związkach? Powstaje misz-masz, z którego niewiele wynika. Nie pomagają nawet świetni aktorzy: Isabelle Huppert jako starzejąca się pisarka, Virginie Efira, Vincent Cassel i Pierre Niney jako podpatrywani mieszkańcy domu naprzeciw. A nawet Catherine Deneuve w epizodzie jako wydawczyni odrzucająca dzieło Sylvie.
Między Kieślowskim a Hitchcockiem
Nazwisko Kieślowskiego niewątpliwie pomogło filmowi przyciągnąć uwagę dziennikarzy. Tylko co ta skomplikowana opowieść ma wspólnego z pewną prostotą, delikatnością i wnikliwością spojrzenia tego artysty? Równie dobrze można by się tutaj powołać na „Okno na podwórze” Hitchcocka, gdzie też było podglądanie przez okno i nawet podejrzenie morderstwa. Film Farhadiego nie broni się też jako samodzielne dzieło. Zresztą wydaje się, że zachodnie obrazy Irańczyka są słabsze niż dzieła nakręcone w ojczyźnie z wybitnym „Rozstaniem” na czele. W Cannes krytycy „Historie równoległe” niemal zmiażdżyli. W rankingu międzynarodowych krytyków w „Screen International” film ma najniższe – jak dotąd – noty: 1,6 w pięciostopniowej skali. Na Rotten Tomatoes ma jedynie ok. 20 proc. recenzji pozytywnych. „To słaby film, który przypomina raczej rozdmuchaną pracę domową z pisania metafikcji niż żywą, pełną akcji historię” – można przeczytać w „Hollywood Reporter”. „Moim przykrym obowiązkiem jest napisać, że to pokręcony i bałaganiarski film” – stwierdził krytyk „Variety”. „Bohaterowie zachowują się jak figury przesuwane po szachownicy, w filmie mnożą się zbiegi okoliczności i pseudoironiczne zwroty akcji” – podsumował recenzent „Screenu”. Najbardziej łaskawy okazał się Peter Bradshow, który w „Guardianie” dał Farhadiemu 3 gwiazdki na możliwych 5.
Czytaj więcej
Paweł Pawlikowski pokazuje w Cannes „Ojczyznę”, film o przyjeździe Tomasza Manna do Niemiec w 1949 r. Nie przypadkiem sięgnął po tę historię dzisia...
Teraz pozostaje więc czekać na kolejne obrazy nakręcone w duchu „Dekalogu”. Po zdjęciach jest już „Possible Love”, za którym stoi południowokoreański reżyser Lee Chang-dong. Niewykluczone, że film trafi na festiwal wenecki. I może ten twórca głębiej odczyta dzieło Kieślowskiego, którego przenikliwego spojrzenia na dzisiejszy świat tak bardzo nam dziś brakuje.