Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak niepewność co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa przyspiesza zwrot Polski w stronę współpracy z Niemcami.
  • Jaki charakter ma mieć polsko-niemiecka umowa i dlaczego jej zawarcie utrzymywano w tajemnicy.
  • W jaki sposób inwestycje Niemiec w Bundeswehrę wpłyną na architekturę bezpieczeństwa Europy
  • Na jakie zagrożenia ze strony Rosji Polska i Niemcy mogą odpowiedzieć wspólnie.

– Nic o tym nie wiedziałam. To musiało być negocjowane w bardzo wąskim gronie. W obecnej sytuacji geopolitycznej porozumienie z Niemcami jest czymś koniecznym. Ale oczywiście oznacza ono ryzyko polityczne dla obecnej ekipy u władzy – mówi „Rzeczpospolitej” Katarzyna Pisarska, przewodnicząca Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. 

Z naszych informacji wynika, że umowa jest już negocjowana od wielu miesięcy. Jednak jej istnienie ujawnił dopiero w czwartek ambasador Niemiec w Warszawie Miguel Berger. Stało się to w trakcie konferencji Impact 26 w Poznaniu. Zdaniem jednego z naszych rozmówców wiadomość „wymsknęła się” niemieckiemu dyplomacie. Słowa potwierdził on jednak w rozmowie z PAP. Berger powiedział, że porozumienie ma zostać zawarte 17 czerwca w trakcie obchodów w Berlinie 35. rocznicy zawarcia polsko-niemieckiego traktatu o sąsiedztwie. Tę informację powtórzył później także wiceszef MON Paweł Zalewski. – Taki mamy plan – powiedział PAP.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Trump, akuszer niemieckiej potęgi

Skąd taka tajemniczość? Nachalna, nieprzerwana propaganda antyniemiecka w trakcie ośmiu lat rządów PiS na tyle zmieniła stan opinii publicznej, że Donald Tusk wolał albo uniknąć zawieranie formalnego porozumienia z Niemcami, albo zrobić to po ewentualnych zwycięskich wyborach parlamentarnych jesienią przyszłego roku. Narastające zagrożenie ze strony Rosji, ale przede wszystkim coraz mniej pewne gwarancje bezpieczeństwa ze strony Ameryki Donalda Trumpa najwyraźniej przekonały jednak polskiego premiera, że tak długo czekać się nie da. 

USA Donalda Trumpa w kwestiach bezpieczeństwa nie konsultują się ani z Polską, ani z Niemcami

W czwartek okazało się, że na polecenie sekretarza wojny Pete Hegsetha Pentagon wstrzymał przyjazd w ramach rotacji 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. I to mimo że część ich sprzętu została już przerzucona. Zdaniem „New York Times” to może być część zapowiadanej redukcji obecności sił USA w Europie. W pierwszej chwili szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał, że ta inicjatywa nie wpłynie na stan wojsk amerykańskich nad Wisłą. Jednak później sytuacja okazała się na tyle poważna, że w środku nocy kontaktował się z koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem.

– Amerykanie także się z nami w takich sytuacjach nie konsultują. Taki jest styl działania tej administracji – słyszymy w Berlinie. 

Trump w odpowiedzi na krytykę kampanii irańskiej przez Friedricha Merza zapowiedział ograniczenie o 5 tys. liczby amerykańskich żołnierzy w Niemczech. Redukcja miałaby zostać przeprowadzona w ciągu 6-12 miesięcy. W zeszłym tygodniu na podstawie mało precyzyjnej wypowiedzi Donalda Trumpa w Warszawie zaczęto nawet żywić nadzieję, że część tych sił mogłaby trafić do Polski. Teraz pojawiły się obawy, że grozi nam nie zwiększenie, ale ograniczenie wielkości sił amerykańskich nad Wisłą. 

Mimo wszystko z uwagi na nadchodzące wybory nie ma mowy o zawarciu przez Polskę z Niemcami ani porozumienia porównywalnego z Traktatem z Nancy, który nieco ponad rok temu podpisali w stolicy Lotaryngii Emmanuel Macron i Donald Tusk. Nie będzie to też dokument porównywalny z traktatem, jaki pod koniec miesiąca premier chce zawrzeć z szefem brytyjskiego rządu. W przypadku porozumienia z Niemcami ma chodzić o umowę wręcz techniczną.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Małe szanse na więcej żołnierzy z USA w Polsce

– To jest typ umowy, który mamy z bardzo wieloma krajami świata – przekonuje jeden z naszych rozmówców. – Porozumienie ma stworzyć ramy prawne dla już świetnej współpracy w obszarze obronnym – tłumaczy Miguel Berger. 

Inicjatywę chwali Janusz Reiter, były ambasador RP w Berlinie. – Od wielu lat promowałem ideę inwestycji niemieckich w polskie bezpieczeństwo. Im bardziej Niemcy są zaangażowane w obronę Polski, a przede wszystkim Ukrainy, tym mniejsze jest ryzyko, że powrócą do bliskiej współpracy z Moskwą – mówi „Rzeczpospolitej”.

Idea zawarcia z Niemcami nowego traktatu została zarzucona, gdy okazało się, że wymagałaby rozwiązania wielu problemów, co do których dziś nie ma zgody między Berlinem i Warszawą. Jednym z nich jest kwestia reparacji za skutki II wojny światowej, innym status polskiej mniejszości nad Renem. 

Bundeswehra buduje najpotężniejszą armię konwencjonalną w Europie

Niemcy tworzą na Litwie stałą brygadę, która ma liczyć 5 tys. żołnierzy. W Polsce obecność niemieckich wojsk pozostaje śladowa. Jednak rola Republiki Federalnej w bezpieczeństwie Europy staje się kluczowa. Po zniesieniu konstytucyjnych limitów zadłużenia Merz uruchomił plan, który ma przekształcić Bundeswehrę w najpotężniejszą armię konwencjonalną Europy. Do końca dekady na ten cel ma pójść kolosalna kwota 780 mld euro. Wówczas niemiecki budżet obronny będzie większy niż budżet wojskowy Francji i Wielkiej Brytanii razem wziętych. Już w 2035 r. Niemcy chcą wydawać 3,5 proc. PKB na obronę (190 mld euro), a więc pięć lat przed zobowiązaniem przyjętym na szczycie w Hadze rok temu.

Amerykańskie wojska w Niemczech

Amerykańskie wojska w Niemczech

Foto: PAP

Taka skala nakładów powoduje jednak, że decyzje w sprawie modernizacji i rozbudowy sił zbrojnych, jakie teraz podejmuje Berlin, de facto rozstrzygną o strukturze bezpieczeństwa kontynentu na dekady.

– Chcemy współpracy z Polską w tej sprawie. Ale do tanga trzeba dwojga – słyszymy w Berlinie. 

Pocisk Tomahawk

Pocisk Tomahawk

Foto: PAP

Ta kwestia już doprowadziła do napięć między Berlinem i Paryżem, m.in. gdy idzie o współpracę niemieckiego oddziału Airbusa z francuskim Dassault w sprawie budowy myśliwca nowej generacji czy systemu obrony powietrznej. Francuzi oczekują, że gigantyczne fundusze Niemiec przyczynią się do powstania zintegrowanej obronności europejskiej, jednak dla Niemców priorytetem jest szybkość i skuteczność. Taki wniosek wyciągają z zagrożenia rosyjskiego i coraz bardziej chwiejnej pozycji Ameryki. Jednym z przykładów jest anulowanie przez USA sprzedaży rakiet średniego zasięgu Tomahawk, którą uzgodnił jeszcze Olaf Scholz z Joe Bidenem. To powoduje, że Republika Federalna pozostaje bezbronna wobec np. rosyjskich pocisków Iskander rozmieszczonych w Obwodzie Królewieckim, które mogą dosięgnąć Berlina. Przed dokładnie takim samym zagrożeniem staje i Polska. Współpraca obu krajów w zdobyciu porównywalnych pocisków miałaby więc jak największy sens.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wybór Friedricha Merza może przynieść Europie nadzieję

Ale współpraca z naszym krajem ma też dla Niemiec ogromny sens polityczny. Uśmierzyłaby wiele obaw w Europie przed odradzającą się, niemiecką potęgą wojskową.

– Przywództwo oparte na partnerstwie: tak. Fantazje hegemonistyczne: nie. Nigdy więcej Niemcy nie będą działali samotnie – powiedział w trakcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w lutym Friedrich Merz. Z sondażu przeprowadzonego przez Fundację Koerberga wynika, że o ile 3/4 Niemców opowiada się za podwojeniem wydatków na obronę, to ponad 60 proc. jest przeciwnych przejmowaniu przez ich kraj przywódczej roli, gdy idzie o bezpieczeństwo Europy.