Przed paradą w Moskwie władze rosyjskie groziły uderzeniem rakietowym w dzielnicę rządową Kijowa. Tamtejszy MSZ ustami Marii Zacharowej nawet apelował do przebywających w ukraińskiej stolicy zagranicznych dyplomatów i przedstawicieli organizacji międzynarodowych o opuszczenie miasta. Informacja ta została rozkolportowana przez wszystkie media na świecie i cel Rosji został osiągnięty – zainterweniował Donald Trump, który udzielił Władimirowi Putinowi gwarancji bezpieczeństwa na czas przeprowadzenia parady w Moskwie 9 maja.

Czytaj więcej

Andrzej Łomanowski: 9 maja w Moskwie - Donald Trump znów uratował Władimira Putina

Kilka dni później dyktator i tak uderzył, przeprowadzając zmasowany atak na Kijów. Tyle że bomby nie spadły na dzielnicę rządową czy zagraniczne ambasady, lecz na blok mieszkalny w rejonie Darnickim. W piątek zakończyła się akcja poszukiwawczo-ratunkowa. Bilans: 24 osoby nie żyją, w tym troje dzieci. W ten sposób Putin po raz kolejny potwierdził, że zawsze, gdy pręży muskuły, uderza w słabych.

Wojna Rosji z Ukrainą. Terroryzowanie cywilów to stara metoda Kremla

W 1999 r. rosyjskie służby wysadziły bloki mieszkalne w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku. Młody premier Władimir Putin oskarżył separatystów i uzyskał w ten sposób pretekst do rozpoczęcia II wojny czeczeńskiej. Były podpułkownik FSB, który o przeprowadzenie tych zamachów wprost oskarżał Kreml, został otruty przez Rosję i zmarł w Londynie w 2006 r. Wbrew pozorom ta historia sprzed dekad tłumaczy logikę dzisiejszych działań Kremla nad Dnieprem.

Czytaj więcej

Putin sięga po majątki oligarchów. Rosji brakuje pieniędzy na wojnę z Ukrainą

Putin, uświadamiając sobie, że nie jest w stanie przełamać impasu w sposób militarny, próbuje zniechęcić Ukraińców do wojny, atakując budynki mieszkalne czy obiekty infrastruktury krytycznej (np. ciepłownie, przepompownie czy elektrownie). Na Kremlu zapewne zakładają, że przyczyni się to do wzrostu napięcia wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego i sprowokuje krytykę pod adresem władz. Cel rządzących w Moskwie jest oczywisty – Ukraińcy mają się zmęczyć wojną i zażądać od Wołodymyra Zełenskiego zakończenia konfliktu kosztem nawet ustępstw terytorialnych. Wówczas Kreml mógłby ogłosić zwycięstwo.

Ukraińcy są zmęczeni wojną, ale nie chcą kapitulacji

Tymczasem sondaże nad Dnieprem mówią jednoznacznie – Ukraińcy nie zaakceptują zakończenia wojny kosztem wycofania armii ukraińskiej z całego terytorium obwodu donieckiego. Pod koniec kwietnia 57 proc. Ukraińców (według Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, KMIS) uważało taki scenariusz zakończenia trwającej już piąty rok z rzędu wielkiej wojny za absolutnie niedopuszczalny.

Czytaj więcej

Afera, która uderza w Zełenskiego. Były szef jego biura miał radzić się u wróżki

Ale prawdą jest też to, że w Ukrainie z roku na rok rośnie zmęczenie wojną. W maju 2022 r. aż 71 proc. respondentów deklarowało, że są gotowi znosić wojnę tyle, „ile będzie potrzeba”. Pod koniec kwietnia (według KMIS) mówiło tak już tylko 48 proc. ankietowanych nad Dnieprem. Kreml najwyraźniej stawia na destabilizację sytuacji wewnątrz Ukrainy, co w świetle ostatnich afer korupcyjnych i trwającego obecnie procesu sądowego nad byłym szefem prezydenckiego biura Andrijem Jermakiem jest największym wyzwaniem dla Wołodymyra Zełenskiego.