Już niedługo Polska może stać się pierwszym krajem w Europie, z którego znikną codzienne wydania papierowych gazet. Niestety, o czym piszemy dziś w „Rzeczpospolitej”, zjawisko anihilacji polskich instytucji medialnych i kulturalnych może dotknąć również wspierane dotąd polonijne media na Wschodzie.

Porzucanie polskich mediów na Wschodzie to zbrodnia na narodowym dziedzictwie

O ile jednak załamanie rynku papierowej prasy nad Wisłą można tłumaczyć szybkim rozwojem mediów cyfrowych (osobiście upieram się, że państwo polskie zlekceważyło potrzebę wsparcia tradycyjnej prasy ze stratą dla kultury narodowej), o tyle dezercja z symbolicznego wspierania wydawnictw i polskich instytucji kulturalnych na Białorusi, Litwie, Ukrainie to zbrodnia na narodowym dziedzictwie.

Czytaj więcej

Senat porzuca polskie media na Wschodzie. Praprawnuk Mickiewicza: dla nas to wyrok śmierci

Piszę te słowa z goryczą na tych łamach nie po raz pierwszy. Tak jak zaniedbaliśmy przez dekady sprawę repatriacji, tak dziś, obcinając i tak groszowe dotacje dla instytucji kultywujących polskość na dawnych kresach, wydajemy na nie wyrok śmierci. Żeby było jasne. Nie chodzi o żadne miliardy. To kilka, kilkanaście milionów złotych, które wspierały dotąd skrajnych ryzykantów kultywujących polskość na Białorusi i pasjonatów dbających o polską tożsamość na Ukrainie i na Litwie. Jak ważne są te wysiłki, wiemy nie tylko na przykładzie Andrzeja Poczobuta i jemu podobnych, ale i wszystkich, którzy rozumieją, jakimi meandrami wędruje polski los na wschodnich terenach byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Apel do marszałka Bogdana Borusewicza o wsparcie polskich mediów na Wschodzie

Znów z goryczą powiem: umiemy grzać się chwałą zwolnionego z białoruskiego więzienia kawalera Orderu Orła Białego Andrzeja Poczobuta, ale trudno nam pójść ścieżką spraw, o które walczył i o które walczyć nie przestanie. To zbyt trudne? Niepopularne? A może dla decydentów to zwykła nuda? Cóż możemy na tych łamach? Tylko zaapelować, by Senat (to on przyznaje środki na instytucje polonijne) zrozumiał, że błądzi.

Nie chodzi o żadne miliardy. To kilka, kilkanaście milionów złotych, które wspierały dotąd szaleńców kultywujących polskość na Białorusi i pasjonatów dbających o polską tożsamość w Ukrainie i Litwie

Z kręgów senackich wiem, jak wiele jest w rękach wicemarszałka Bogdana Borusewicza. Nie ukrywam, że niezwykle go szanuję jako jednego z bezdyskusyjnych ojców polskiej wolności. Panie Marszałku, dowiódł Pan życiem, jak ważna jest dla Pana suwerenność narodu nad Wisłą. Dziś może Pan próbować ratować zagrożoną polskość poza naszymi granicami.

Może to ostatni moment, by w natłoku przemian geopolitycznych czy technologicznych silić się na taki wysiłek. Może coś uda się jeszcze zmienić. W imieniu tych, dla których Polska nie kończy się na Bugu, piszę: czekamy.