Ta premiera Polskiego Baletu Narodowego reklamowana była początkowo jako spektakl będący sceniczną wizją „Łowcy androidów”. Szybko jednak z tego zrezygnowano, bo też nawet jeśli twórca „Androidów” Robert Bondara chętnie sięga do mocno zakorzenionych w naszej kulturze i popkulturze tematów oraz bohaterów – jak choćby Don Juan czy Romeo i Julia – nigdy w jego baletach nie ma prostych opowiastek o ich losach. Bondara ma umiejętność zagłębiania się poprzez taniec w psychice swoich bohaterów, a przede wszystkim pokazania ich uwikłań w dzisiejszej rzeczywistości.

„Androidy” i film Ridley Scotta

Podobnie jest i tym razem. Co prawda, nowy spektakl Bondary ma klimat i koloryt bliski słynnemu filmowi „Łowca androidów”, co zostało umiejętnie podkreślone przez reżysera światła Macieja Igielskiego. Ponadto choć akcja nie toczy się w Los Angeles jak u Ridleya Scotta, ale z pewnością w tle jest równie przytłaczająca, nieprzyjazna metropolia (scenografia Diana Marszałek i świetne projekcje Kamila Polaka). Nie jest to jednak 2019 r. jak w filmie ani połowa XXI w. jak w głośnej kontynuacji „Blade Runner 2049”. Robert Bondara wyraźnie przypomina, że akcja dzieje się niemal tu i teraz.

„Androidy” scena zbiorowa

Androidy, Polski Balet Narodowy

„Androidy” scena zbiorowa

Foto: Ewa Krasucka

To jest nasz świat, w którym androidy, czy jak to raczej teraz określamy – humanoidy, zaczynają towarzyszyć nam na co dzień. Czy mamy więc nadal nad nimi przewagę i powinniśmy traktować jak istoty podległe? Czy mogą stać się one naszymi partnerami i czy dajemy im prawo do wyrażania własnych emocji, uczuć? Czy wreszcie kontakt z nimi mówi nam coś o nas i czy pod ich wpływem sami zaczynamy się zmieniać?

Łowca i Doktor Rae na tropie androidów

Jest więc w spektaklu Łowca wraz z żoną Niną, którą kocha, ale też jest obiekt jego polowań – R_OY (Castor). Grono androidek i androidów okazuje się zresztą liczniejsze, mamy w nim także śpiewaczkę operową oraz, a raczej przede wszystkim Doktor Rae, pomocnicę Łowcy. Wszystkie humanoidy walczą zaś nie tyle o przetrwanie, co o prawo do życia na takich samych zasadach jak człowiek.

Spektakl ma zatem różne postaci pierwszo- i drugoplanowe, ludzkie i humanoidalne oraz rozbudowaną fabułę, szczegółowo opisaną w programie do „Androidów”. Jeśli ktoś tego tekstu nie przeczyta, nie znajdzie się na pozycji straconej. Wartość sztuki baletowej nie polega przecież na tym, że potrafi ona ilustrować zdarzenia, lecz na odwoływaniu się do emocji, wrażliwości oraz odczuć widzów. Robert Bondara należy zaś do artystów, którzy potrafią pobudzić ich wyobraźnię i zachęcić do odkrywania w spektaklu własnych tropów. Pod tym względem „Androidy” są tego przykładem wręcz wzorcowym.

„Androidy”, scena zbiorowa

Androidy, Polski Balet Narodowy

„Androidy”, scena zbiorowa

Foto: Ewa Krasucka

To jest spektakl budowany konsekwentnie z wykorzystaniem teatralnej techniki nie po to, by wzmocnić widowiskową atrakcyjność, lecz w trosce o narracyjną płynność. Mimo zmienności miejsc oraz zdarzeń tempo nie słabnie ani przez moment. Ogromną zaś rolę w wykreowaniu teatralnego świata odgrywa muzyka.

Pomysł kompozytora Przemysława Zycha

Zamiar, by rzeczywistość rozbudowanej technologii opisać przy mocy tradycyjnej orkiestry wydawał się karkołomny. Z kolei użycie elektroniki wydaje się banalne lub naraża na nieuchronne porównania z kultową ścieżką dźwiękową Vangelisa do „Łowcy androidów”. Przemysław Zych bardzo umiejętnie wykorzystał tradycyjne instrumentarium orkiestrowe, rozbudowując nieco perkusję oraz dodając rzadziej stosowane instrumenty dęte (kontrafagot czy puzon basowy).

„Androidy”, scena zbiorowa ludzie i humanoidy

Androidy, Polski Balet Narodowy

„Androidy”, scena zbiorowa ludzie i humanoidy

Foto: Ewa Krasucka

Muzyka w żaden sposób nie stanowi tu ilustracji do tego, co dzieje się na scenie. Orkiestra Opery Narodowej pod niesłychanie sprawną dyrekcją Marty Kluczyńskiej współtworzy narrację, a poprzez zastosowanie przez kompozytora różnych światów dźwiękowych lepiej pozwala zrozumieć akcję. Powtarzające się minimalistyczne motywy wzmacniają nastrój obrazów wielkomiejskich. Brutalne, szorstkie brzmienia obrazują życie androidów, wyrazista melodyjność towarzyszy lirycznym scenom głównych bohaterów. A wyrazisty puls całości podkreśla, że jest to muzyka dla tancerzy.

Choreograficzne talenty Roberta Bondary

Robert Bondara umie wykorzystać walory tej muzyki, ale także i umiejętności Polskiego Baletu Narodowego. Bardzo precyzyjne są wszystkie sceny zbiorowe w efektownych kostiumach Martyny Kander i o zróżnicowanym ruchu dla ludzi oraz humanoidów. Zaskakują odmiennością nastrojów liczne duety – bardzo płynne, a jednocześnie trudne technicznie.

„Androidy”, Ryota Kitai (Łowca) i Hye Ji Kang (Doktor Rae)

Androidy, Polski Balet Narodowy

„Androidy”, Ryota Kitai (Łowca) i Hye Ji Kang (Doktor Rae)

Foto: Ewa Krasucka

Wyraziste są poszczególne postaci na czele z Łowcą (znakomity Ryota Kitai), z liryczną, delikatnie nakreśloną jego żoną Niną (Jaeeung Jung) oraz kryjącą w sobie tajemnicę Doktor Rae (Hye Ji Kang). Z grupy androidów wyróżnia się przede wszystkim młody Kasper Górczak (Castor), będący niewątpliwym odkryciem tej premiery.

Doceniając bardzo wysoki poziom „Androidów”, trzeba podkreślić, że jest to spektakl nie tylko o walorach czysto tanecznych czy teatralnych. To oferta ważna i dla tych, którzy nie są wielkimi fanami baletowej sztuki. Kiedy w finale na pustej scenie zostają Łowca i Doktor Rae, pozostaje też z nami ważne pytanie: jak ułożą się relacje między człowiekiem a humanoidem?

Kto nie zdąży wybrać się na „Androidy” teraz w maju, niech wie, że kolejne spektakle już na początek nowego sezonu w Operze Narodowej w połowie września.