Reklama

Poszukiwany dyrektor muzyczny Opery Narodowej

38-letni Yoel Gamzou, który po raz pierwszy stanął przed orkiestrą Opery Narodowej poprowadził swój koncert tak, by zyskać sympatię muzyków i publiczności. Wybór dyrektora muzycznego narodowej sceny powinien nastąpić najpóźniej wiosną.

Publikacja: 10.01.2026 11:06

Yoel Gamzou i orkiestra Opery Narodowej

Yoel Gamzou i orkiestra Opery Narodowej

Foto: Krzysztof Bieliński

Decyzję o tym, kto będzie jednym z trzech najważniejszych dyrektorów Opery Narodowej podejmie oczywiście jej szef naczelny, Boris Kudlička, ale ważny jest też głos samych muzyków. W końcu to oni optowali za wyborem ich obecnego dyrektora, Patricka Fournilliera, który swoją kadencję zamknie wraz z końcem obecnego sezonu. Następca jest więc pilnie potrzebny.

Jakich kompozytorów lubi Yoel Gamzou

Przyjazd do Warszawy Yoela Gamzou wzbudził więc zainteresowanie większe, niżby wynikało z samego faktu, że miał dyrygować pierwszym koncertem symfonicznym orkiestry Opery Narodowej z cyklu, jaki postanowił wprowadzić do repertuaru Boris Kudlička. Izraelsko-amerykański dyrygent jest bowiem postrzegany właśnie jako kandydat na nowego dyrektora muzycznego.

Mimo młodego wieku Yoel Gamzou ma spore doświadczenie. Wprawdzie najważniejszym dla niego kompozytorem jest Gustav Mahler, który oper nie tworzył, jednak dużo także dyryguje w teatrach – ostatnio na przykład w wiedeńskiej i monachijskiej Staatsoper, co jest nienajgorszą rekomendacją. Szczególnie lubi opery niemieckie (jednak bez Wagnera), rosyjskie, a także Janáčka. Generalnie bliżej mu do repertuaru XX-wiecznego niż do kompozytorów włoskich, choćby Verdiego.

Polskiej publiczności dał się poznać z dobrej strony, gdy z sukcesem poprowadził „Salome” Richarda Straussa w trudnych warunkach Opery Leśnej w Sopocie na Baltic Opera Festival ubiegłego lata. Debiutując obecnie w Warszawie pokazał się w tym, co mu najbliższe, a jednocześnie wybrał utwory odmienne stylistycznie, pozwalające poznać umiejętności zarówno muzyków, jak i ich dyrygenta.

Julia Kleiter na pierwszym planie

Pierwsze spotkanie orkiestry z nieznanym jej wcześniej dyrygentem niesie pewne ryzyko, zwłaszcza gdy jest to orkiestra operowa, a program koncertu – symfoniczny. W tym przypadku Yoel Gamzou dokonał sprytnego wyboru dzieł z pogranicza obu gatunków, bo nawet jeśli „Cztery ostatnie pieśni” Richarda Straussa są utworem stricte koncertowym, to przecież warszawska orkiestra ma ostatnio częsty kontakt z muzyką Straussa, skoro zaliczyła niedawno jego operę „Ariadna na Naxos”, a teraz szykuje się do lutowej premiery kolejnej – „Kobieta bez cienia”.

Reklama
Reklama

A jednak w „Czterech ostatnich pieśniach” Yoel Gamzou najskromniej zaznaczył swoją osobowość. Nie tylko dlatego, że uwagę przede wszystkim przykuwała solistka – obdarzona krystalicznym sopranem Julia Kleiter. Poetyckie teksty von Eichendorffa i Hessego zinterpretowała z dużą kulturą wokalną i literacką, choć jej delikatny głos niknął czasem w ogromnej przestrzeni warszawskiego Teatru Wielkiego.

Julia Kleiter i orkiestra Opery Narodowej

Julia Kleiter i orkiestra Opery Narodowej

Foto: Krzysztof Biieliński

Tej ulotności zabrakło nieco w grze samej orkiestry zwłaszcza w ostatniej pieśni „September”, gdzie w przejmującym finale, będącym swoistym pożegnaniem sędziwego Straussa ze światem, melodia odchodzi w niebyt, unosząc się coraz bardziej delikatnie. Docenić trzeba natomiast starania dyrygenta o ładne wyeksponowanie solówek – pierwszych skrzypiec czy waltorni.

Balet zamieniony w symfonię

Staranność w wydobyciu poszczególnych instrumentów wydaje się cechą dyrygenckiej sztuki Yoela Gamzou, co udowodnił też w „Leonorze III” (jednej z uwertur, jakie Beethoven napisał do swej opery „Fidelio”). Mimo że kompozytor operuje tu masą dźwiękową, a dyrygent poprowadził ten utwór w bardzo szybkich tempach, subtelne flety nie zaginęły w orkiestrowym tłumie.

Najbardziej efektownie i dyrygent, i orkiestra zaprezentowali się w suitach z baletu „Romeo i Julia” Prokofiewa, ale też muzycy Opery Narodowej doskonale znają tę muzykę. Yoel Gamzou nie poprowadził jej jednak w sposób baletowy, ale symfoniczno-koncertowy.  Podkręcił tempo (żywiołowość jest istotną cechą jego sposobu dyrygowania), wzmocnił kontrasty dynamiczne, a wszystko po to, by jak najefektowniej mogła zaprezentować się orkiestra, a przy okazji także on sam.

Na pewno po tym koncercie chciałoby się raz jeszcze bliżej poznać, jakim dyrygentem jest Yoel Gamzou. Najlepiej w całym spektaklu operowym.

Muzyka klasyczna
Nawet w największym arcydziele na początku są tylko zapisane nuty
Muzyka klasyczna
Wiedeńczycy wybrali dyrygenta na koncert noworoczny 2027. Zaskakująca decyzja
Muzyka klasyczna
Koncert noworoczny w Wiedniu zaczyna się zmieniać
Muzyka klasyczna
Muzyka poważna 2025. Nowoczesność bywa atrakcyjna
Muzyka klasyczna
Piotr Beczała lepszy niż Luciano Pavarotti
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama