To nie jest pierwsza wizyta w Polsce tej artystki urodzonej w RPA. Wcześniej zaprosiła ją Filharmonia Poznańska, a w 2022 r. wystąpiła razem z Arturem Rucińskim na koncercie w Operze Narodowej. Ale w przeciwieństwie do wielu innych światowych sław przyjeżdżających do Polski po osiągnięciu szczytu kariery, Pretty Yende ciągle się rozwija i zaskakuje nowymi wyzwaniami, zatem warto spotkać się z nią ponownie.
Pretty Yende: od kościelnego chóru do debiutu w La Scali
Jej życie to temat na film z happy endem. Dorastała w małym miasteczku w RPA, jej przodkowie wywodzili się z plemienia Zulu, a ona nie wiedziała, że w ogóle istnieje opera. Miała 16 lat, gdy w telewizorze zafascynował ją towarzyszący reklamie duet kwiatów z opery „Lakmé”. Postanowiła, że musi poznać ten niezwykły muzyczny świat i tak się zaczęło. – Ta melodia to było coś niesamowitego, niezwykle naturalna, a jednocześnie otwierająca przede mną nową rzeczywistość – wspomina Pretty Yende. – Zapytałam nauczyciela, co to właściwie było? A on odpowiedział, że to właśnie jest opera.
Postanowiła, że zostanie śpiewaczką, choć nikt początkowo nie wierzył, że może się to udać. Pretty Yende, co prawda, już wtedy śpiewała, ale w kościelnym chórze. – Do kościoła prowadzała mnie babcia, która w domu uczyła mnie różnych piosenek – opowiadała mi przy okazji poprzedniej wizyty w Polsce. – Chóralna muzyka kościelna ma bogate tradycje w RPA, zwłaszcza wśród czarnoskórej ludności, przez lata pozbawionej prawa dostępu do edukacji muzycznej.
Zaczynała od nauki w South African College of Music, gdzie otrzymała stypendium. Pierwsza poważna konfrontacja zdarzyła się w 2009 r., na konkursie w Wiedniu. Zwyciężyła, a w 2011 r. jako pierwsza w historii zgarnęła trzy nagrody na Operaliach organizowanych przez Plácida Domingo. Jednym z efektów zwycięstw było zaproszenie do udziału w Akademii La Scali, gdzie mogła dalej kształcić się u największych operowych sław. Była tam pierwszą czarnoskórą studentką z Afryki.