Reklama

Placido Domingo ma 85 lat i nie zamierza przestać śpiewać

Legendarny tenor obchodzi właśnie 85 urodziny, ale Placido Domingo udaje, że w jego życiu nic się nie zmienia. Tę okrągłą datę kwituje koncertem w Niemczech, a potem rusza do kolejnych krajów, w których jeszcze go nie było.

Publikacja: 23.01.2026 09:09

Placido Domingo śpiewa w Filharmonii Rzeszowskiej w ramach Festiwalu w Łańcucie, 2025 r.

Placido Domingo

Placido Domingo śpiewa w Filharmonii Rzeszowskiej w ramach Festiwalu w Łańcucie, 2025 r.

Foto: mat.pras.

Pytanie – kiedy Placido Domingo zakończy karierę? – świat zadawał sobie mniej przez ostatnich kilkanaście lat. Teraz już przestał, bo hiszpański tenor sam na nie odpowiedział definitywnym stwierdzeniem: „Będę śpiewał, dopóki żyję”. Te słowa zastąpiły inną dewizę powtarzaną przez dekady przez Placida Domingo: „Kiedy nie śpiewam, rdzewieję”.

Reklama
Reklama

Niewątpliwie jest absolutnym fenomenem. Już kilku pokoleniom ludzi śpiew Placida Domingo towarzyszy przez całe ich życie. W latach 70. i 80 my, żyjący wówczas w PRL, nie byliśmy w stanie oglądać go na scenach świata, ale docierały do nas filmy z jego wspaniałymi kreacjami: „Carmen” Francesco Rosiego czy „Traviata” Franco Zefirellego. Potem nastał czas koncertów trzech tenorów i telewizyjnej inscenizacji „Toski” w autentycznych wnętrzach Rzymu, rozgrywanej na żywo dokładnie w tych porach dnia i nocy, kiedy toczy się akcja.

Placido Domingo przyjechał do Zbigniewa Religi

W 1992 r. Placido Domingo przyjechał po raz pierwszy do Polski, do Zabrza, na zaproszenie Fundacji Zbigniewa Religi i to było istne szaleństwo. Znajdował się w życiowej formie, jego głos brzmiał dokładnie tak, jak na płytowych nagraniach. A on umiał oddziaływać na emocje dramatyzmem połączonym z absolutną swobodą i nienaganną (bo niedostrzegalną) techniką.

Lata dziewięćdziesiąte były też okresem dyskusji, który z trzech tenorów – José Carreras, Placido Domingo i Luciano Pavarotti – jest najlepszy. Czas przyniósł odpowiedź, przyznając pierwszeństwo jemu. To prawda, że pięknie brzmiące wysokie „c” – potwierdzenie klasy tenora – nigdy nie było jego numerem popisowym. Za to żaden inny tenor nie może poszczycić się tak długą karierą (ponad 3700 przedstawień) i tak różnorodnym repertuarem, obejmującym około 180 ról. Dokładnej ich liczby nie zna chyba nawet Placido Domingo.

Reklama
Reklama

Sekret długowieczności Placida Dominga

W czasach koncertowych spotkań trzech tenorów i ich stadionowych koncertów on jeden nie zadowalał się odcinaniem kuponów od zdobytej sławy, tylko nadal się rozwijał. Kiedy Luciano Pavarotti śpiewał niemal wyłącznie „O sole mio”, Placido Domingo postanowił wziąć się za muzykę Wagnera. Byłem akurat w Bayreuth, gdy debiutował tam na festiwalu wagnerowskim jako Parsifal. Ze zdumieniem opowiadano, że ten wielki gwiazdor na pierwszej próbie stawił się w dresie gotów realizować wszystkie stawiane mu zadania.

Przy okazji jednej z jego wizyt w Polsce, bo po 1992 r. przyjeżdżał do nas kilkakrotnie, zapytałem go, jaki jest sekret jego artystycznej długowieczności. Odpowiedział: – Recepta jest prosta, trzeba wszystko robić z pasją i traktować jako ciekawe wyzwanie. Wówczas nie grozi rutyna, a głos zachowa przypisaną mu przez naturę świeżość. W życiu i na scenie nie udaję, że mam mniej lat.

Jak zmienił się jego głos

Praw natury nie da się jednak oszukać. Po siedemdziesiątce, gdy śpiewanie w wysokim rejestrze tenorowym stało się dla Placida Domingo zbyt trudne, przerzucił się na wielkie role barytonowe (zazwyczaj dla niego transponowane w innej nieco tonacji). I znów odniósł sukces, choć nie wszyscy podzielali te zachwyty. Widziałem go w jednym z ostatnich operowych występów – na festiwalu w Salzburgu w 2019 r. Miał 78 lat, w „Luisie Miller” śpiewał partię ojca tytułowej bohaterki. W głównej partii tenorowej błyszczał Piotr Beczała, ale u Placida Domingo zachwycały nadal uroda, dźwięczność i siła głosu, choć było też sporo niedostatków, wynikających przede wszystkim z faktu, że jego głos męczył się szybciej niż u partnerów.

Placido Domingo i Piotr Beczała w „Luisie Miller”  w Metropolitan Opera

Placido Domingo i Piotr Beczała

Placido Domingo i Piotr Beczała w „Luisie Miller” w Metropolitan Opera

Foto: MET Opera

Oskarżenia i klęski

Po pandemii definitywnie zrezygnował z opery, zresztą miał w tamtym okresie jeszcze inne problemy. Na fali #metoo ponad 20 kobiet zarzuciło mu, że w przeszłości molestował je seksualnie podczas współpracy zawodowej. Ostatecznie żadne z oskarżeń się nie potwierdziło, ale na wszelki wypadek kilka instytucji operowych wolało go już nie zapraszać.

Reklama
Reklama

Przestał też odnosić sukcesy jako dyrygent, czym zajmował się z równie wielkim zaangażowaniem. Jego sposób poprowadzenia „Walkirii” na festiwalu w Bayreuth zakończył się klęską, a na festiwalu Arena di Verona orkiestra odmówiła w kolejnej edycji z nim współpracy. Żeby więc nie zardzewieć, Placido Domingo postanowił śpiewać dalej.

Do kogo należy rekord długowieczności

W planach na ten rok ma więc szereg koncertów: w Niemczech, Egipcie, Danii, Słowacji, na Węgrzech, w Japonii, Islandii, Bułgarii, Hiszpanii, we Włoszech. Dodajmy jednak, że nie pobił jeszcze rekordu długowieczności śpiewających tenorów. Ten należy do Iwana Kozłowskiego, tenora znakomitego, choć mało znanego w świecie, bo sowiecka władza odmawiała mu prawa wyjazdu za granicę. Swe 90. urodziny uświetnił rolą Triqueta w „Eugeniuszu Onieginie” Czajkowskiego. Inny sławny tenor, Szwajcar Hugues Cuénod, jest najstarszym debiutantem: w wieku 84 lat zadebiutował w Metropolitan Opera rolą Cesarza Altouma w „Turandot”. Występował zaś do 91. roku życia. Zmarł w 2010 r. w wieku 108 lat.

Muzyka klasyczna
Andrzej Giza: Dziedzictwo Pendereckich, kontynuacja z dodatkiem ewolucji
Muzyka klasyczna
Poszukiwany dyrektor muzyczny Opery Narodowej
Muzyka klasyczna
Nawet w największym arcydziele na początku są tylko zapisane nuty
Muzyka klasyczna
Wiedeńczycy wybrali dyrygenta na koncert noworoczny 2027. Zaskakująca decyzja
Muzyka klasyczna
Koncert noworoczny w Wiedniu zaczyna się zmieniać
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama